Nowe limity amortyzacji samochodów od 2026 (wg emisji CO2) – co z autem w e-commerce

W średniej firmie e-commerce samochód rzadko jest wyłącznie wygodnym dodatkiem do działalności. Dla przedsiębiorcy, który rozwija sprzedaż, poszerza ofertę, buduje relacje z dostawcami, testuje nowe kanały dystrybucji i planuje ekspansję, auto bardzo często jest normalnym elementem zaplecza operacyjnego. Służy do dojazdów do magazynu, odbioru przesyłek, spotkań z partnerami B2B, wizyt u producentów, przewożenia próbek produktowych, dokumentów albo materiałów potrzebnych do pracy zespołu. W praktyce właściciel sklepu internetowego nie działa wyłącznie z poziomu panelu sprzedażowego, systemu magazynowego i skrzynki mailowej. Im większa skala biznesu, tym częściej trzeba pojawić się fizycznie tam, gdzie dzieje się proces: w magazynie, u operatora logistycznego, u dostawcy, na spotkaniu handlowym albo w miejscu, w którym zapada decyzja ważna dla dalszego wzrostu firmy.

Dlatego rozmowa o samochodzie firmowym w e-commerce nie powinna zaczynać się od pytania, czy auto jest luksusem. Dla wielu firm po prostu nie jest. Jest narzędziem, które pomaga dowozić sprzedaż, relacje i logistykę, czyli obszary bezpośrednio wpływające na przychody. Od 2026 roku ta decyzja zyskuje jednak dodatkowy ciężar, bo wybór samochodu osobowego będzie mocniej powiązany z podatkami dochodowymi, czyli PIT albo CIT. Nie chodzi tu o VAT, ale o koszty podatkowe, amortyzację oraz rozliczanie części kapitałowej opłat przy leasingu, najmie, dzierżawie i podobnych umowach. W praktyce przedsiębiorca będzie musiał patrzeć nie tylko na cenę auta, wysokość raty, spalanie, komfort i przewidywaną wartość rezydualną, ale również na emisję CO₂ konkretnego pojazdu. To właśnie ten parametr zdecyduje, czy firma będzie mogła odnieść się do limitu 225 000 zł, 150 000 zł czy tylko 100 000 zł.

Dla właściciela e-commerce, który planuje rozwój, ta zmiana jest bardziej praktyczna, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Samochód kupowany do firmy często konkuruje o budżet z zatowarowaniem, marketingiem, automatyzacją, ekspansją zagraniczną, zatrudnieniem kolejnych osób i rozbudową magazynu. Jeżeli więc część wartości auta nie będzie mogła zostać rozliczona w kosztach podatkowych w takim zakresie, jakiego przedsiębiorca się spodziewał, decyzja zakupowa zaczyna wyglądać inaczej w całym planie finansowym. Od 2026 roku pytanie nie brzmi już tylko „ile kosztuje auto?”, ale też „ile z tego kosztu faktycznie rozliczę podatkowo?”. Właśnie dlatego wybór napędu, emisji i sposobu finansowania samochodu przestaje być detalem technicznym, a staje się częścią szerszej decyzji biznesowej.

Co dokładnie zmienia się od 1 stycznia 2026 roku?

Od 1 stycznia 2026 roku wchodzą w życie trójstopniowe limity dotyczące samochodów osobowych, uzależnione od emisji CO₂. Zmiana dotyczy podatków dochodowych, czyli tego, jaka część wydatków związanych z autem może zostać ujęta w kosztach uzyskania przychodów. W przypadku samochodów będących środkami trwałymi chodzi przede wszystkim o odpisy amortyzacyjne. W przypadku leasingu, najmu, dzierżawy i umów podobnych chodzi o rozliczanie części kapitałowej opłat. To ważne rozróżnienie, bo w codziennej rozmowie przedsiębiorcy często wrzucają wszystkie obciążenia związane z samochodem do jednego worka, tymczasem nowe zasady nie są zmianą w VAT i nie dotyczą po prostu tego, czy auto „jest na firmę”. Dotyczą limitu, do którego określone wydatki mogą pracować podatkowo jako koszt.

Nowe progi obejmują amortyzację samochodów osobowych wprowadzonych do ewidencji od 1 stycznia 2026 roku, a także rozliczanie części kapitałowej opłat z tytułu leasingu, najmu, dzierżawy lub umów podobnych. Przy amortyzacji istotny jest przepis przejściowy: samochody wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku mogą być rozliczane na dotychczasowych zasadach. Przy leasingu, najmie i dzierżawie sytuacja jest mniej komfortowa, ponieważ dostępne opracowania wskazują na brak analogicznych przepisów przejściowych. W praktyce może to oznaczać, że nowe limity będą stosowane również do umów zawartych przed 1 stycznia 2026 roku, jeśli opłaty będą rozliczane już po wejściu nowych zasad. Dla firm e-commerce, które finansują auta leasingiem, jest to szczególnie ważne, bo sama data podpisania umowy nie musi dawać takiej ochrony, jak w przypadku samochodu wprowadzonego wcześniej do ewidencji środków trwałych.

Nowe limity amortyzacji od 2026 roku

Nowy system opiera się na trzech limitach. Najwyższy limit, czyli 225 000 zł, dotyczy samochodów elektrycznych oraz napędzanych wodorem, a więc pojazdów zeroemisyjnych. Drugi próg wynosi 150 000 zł i obejmuje samochody, których emisja CO₂ jest niższa niż 50 g/km. W praktyce mogą to być wybrane pojazdy niskoemisyjne, w tym część hybryd plug-in, ale nie należy zakładać, że każdy samochód oznaczony jako plug-in automatycznie mieści się w tym limicie. Decyduje konkretny wynik emisji CO₂ przypisany do pojazdu, a nie ogólna etykieta handlowa, opis w reklamie czy potoczne przekonanie, że hybryda zawsze jest podatkowo korzystniejsza. Trzeci próg, czyli 100 000 zł, dotyczy samochodów osobowych z emisją CO₂ równą lub wyższą niż 50 g/km. Do tej kategorii trafi większość tradycyjnych aut spalinowych oraz wiele klasycznych hybryd.

Kluczowe jest to, że emisję ustala się według danych z centralnej ewidencji pojazdów. Dla przedsiębiorcy oznacza to konieczność zejścia z poziomu ogólnych deklaracji producenta czy sprzedawcy do poziomu danych konkretnego auta. W e-commerce, gdzie decyzje często podejmuje się szybko, bo firma równolegle obsługuje sprzedaż, dostawy, kampanie, rekrutacje i rozwój nowych rynków, łatwo potraktować samochód jako sprawę administracyjną do załatwienia między innymi tematami. Od 2026 roku takie podejście może być kosztowne. Dwa auta w podobnej cenie i o podobnym zastosowaniu biznesowym mogą mieć zupełnie inny efekt podatkowy, jeśli jedno mieści się w limicie 150 000 zł, a drugie wpada już do progu 100 000 zł. Różnica nie wynika wtedy z tego, czy samochód jest potrzebny firmie, ale z tego, jaką emisję CO₂ ma konkretny pojazd i jaki limit podatkowy zostanie do niego przypisany.

Co oznacza najniższy limit 100 000 zł?

Najniższy limit 100 000 zł oznacza realne obniżenie podatkowego progu dla wielu samochodów, które dotąd były naturalnym wyborem przedsiębiorców: benzynowych, diesli oraz części klasycznych hybryd. Wcześniej przy samochodach osobowych innych niż elektryczne punktem odniesienia był dla wielu firm limit 150 000 zł. Od 2026 roku ten limit pozostaje, ale tylko dla pojazdów z emisją CO₂ poniżej 50 g/km. Jeżeli emisja wynosi 50 g/km albo więcej, właściwy staje się limit 100 000 zł. W praktyce oznacza to, że przy samochodzie za 160 000, 180 000 czy 220 000 zł znacznie większa część wartości może nie zostać uwzględniona podatkowo. Dla średniej firmy e-commerce, która liczy marżę, planuje cash flow, inwestuje w zapasy i jednocześnie przygotowuje się do ekspansji, nie jest to kosmetyczna różnica. To element, który może zmienić rzeczywisty koszt posiadania auta w firmie.

Im wyższa wartość samochodu i im wyższa emisja CO₂, tym większa część wydatku może nie trafić do kosztów podatkowych. Nie oznacza to, że zakup droższego auta spalinowego będzie zabroniony albo że taki samochód przestanie mieć sens operacyjny. Może nadal być wygodny, bezpieczny, reprezentacyjny i dopasowany do codziennego użytkowania w firmie. Problem polega na tym, że jego podatkowa efektywność może być niższa, niż zakładał przedsiębiorca przy porównywaniu ofert. Właściciel e-commerce powinien więc przestać patrzeć na auto wyłącznie przez pryzmat ceny, raty i funkcjonalności. Od 2026 roku do kalkulacji trzeba dopisać emisję CO₂, właściwy limit oraz sposób finansowania. Inaczej firma może podjąć decyzję, która na poziomie operacyjnym wygląda rozsądnie, ale po przeliczeniu podatkowym okazuje się mniej korzystna niż alternatywny pojazd o niższej emisji albo samochód zeroemisyjny.

Dlaczego ta zmiana jest ważna dla e-commerce?

W handlu internetowym samochód firmowy często nie jest pierwszym tematem, który pojawia się przy planowaniu rozwoju. Właściciele średnich firm zwykle koncentrują się na marży, kosztach reklamy, automatyzacji, zatowarowaniu, zwrotach, ekspansji zagranicznej, integracjach sprzedażowych i wydajności zaplecza operacyjnego. To naturalne, bo właśnie tam najczęściej widać bezpośredni wpływ na przychody. Samochód bywa traktowany bardziej technicznie: jako narzędzie do załatwiania spraw, przemieszczania się między miejscami, obsługi kontrahentów albo reagowania wtedy, gdy cyfrowy proces wymaga fizycznej obecności. Od 2026 roku takie podejście trzeba jednak uzupełnić o wymiar podatkowy. Zmiana limitów uzależnionych od emisji CO₂ powoduje, że wybór pojazdu osobowego może mieć realny wpływ na koszty uzyskania przychodów w PIT albo CIT, a więc na to, jak firma rozłoży ciężar tej decyzji w swoich rozliczeniach.

Dla przedsiębiorcy rozwijającego sprzedaż internetową szczególnie ważne jest to, że nowe zasady nie dotyczą wyłącznie firm transportowych, flot kurierskich czy działalności, w których przejazdy są głównym źródłem przychodu. Obejmują także zwykłe samochody osobowe wykorzystywane w działalności gospodarczej, niezależnie od tego, czy firma sprzedaje towary przez własny sklep, marketplace, kanał B2B, czy łączy kilka modeli jednocześnie. Jeżeli pojazd ma służyć do pracy, trzeba sprawdzić nie tylko jego cenę, ratę, wyposażenie, przewidywane koszty serwisu i sposób finansowania, ale również to, do którego limitu podatkowego zostanie przypisany. W praktyce oznacza to, że decyzja o aucie przestaje być wyłącznie administracyjnym zakupem „na firmę”, a staje się elementem planowania finansowego, zwłaszcza gdy przedsiębiorstwo rośnie i równolegle inwestuje w magazyn, ludzi, technologię oraz wejście na nowe rynki.

E-commerce nie ma osobnych zasad

Firma prowadząca sprzedaż internetową nie korzysta z żadnych szczególnych preferencji dotyczących limitów rozliczania samochodów osobowych. Stosuje te same zasady PIT/CIT co pozostali przedsiębiorcy. Nie ma więc osobnego progu tylko dlatego, że pojazd służy do obsługi sklepu online, kontaktu z operatorami logistycznymi, spotkań z partnerami handlowymi albo nadzorowania pracy zaplecza. Z perspektywy przepisów znaczenie ma nie branża, ale dane konkretnego samochodu. To istotne, bo wielu właścicieli firm intuicyjnie ocenia wydatek przez pryzmat jego użyteczności: skoro pojazd jest potrzebny w działalności, powinien być rozliczany jako koszt w możliwie szerokim zakresie. Nowe limity działają jednak inaczej. Nie badają, czy samochód jest ważny dla rozwoju przedsiębiorstwa, tylko odnoszą się do jego parametrów, w szczególności emisji CO₂.

Emisja CO₂ powinna być ustalana według danych wykazanych dla danego pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów. To oznacza, że przy wyborze auta nie wystarczy ogólna informacja z reklamy, rozmowy ze sprzedawcą albo katalogowe określenie typu napędu. Szczególną ostrożność trzeba zachować przy hybrydach plug-in, bo sama nazwa technologii nie przesądza jeszcze o prawie do limitu 150 000 zł. Decyduje konkretny wynik CO₂. Jeżeli będzie niższy niż 50 g/km, samochód może mieścić się w drugim progu. Jeżeli wyniesie 50 g/km albo więcej, zastosowanie będzie miał limit 100 000 zł. W praktyce e-commerce jest więc traktowany tak samo jak inne przedsiębiorstwo kupujące, amortyzujące, leasingujące, wynajmujące albo dzierżawiące samochód osobowy. Różnica polega jedynie na tym, że w handlu internetowym pojazd często wspiera procesy, które nie zawsze są widoczne z zewnątrz, ale mają duże znaczenie dla sprawności całej organizacji.

Auto w e-commerce często pracuje codziennie

W średniej firmie handlującej online samochód osobowy może być używany znacznie częściej, niż sugerowałby sam model sprzedaży przez internet. W praktyce biznes nie kończy się na panelu sklepu, systemie magazynowym, kampaniach reklamowych i fakturach. Ktoś musi dojechać do powierzchni magazynowej, spotkać się z kontrahentem, odebrać partię materiałów, przewieźć dokumenty, sprawdzić jakość opakowań, zawieźć próbki produktowe albo pojawić się u partnera w sytuacji, której nie da się rozwiązać zdalnie. Wraz ze wzrostem skali rośnie też liczba punktów styku poza biurem: dostawcy, operatorzy logistyczni, podwykonawcy, klienci biznesowi, firmy obsługujące pakowanie, sesje zdjęciowe, targi, showroomy i miejsca, w których zapadają decyzje dotyczące dalszej ekspansji. Samochód nie musi być głównym aktywem firmy, żeby regularnie wspierać jej codzienne działanie.

Właśnie dlatego nowe limity mają dla e-commerce znaczenie praktyczne. Pojazd może być wykorzystywany do dojazdów do magazynu, odbioru i nadawania przesyłek, spotkań z dostawcami, kontroli procesów logistycznych, wyjazdów do klientów B2B oraz transportu próbek, materiałów lub dokumentów. W rozwijającym się przedsiębiorstwie takie czynności nie są dodatkiem do biznesu, ale częścią pracy nad utrzymaniem jakości, terminowości i relacji handlowych. Jednocześnie ich intensywność nie zmienia podatkowego limitu. Nawet jeśli samochód jest wykorzystywany codziennie i realnie pomaga zarządzać operacjami, o zakresie rozliczenia nadal decyduje właściwy próg wynikający z rodzaju pojazdu i emisji CO₂. To ważne rozróżnienie, bo właściciel firmy może mieć pełne biznesowe uzasadnienie dla zakupu auta, a mimo to powinien osobno sprawdzić, jaka część wydatku będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów.

Ta sama cena auta, inny efekt podatkowy

Najbardziej praktyczny problem polega na tym, że dwie firmy e-commerce mogą wybrać samochody w podobnej cenie, ale rozliczyć podatkowo różne kwoty. Wyobraźmy sobie dwóch przedsiębiorców prowadzących porównywalne sklepy internetowe, na podobnym etapie rozwoju i z podobnymi potrzebami operacyjnymi. Obaj potrzebują pojazdu do kontaktów z kontrahentami, nadzoru nad zapleczem, wizyt u partnerów i bieżących spraw związanych z logistyką. Obaj analizują samochody za około 180 000 zł, bo zależy im na bezpieczeństwie, wygodzie, rozsądnym standardzie i możliwości intensywnego użytkowania przez kilka lat. Jeden wybiera klasyczne auto spalinowe z emisją CO₂ powyżej 50 g/km. Drugi decyduje się na pojazd niskoemisyjny poniżej tego progu albo rozważa samochód elektryczny. Na poziomie faktury lub miesięcznej raty różnica może nie wyglądać dramatycznie, ale na poziomie PIT/CIT może być istotna.

W przypadku samochodu objętego limitem 100 000 zł część wydatków odpowiadająca wartości przekraczającej limit nie będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów w pełnym zakresie. Przy pojeździe z limitem 150 000 zł sytuacja wygląda inaczej, a przy samochodzie elektrycznym albo wodorowym jeszcze inaczej, ponieważ właściwy próg wynosi 225 000 zł. To nie oznacza, że przedsiębiorca zawsze powinien wybierać pojazd z najwyższym limitem bez oglądania się na realne potrzeby firmy. Oznacza natomiast, że podobna cena zakupu nie musi oznaczać podobnego skutku podatkowego. W firmie planującej ekspansję większy wydatek na samochód konkuruje z zapasem towaru, budżetem marketingowym, zatrudnieniem, automatyzacją i wejściem na nowe rynki. Jeżeli część wartości pojazdu nie obniży podstawy opodatkowania w oczekiwanym zakresie, realny koszt decyzji będzie inny niż ten widoczny w ofercie. Dlatego porównanie aut powinno obejmować nie tylko cenę, ratę i funkcjonalność, ale również emisję CO₂ oraz limit podatkowy przypisany do konkretnego pojazdu.

„Czy to jest dla mnie?” — szybka diagnoza dla właściciela e-commerce

Nowe limity nie będą tak samo ważne dla każdej firmy, ale przedsiębiorca planujący rozwój powinien umieć szybko ocenić, czy temat dotyczy jego sytuacji. Największe znaczenie mają trzy pytania: czy po 1 stycznia 2026 roku firma planuje nowy samochód, czy pojazd będzie wykorzystywany w działalności oraz czy jego wartość przekracza próg, przy którym limit zaczyna realnie wpływać na rozliczenia. Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, sprawa nie powinna być odkładana do momentu, w którym faktury trafią do księgowości. Wtedy decyzja będzie już podjęta, umowa podpisana, a możliwości korekty ograniczone. Dużo rozsądniej jest sprawdzić konsekwencje wcześniej, na etapie wyboru konkretnego modelu, rodzaju napędu i formy finansowania.

W e-commerce takie podejście jest szczególnie ważne, bo potrzeby firm rosną często szybciej niż ich formalne procedury zakupowe. Sklep zaczyna od prostego modelu sprzedaży, później dochodzi własny magazyn, większy zespół, kanał hurtowy, ekspansja zagraniczna, regularne spotkania z partnerami i bardziej rozbudowana infrastruktura logistyczna. Samochód, który jeszcze niedawno był używany okazjonalnie, zaczyna być normalnym narzędziem pracy właściciela, managera operacyjnego albo osoby odpowiedzialnej za rozwój. Jeżeli w takim momencie firma podejmuje decyzję o zakupie, leasingu lub wynajmie auta, powinna zestawić potrzeby biznesowe z nowymi limitami PIT/CIT. Nie chodzi o to, żeby podatki zastąpiły zdrowy rozsądek operacyjny. Chodzi o to, żeby wybór pojazdu nie został oparty wyłącznie na cenie, marce, racie i dostępności, z pominięciem skutków, które będą widoczne przez kolejne lata.

To dotyczy Cię szczególnie, jeśli planujesz nowe auto do firmy

Nowe limity powinny być dla Ciebie istotnym tematem, jeśli planujesz zakup samochodu firmowego po 1 stycznia 2026 roku albo rozważasz leasing, najem, dzierżawę lub podobną formę finansowania. Szczególną uwagę warto zachować przy autach droższych niż 100 000 zł, bo właśnie wtedy najniższy próg może ograniczyć zakres kosztów uzyskania przychodów. Jeżeli wybierasz między benzyną, dieslem, klasyczną hybrydą, hybrydą plug-in a elektrykiem, nie porównujesz już tylko spalania, zasięgu, komfortu, wartości rezydualnej i wysokości miesięcznej raty. Porównujesz także to, do którego limitu trafi konkretny pojazd. Przy hybrydach plug-in potrzebna jest dodatkowa ostrożność, ponieważ dopiero wynik emisji CO₂ wykazany dla danego samochodu przesądza, czy można mówić o progu 150 000 zł.

Temat jest szczególnie ważny dla firm, które rozwijają zaplecze operacyjne, sprzedaż B2B, relacje z partnerami handlowymi albo własne kanały dostaw. Jeżeli samochód służy do obsługi magazynu, kontaktu z dostawcami, spotkań z kontrahentami, wyjazdów do klientów biznesowych, transportu próbek lub kontroli procesów, warto potraktować go jak element planowania finansowego. Dotyczy to również przedsiębiorstw, które mają już jedno lub kilka aut i myślą o kolejnych. Wtedy trzeba rozróżnić pojazdy rozliczane na dotychczasowych zasadach od tych, które będą objęte nowymi limitami. Samochód osobowy wprowadzony do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku może korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. Przy leasingu, najmie i dzierżawie sytuacja jest bardziej wymagająca, bo brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych umów. Tego nie warto zostawiać do interpretacji na ostatnim etapie, gdy warunki finansowania są już zaakceptowane.

To może być mniej pilne, jeśli nie planujesz zmian w samochodach

Temat może być mniej pilny, jeśli po 1 stycznia 2026 roku nie planujesz zakupu nowego samochodu, zawarcia umowy leasingu, najmu ani dzierżawy, a obecny pojazd nie stanowi istotnego elementu codziennego działania firmy. Podobnie będzie wtedy, gdy przedsiębiorstwo opiera logistykę wyłącznie na zewnętrznych operatorach, nie obsługuje samodzielnie przejazdów związanych z towarem, nie odwiedza regularnie magazynu i nie rozwija kanałów wymagających częstych spotkań poza biurem. Mniej pilna może być także sytuacja, w której samochód osobowy został wprowadzony do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku i korzysta z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. W takim przypadku nowe progi nie muszą od razu zmieniać sposobu rozliczania tego konkretnego pojazdu.

Nie oznacza to jednak, że można całkowicie pominąć temat przy planowaniu rozwoju. W handlu internetowym model działania potrafi zmienić się bardzo szybko. Firma, która dziś w całości korzysta z fulfillmentu, za kilka kwartałów może otworzyć własną przestrzeń magazynową. Przedsiębiorstwo sprzedające wyłącznie detalicznie może wejść w relacje B2B, zacząć odwiedzać większych klientów, negocjować z nowymi dostawcami i rozwijać sieć kontrahentów. Wtedy potrzeba mobilności pojawia się naturalnie, często szybciej niż formalny plan floty. Warto więc rozumieć logikę limitów nawet wtedy, gdy decyzja o nowym aucie nie jest jeszcze przesądzona. Dzięki temu, gdy pojawi się konkretna oferta, firma będzie wiedziała, że oprócz ceny, raty, wyposażenia i dostępności trzeba sprawdzić również emisję CO₂ oraz konsekwencje w PIT albo CIT.

Jak rozpoznać, że warto zająć się tym już teraz

Najprostszy test polega na ocenie, czy samochód jest albo ma być częścią procesu operacyjnego lub logistycznego firmy. Jeżeli bez pojazdu trudniej byłoby zarządzać magazynem, spotykać się z kontrahentami, kontrolować jakość współpracy z partnerami, przewozić próbki lub reagować na pilne sprawy poza biurem, nowe limity powinny zostać uwzględnione w kalkulacji. Nie chodzi o to, aby wybierać auto wyłącznie pod podatki. Chodzi o to, aby nie kupować ani nie finansować pojazdu bez sprawdzenia, jaka część wydatków będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów. Przy samochodach o wartości wyraźnie przekraczającej 100 000 zł różnice między progami mogą być na tyle istotne, że powinny pojawić się w tej samej analizie co rata, ubezpieczenie, serwis, zużycie paliwa lub energii, przewidywany przebieg i sposób użytkowania.

Dla właściciela średniej firmy e-commerce planującej ekspansję najważniejsze jest połączenie perspektywy biznesowej z podatkową. Samochód może być bardzo potrzebny, ale nadal trzeba sprawdzić jego emisję CO₂ w danych pojazdu i właściwy limit. Może być wygodny, bezpieczny i dopasowany do codziennej pracy, a jednocześnie mniej korzystny podatkowo niż alternatywa o niższej emisji. Może mieć atrakcyjną ratę, ale po uwzględnieniu ograniczeń kosztowych nie wyglądać już tak dobrze w całym okresie użytkowania. Jeżeli pojazd jest częścią zaplecza operacyjnego, logistyki albo obsługi kontrahentów, nowe limity są tematem, który warto przeanalizować przed podpisaniem umowy. Najlepszy moment na taką analizę nie przypada wtedy, gdy dokumenty są już w księgowości, ale wcześniej, gdy firma może jeszcze świadomie porównać kilka wariantów i wybrać rozwiązanie najbardziej spójne z planem rozwoju.

Co z autami kupionymi albo wprowadzonymi do firmy przed 2026 rokiem?

Jednym z najważniejszych pytań dla właścicieli sklepów internetowych jest to, czy nowe limity obejmą także samochody, które już są używane w działalności. To istotne szczególnie w średnich firmach, gdzie pojazd często jest planowany jako narzędzie na kilka lat, a nie koszt podejmowany z myślą o jednym sezonie. Trzeba jednak odróżnić samochody osobowe będące środkami trwałymi od pojazdów używanych na podstawie leasingu, najmu, dzierżawy albo podobnych umów. W przypadku amortyzacji istnieje ważny przepis przejściowy. Samochody osobowe wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. Przy leasingu, najmie i dzierżawie sytuacja jest bardziej wymagająca, bo brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych umów.

Dla podmiotu prowadzącego sprzedaż online praktyczny wniosek jest prosty: nie należy traktować wszystkich aut używanych w działalności tak samo. Pojazd kupiony wcześniej, ujęty w ewidencji i amortyzowany jako środek trwały, może być rozliczany według innej logiki niż samochód nabyty lub wprowadzony do ewidencji od 2026 roku. Jeszcze osobno trzeba analizować auta finansowane leasingiem, najmem lub dzierżawą, zwłaszcza jeśli umowa została podpisana przed wejściem zmian, ale opłaty będą rozliczane już po 1 stycznia 2026 roku. W rozwijającym się handlu internetowym taka sytuacja mieszana jest bardzo realna: jedno auto służy właścicielowi sklepu, drugie osobie odpowiedzialnej za zaplecze operacyjne, a kolejne pojawia się wraz z rozwojem kanału B2B, magazynu lub obsługi kontrahentów. Od 2026 roku flota powinna być więc uporządkowana nie tylko według użytkowników i funkcji, ale również według zasad podatkowego rozliczania.

„Stare” auta zostają na starych zasadach

Samochody osobowe wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. W praktyce oznacza to, że jeżeli podatnik kupił auto wcześniej, ujął je w ewidencji i rozpoczął rozliczanie według dotychczasowych zasad, nowe limity zależne od emisji CO₂ nie powinny automatycznie zmieniać sposobu amortyzacji tego konkretnego pojazdu. Kluczowa jest jednak formalna data wprowadzenia samochodu do ewidencji środków trwałych, a nie potoczne przekonanie, że auto jest „stare”, „już firmowe” albo „używane od dawna”. To ważne rozróżnienie, bo w podatkach liczą się konkretne warunki rozliczenia, dokumentacja i moment ujęcia pojazdu w majątku przedsiębiorstwa.

W handlu internetowym ten wyjątek może mieć duże znaczenie dla spółek i jednoosobowych działalności, które w ostatnich latach inwestowały w samochody z myślą o rozwoju operacji. Jeżeli pojazd był kupiony po to, by regularnie dojeżdżać do magazynu, spotykać się z partnerami handlowymi, obsługiwać zaplecze, przewozić dokumenty, próbki albo materiały, dotychczasowa amortyzacja może być kontynuowana, o ile spełnione są warunki przepisu przejściowego. Nie oznacza to jednak, że cała flota automatycznie pozostaje poza nowymi limitami. Ochrona dotyczy konkretnego samochodu i konkretnego sposobu rozliczania. Jeżeli w 2026 roku przedsiębiorstwo dokupi kolejne auto, zmieni strukturę finansowania albo podpisze nową umowę leasingu, najmu czy dzierżawy, trzeba będzie przeanalizować tę decyzję osobno.

Nowe nabytki od 2026 roku — nowe reguły

Samochody osobowe kupione i wprowadzone do ewidencji środków trwałych od 1 stycznia 2026 roku będą rozliczane według nowych limitów zależnych od emisji CO₂. Najwyższy limit, czyli 225 000 zł, dotyczy pojazdów elektrycznych i napędzanych wodorem. Limit 150 000 zł obejmuje auta z emisją CO₂ poniżej 50 g/km, a limit 100 000 zł samochody z emisją równą lub wyższą niż 50 g/km. Emisja powinna być ustalana według danych wykazanych dla danego pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów. Dlatego przy wyborze auta nie wystarczy bazować na ogólnym opisie modelu, wersji silnikowej albo marketingowym oznaczeniu napędu. Szczególnie przy hybrydach plug-in trzeba sprawdzić konkretny wynik CO₂, bo dopiero on przesądza, czy pojazd mieści się w progu 150 000 zł, czy jednak wpada do niższego limitu.

W przypadku leasingu, najmu, dzierżawy i podobnych umów sytuacja jest ostrzejsza niż przy amortyzacji środków trwałych. Brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych umów, dlatego sama data podpisania kontraktu nie powinna być traktowana jako pełne zabezpieczenie. Dla właściciela sklepu internetowego oznacza to konieczność sprawdzenia nie tylko wysokości raty, wykupu, kosztu całkowitego i dostępności pojazdu, ale również limitu podatkowego właściwego dla danego samochodu. Umowa, która wygląda atrakcyjnie na poziomie miesięcznego obciążenia, może po uwzględnieniu ograniczeń w kosztach uzyskania przychodów mieć inny ciężar finansowy niż zakładano. To szczególnie ważne w firmach planujących ekspansję, gdzie decyzja o aucie konkuruje z wydatkami na zapasy, technologię, ludzi i rozwój sprzedaży.

Jak podzielić flotę w e-commerce?

Praktyczne uporządkowanie floty warto zacząć od rozdzielenia samochodów według momentu i sposobu ich rozliczania. Pierwszą grupę stanowią auta wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 2026 rokiem. To pojazdy, które mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji i co do zasady pozostają przy dotychczasowych limitach. Drugą grupą są samochody kupione i wprowadzone do ewidencji od 1 stycznia 2026 roku. W ich przypadku trzeba już ustalić właściwy próg na podstawie rodzaju pojazdu oraz emisji CO₂. Trzecią kategorią są auta finansowane leasingiem, najmem, dzierżawą albo podobnymi umowami. Tutaj należy zachować osobną ostrożność, bo brak przepisów przejściowych może powodować, że nowe limity będą istotne także przy kontraktach zawartych przed 2026 rokiem.

W średnim przedsiębiorstwie sprzedającym online warto stworzyć wewnętrzną mapę samochodów używanych w działalności: kto z nich korzysta, do czego są wykorzystywane, jak są finansowane, kiedy zostały wprowadzone do ewidencji albo kiedy zawarto umowę, jaka jest ich wartość i jaki limit może mieć zastosowanie. Nie musi to być skomplikowany system. Wystarczy uporządkowany rejestr, który pozwala odróżnić auta sprzed 2026 roku rozliczane według poprzednich zasad, auta od 2026 roku rozliczane już według emisji CO₂ oraz planowane zakupy wymagające sprawdzenia limitu przed decyzją. Dla podmiotu planującego rozwój taki porządek ma znaczenie nie tylko księgowe. Pomaga lepiej przewidywać koszty, porównywać warianty finansowania i unikać sytuacji, w której atrakcyjna oferta po czasie okazuje się mniej korzystna podatkowo niż alternatywny pojazd o niższej emisji.

Przykład dla sklepu internetowego: trzy auta, trzy różne skutki podatkowe

Najłatwiej zobaczyć znaczenie nowych limitów na konkretnym przykładzie. Załóżmy, że średni sklep internetowy planuje w 2026 roku zakup samochodu osobowego do działalności. Pojazd ma służyć właścicielowi lub managerowi operacyjnemu do dojazdów do magazynu, spotkań z partnerami handlowymi, kontroli zaplecza, wyjazdów do klientów B2B i bieżących spraw, których nie da się sprawnie załatwić zdalnie. Wartość samochodu wynosi 180 000 zł. Z biznesowego punktu widzenia wszystkie analizowane pojazdy mogą wydawać się podobnie uzasadnione: są wygodne, bezpieczne, reprezentacyjne i nadają się do intensywnego użytkowania. Różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy do kalkulacji zostanie dodany limit podatkowy wynikający z rodzaju napędu i emisji CO₂.

Przykłady mają charakter poglądowy i pomijają m.in. kwestie odliczenia VAT, sposobu finansowania oraz innych ograniczeń w zaliczaniu wydatków do kosztów uzyskania przychodów. Ich celem jest pokazanie samego mechanizmu limitów, a nie pełnej kalkulacji podatkowej dla konkretnej transakcji. To ważne zastrzeżenie, ponieważ w praktyce rozliczenie samochodu może zależeć od statusu podatnika, rodzaju umowy, sposobu używania auta, proporcji odliczenia VAT oraz innych szczegółów. Mimo tego uproszczenia przykład dobrze pokazuje sedno zmiany: sama wartość pojazdu nie wystarcza do oceny skutku podatkowego. Od 2026 roku trzeba zestawić ją z emisją CO₂ i limitem właściwym dla danego samochodu.

Auto A: klasyczna benzyna, emisja 140 g CO₂/km

Pierwszy wariant to klasyczny samochód benzynowy, którego wartość wynosi 180 000 zł, a emisja 140 g CO₂/km. Taki pojazd przekracza próg 50 g/km, więc od 2026 roku właściwy będzie dla niego limit 100 000 zł. Jeżeli podatnik kupi auto i wprowadzi je do ewidencji środków trwałych w 2026 roku, odpisy amortyzacyjne będą mogły być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów tylko z uwzględnieniem tego limitu. Odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą limit nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. W omawianym scenariuszu oznacza to, że część wartości odpowiadająca 80 000 zł ponad limit nie przełoży się na koszt podatkowy w ramach amortyzacji.

Dla średniego sklepu internetowego taki wariant może być kuszący z powodów praktycznych. Benzynowe auto jest dostępne, znane, łatwe w użytkowaniu, nie wymaga planowania ładowania, a jego parametry mogą dobrze odpowiadać codziennym przejazdom między biurem, magazynem i kontrahentami. Problem nie polega więc na tym, że taki samochód jest zły operacyjnie. Problem polega na tym, że od 2026 roku jego emisja CO₂ przesuwa go do najniższego limitu podatkowego. Jeżeli właściciel sklepu zestawia go z autem niskoemisyjnym o podobnej wartości, powinien porównać nie tylko komfort, spalanie i ratę, ale również to, że przy benzynie o wartości 180 000 zł znaczna część odpisów amortyzacyjnych będzie przypadała na wartość przekraczającą limit.

Auto B: hybryda plug-in, emisja 35 g CO₂/km

Drugi wariant to hybryda plug-in, której wartość wynosi 180 000 zł, a emisja 35 g CO₂/km. W tym przypadku pojazd mieści się poniżej progu 50 g/km, więc właściwy limit wynosi 150 000 zł. To korzystniejsza sytuacja niż przy klasycznym aucie benzynowym z emisją 140 g CO₂/km, ponieważ podatnik może zaliczać do kosztów uzyskania przychodów odpisy amortyzacyjne od wyższej wartości pojazdu. Nadal jednak nie oznacza to pełnego rozliczenia całej wartości samochodu. Przy aucie o wartości 180 000 zł część przekraczająca limit wynosi 30 000 zł, a odpisy amortyzacyjne przypadające na tę nadwyżkę nie stanowią kosztów uzyskania przychodów.

Ten przykład dobrze pokazuje, dlaczego przy hybrydach plug-in nie można iść na skróty. Sam fakt, że samochód jest hybrydą ładowaną z gniazdka, nie wystarcza do przyjęcia limitu 150 000 zł. Decyduje emisja CO₂ wykazana dla konkretnego pojazdu. W naszym scenariuszu wynik 35 g/km pozwala zastosować wyższy próg niż przy samochodzie z emisją równą lub wyższą niż 50 g/km, ale w rzeczywistości podatnik powinien każdorazowo sprawdzić dane auta przed podpisaniem umowy. Dla handlu internetowego może to być rozsądny kompromis między znanym sposobem użytkowania samochodu a korzystniejszym limitem podatkowym, zwłaszcza jeśli pojazd będzie wykorzystywany w cyklu mieszanym: do przejazdów miejskich, spotkań w regionie, wizyt u partnerów i dojazdów do zaplecza logistycznego.

Auto C: elektryk za 210 000 zł

Trzeci wariant to samochód elektryczny, którego wartość wynosi 210 000 zł. W jego przypadku właściwy jest limit 225 000 zł, a więc cała wartość pojazdu mieści się w progu podatkowym. To zasadniczo inna sytuacja niż przy aucie benzynowym o wartości 180 000 zł i inna niż przy hybrydzie plug-in o tej samej wartości. Jeżeli samochód elektryczny jest wykorzystywany w działalności i spełnione są pozostałe warunki rozliczenia, podatnik może zaliczać do kosztów odpisy amortyzacyjne od wartości mieszczącej się w limicie. W tym przykładzie wartość 210 000 zł nie przekracza progu 225 000 zł, więc nie powstaje nadwyżka wartości ponad limit.

Nie oznacza to jednak, że elektryk automatycznie będzie najlepszym wyborem dla każdego sklepu internetowego. Decyzja nadal powinna uwzględniać realny sposób użytkowania, dostęp do ładowania, trasy, czas pracy zespołu, potrzeby operacyjne i całkowity koszt posiadania. Jeżeli podmiot regularnie pokonuje długie dystanse, działa w miejscach z ograniczoną infrastrukturą ładowania albo potrzebuje bardzo specyficznego typu pojazdu, sam limit podatkowy nie powinien przesłaniać praktyki. Jednocześnie przy przedsiębiorstwie działającym głównie w mieście lub regionie, z regularnymi dojazdami do magazynu, biura, partnerów i klientów biznesowych, samochód elektryczny może być interesującym wariantem nie tylko z powodów wizerunkowych czy ekologicznych. Od 2026 roku ma też wyraźną przewagę limitową.

Wniosek z przykładu

Zestawienie trzech wariantów pokazuje, że od 2026 roku wybór napędu nie jest już wyłącznie decyzją ekologiczną, technologiczną albo wizerunkową. Staje się decyzją podatkową, finansową i operacyjną. Klasyczna benzyna o wartości 180 000 zł i emisji 140 g CO₂/km wpada do limitu 100 000 zł, więc odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą ten limit nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Hybryda plug-in o tej samej wartości, przy emisji 35 g CO₂/km, korzysta z limitu 150 000 zł, co zmniejsza nadwyżkę poza limitem. Elektryk o wartości 210 000 zł mieści się natomiast w limicie 225 000 zł, więc w tym uproszczonym scenariuszu cała wartość pojazdu znajduje się w dopuszczalnym progu.

Dla właściciela średniej firmy sprzedającej online najważniejszy nie jest sam wniosek, że jeden napęd jest zawsze lepszy od drugiego. Istotne jest to, że każdy wariant trzeba policzyć w kontekście własnej działalności. Samochód ma wspierać zaplecze operacyjne, relacje z partnerami, logistykę i rozwój, ale jednocześnie powinien pasować do planu podatkowego i finansowego. Przy porównywaniu ofert warto zestawić wartość pojazdu, emisję CO₂, właściwy limit, sposób finansowania i realny sposób użytkowania. Dopiero wtedy widać, czy pozornie droższy samochód nie jest korzystniejszy w całym okresie użytkowania albo czy atrakcyjna oferta auta spalinowego nie traci części przewagi po uwzględnieniu limitu 100 000 zł. Od 2026 roku pojazd firmowy w handlu internetowym trzeba wybierać nie tylko oczami kierowcy i właściciela biznesu, ale również przez pryzmat kosztów podatkowych, które zostaną z przedsiębiorstwem na lata.

Co trzeba sprawdzić przed zakupem auta do e-commerce?

Zakup samochodu do firmy handlującej online powinien od 2026 roku zaczynać się wcześniej niż przy podpisywaniu zamówienia, analizie raty albo rozmowie o wykupie. Najpierw trzeba ustalić, jak dany pojazd będzie wyglądał w rozliczeniach PIT albo CIT. Dla podmiotu planującego ekspansję auto może być potrzebne z bardzo praktycznych powodów: dojazdów do zaplecza operacyjnego, spotkań z kontrahentami, wizyt u operatorów obsługujących wysyłkę, rozwijania kanału B2B, przewożenia próbek, dokumentów lub materiałów. To wszystko nadal ma znaczenie biznesowe, ale nie przesądza o limicie podatkowym. Od 2026 roku kluczowe staje się to, czy samochód mieści się w progu 225 000 zł, 150 000 zł czy 100 000 zł, a o tym decyduje rodzaj pojazdu i emisja CO₂.

W praktyce oznacza to, że wybór auta trzeba potraktować jak decyzję łączącą operacje, finansowanie i podatki. Samochód może dobrze pasować do codziennej pracy, być wygodny, bezpieczny, dostępny od ręki i mieć atrakcyjną ratę, a jednocześnie dawać słabszy efekt podatkowy niż inny pojazd o podobnej wartości. Dla przedsiębiorstwa rozwijającego sprzedaż internetową taka różnica może mieć znaczenie, bo wydatki na auto konkurują z innymi inwestycjami: zatowarowaniem, reklamą, automatyzacją, zatrudnieniem, powierzchnią operacyjną i wejściem na nowe rynki. Dlatego przed zakupem nie wystarczy zapytać, czy samochód jest potrzebny. Trzeba sprawdzić, jaka część jego wartości przyjmowanej dla celów podatkowych będzie mogła zostać rozliczona w kosztach uzyskania przychodów.

Sprawdź emisję CO₂ konkretnego pojazdu

Pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie emisji CO₂ dla konkretnego samochodu, a nie tylko dla ogólnego typu napędu, marki czy modelu. To ważne, bo podatkowo nie wystarczy informacja, że auto jest benzynowe, dieslowskie, hybrydowe, plug-in albo elektryczne. Oczywiście samochody elektryczne i wodorowe mają własny najwyższy limit, ale w pozostałych przypadkach graniczny staje się konkretny poziom emisji. Emisja powinna być ustalana według danych wykazanych dla danego pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów. Dla właściciela sklepu oznacza to konieczność zejścia z poziomu oferty handlowej do danych przypisanych do danego auta. Wersja silnikowa, masa, wyposażenie, wariant techniczny i homologacja mogą mieć znaczenie, dlatego nie warto opierać decyzji wyłącznie na skróconym opisie z ogłoszenia albo rozmowie sprzedażowej.

Przed podpisaniem umowy warto poprosić dealera lub leasingodawcę o potwierdzenie wartości emisji CO₂ dla konkretnego egzemplarza lub konfiguracji pojazdu, ponieważ to te dane będą miały znaczenie przy ustalaniu właściwego limitu podatkowego. Najlepiej zrobić to jeszcze na etapie wyboru konfiguracji, zanim przedsiębiorstwo przywiąże się do określonego modelu, wersji wyposażenia albo warunków finansowania. Dwie odmiany tego samego auta mogą różnić się parametrami, które wpływają na dane emisyjne, a jeden parametr techniczny może zdecydować, czy podatnik będzie odnosił się do limitu 150 000 zł, czy 100 000 zł. Jeżeli samochód ma emisję CO₂ poniżej 50 g/km, może mieścić się w progu 150 000 zł. Jeżeli emisja wynosi 50 g/km albo więcej, właściwy jest limit 100 000 zł. Ta różnica nie zmienia tego, czy pojazd nadaje się do pracy w firmie, ale zmienia zakres, w jakim odpisy amortyzacyjne albo odpowiednia część opłat przy finansowaniu mogą być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów.

Nie zakładaj, że każda hybryda plug-in mieści się w limicie 150 000 zł

Hybrydy plug-in mogą wydawać się naturalnym kompromisem dla podatnika, który chce połączyć wygodę auta spalinowego z niższą emisją i korzystniejszym limitem podatkowym. W wielu przypadkach rzeczywiście mogą być ciekawą opcją dla firmy handlującej online, zwłaszcza jeżeli samochód ma obsługiwać przejazdy miejskie, regionalne spotkania z kontrahentami, dojazdy do zaplecza i codzienne sprawy operacyjne. Problem polega na tym, że sama etykieta PHEV nie wystarcza. Próg 50 g CO₂/km jest graniczny, a limit 150 000 zł przysługuje przy emisji poniżej tej wartości. Jeżeli konkretny samochód plug-in nie spełnia tego warunku, nie powinien być traktowany jak pojazd niskoemisyjny dla potrzeb tego limitu. Decyduje wynik przypisany do auta, a nie ogólne wrażenie, że hybryda ładowana z gniazdka zawsze jest podatkowo bezpieczna.

To ważne również dlatego, że w ofertach handlowych hybrydy plug-in są często komunikowane jako rozwiązanie nowoczesne, oszczędne i korzystne dla firmy. Tak może być, ale podatnik powinien oddzielić przekaz marketingowy od danych potrzebnych do rozliczeń. W praktyce warto sprawdzić emisję przed podpisaniem umowy, najlepiej jeszcze na etapie wyboru konkretnej konfiguracji pojazdu. Jeżeli przedsiębiorstwo porównuje klasyczną hybrydę, plug-in i elektryka, każdy wariant powinien zostać oceniony osobno pod kątem limitu. Dla spółki planującej rozwój kanałów sprzedaży, rozbudowę infrastruktury operacyjnej i większą liczbę spotkań z partnerami, różnica między 100 000 zł a 150 000 zł limitu może mieć realne znaczenie w kolejnych latach. Hybryda plug-in może więc być korzystna, ale dopiero wtedy, gdy konkretny pojazd faktycznie mieści się poniżej progu emisji.

Porównaj cenę auta z limitem podatkowym

Kolejny krok to zestawienie wartości samochodu przyjmowanej dla celów podatkowych z właściwym limitem. Mechanizm jest prosty: wartość samochodu przyjmowaną dla celów podatkowych należy porównać z progiem 225 000 zł, 150 000 zł albo 100 000 zł, zależnie od rodzaju pojazdu i emisji CO₂. Różnica między tą wartością a właściwym limitem pokazuje część, która może nie zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów w pełnym zakresie. W przypadku amortyzacji oznacza to, że odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą limit nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Przy leasingu, najmie, dzierżawie i podobnych umowach trzeba z kolei analizować rozliczanie części kapitałowej opłat leasingowych, czynszu najmu lub innych opłat objętych limitem. To nie jest detal księgowy, tylko element realnej kalkulacji kosztu auta.

Dla właściciela sklepu internetowego taka analiza powinna być wykonana zanim pojawi się emocjonalne przywiązanie do konkretnego modelu, wersji wyposażenia albo atrakcyjnej miesięcznej raty. Samochód o wartości przyjmowanej dla celów podatkowych na poziomie 180 000 zł może wyglądać podobnie w ofercie, ale zupełnie inaczej w rozliczeniach, jeżeli jeden wariant wpada do limitu 100 000 zł, drugi do 150 000 zł, a trzeci mieści się w progu 225 000 zł. Ta różnica jest szczególnie ważna w firmach, które planują ekspansję i muszą kontrolować przepływy pieniężne. Auto nie jest jedynym wydatkiem. W tym samym czasie trzeba finansować towar, kampanie, zespół, narzędzia, integracje, obsługę zwrotów i nowe rynki. Jeżeli część wartości pojazdu nie obniży podstawy opodatkowania w takim zakresie, jak przedsiębiorca zakładał, całkowity koszt decyzji może być wyższy, niż wynikało z prostego porównania ofert.

Oddziel decyzję zakupową od podatkowej

Samochód może być bardzo dobry operacyjnie, a jednocześnie mniej korzystny podatkowo. To jedna z najważniejszych zasad, które warto przyjąć przed zakupem auta do firmy. Pojazd może być wygodny, reprezentacyjny, dobrze wyposażony, bezpieczny, odpowiedni do długich tras i świetnie dopasowany do stylu pracy właściciela albo managera. Może pomagać w kontaktach z kontrahentami, obsłudze zaplecza, wyjazdach do klientów B2B i szybkim reagowaniu na problemy poza biurem. To wszystko są argumenty biznesowe, które mogą uzasadniać zakup. Nie zmieniają jednak limitu podatkowego. Jeżeli emisja CO₂ przesuwa samochód do progu 100 000 zł, to atrakcyjność użytkowa auta nie sprawi, że odpisy amortyzacyjne od wartości przekraczającej limit staną się kosztem uzyskania przychodów.

Dlatego decyzję warto podzielić na dwa etapy. Najpierw trzeba ocenić, czy auto rzeczywiście pasuje do sposobu działania przedsiębiorstwa: tras, częstotliwości wyjazdów, potrzeb zespołu, miejsca ładowania lub tankowania, kosztów serwisu i oczekiwanego czasu użytkowania. Dopiero potem należy sprawdzić, jaki będzie skutek podatkowy tej decyzji. Czasem wynik obu analiz będzie spójny i wybór okaże się prosty. Czasem pojawi się napięcie: samochód najbardziej atrakcyjny użytkowo będzie podatkowo mniej efektywny niż alternatywa o niższej emisji. Świadomy właściciel sklepu nie musi zawsze wybierać wariantu najkorzystniejszego podatkowo, ale powinien wiedzieć, ile kosztuje go taka decyzja. Od 2026 roku brak tej wiedzy może oznaczać, że auto zostanie kupione rozsądnie z perspektywy codziennej pracy, ale bez pełnego zrozumienia konsekwencji w PIT albo CIT.

„Co się stanie, jeśli tego nie zrobię?” — kosztowna strona ignorowania nowych limitów

Ignorowanie nowych limitów nie musi od razu oznaczać błędu widocznego następnego dnia po zakupie auta. Właśnie dlatego jest niebezpieczne. Samochód może zostać odebrany, użytkowany, opłacany i realnie potrzebny w działalności, a problem pojawi się dopiero przy rozliczeniach i planowaniu podatkowym. Właściciel średniego e-commerce może mieć poczucie, że podjął racjonalną decyzję, bo auto mieści się w budżecie, ma dobrą ratę, pasuje do wizerunku spółki i ułatwia codzienną pracę. Dopiero później okazuje się, że część wydatku nie stanowi kosztu uzyskania przychodów w pełnym zakresie. Przy przedsiębiorstwie, które rozwija sprzedaż, zwiększa zatowarowanie, zatrudnia ludzi i inwestuje w nowe rynki, taka różnica może zaburzyć kalkulację kosztów.

Ta sekcja nie ma straszyć dla samego straszenia. Chodzi o pokazanie, że brak sprawdzenia limitu przed decyzją może stworzyć kilka konkretnych problemów: od zbyt optymistycznego porównania ofert, przez wyższy podatek w kolejnych latach, po chaos w rozliczaniu floty. Najdroższy błąd nie zawsze polega na tym, że podatnik kupuje drogie auto. Czasem polega na tym, że kupuje je bez sprawdzenia, jaka część wartości rzeczywiście będzie mogła zostać uwzględniona w kosztach uzyskania przychodów. W 2026 roku i później ta analiza powinna być elementem standardowego procesu decyzyjnego, tak samo jak sprawdzenie raty, wartości wykupu, ubezpieczenia, kosztów serwisu i realnego zastosowania pojazdu w działalności.

Możesz kupić auto, którego w dużej części nie rozliczysz

Najbardziej bezpośrednie ryzyko polega na tym, że przedsiębiorstwo wybierze drogi samochód spalinowy, a dopiero później okaże się, że właściwy limit podatkowy wynosi 100 000 zł. Jeżeli wartość pojazdu przyjmowana dla celów podatkowych jest znacznie wyższa, odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą limit nie będą stanowiły kosztów uzyskania przychodów. Dla właściciela sklepu internetowego może to być bolesne zderzenie z rzeczywistością, zwłaszcza jeśli auto było porównywane z innymi wydatkami firmowymi i traktowane jako koszt, który w dużej części obniży podstawę opodatkowania. Samochód nadal może być użyteczny i potrzebny, ale podatkowo okaże się mniej efektywny, niż wynikało z początkowej kalkulacji. Im większa różnica między wartością auta a limitem, tym większa część wydatku pozostanie poza pełnym rozliczeniem w kosztach.

Taki scenariusz jest szczególnie prawdopodobny wtedy, gdy decyzja zapada na podstawie ceny, dostępności i komfortu, bez sprawdzenia emisji CO₂. W handlu internetowym, gdzie właściciel często podejmuje wiele decyzji jednocześnie, łatwo uznać, że samochód jest prostszym tematem niż wdrożenie nowego rynku, zmiana operatora obsługującego wysyłkę albo rozbudowa zaplecza. Tymczasem skutki mogą rozciągnąć się na kolejne lata. Jeżeli auto o wysokiej wartości trafia do najniższego progu, ograniczenie kosztowe zaczyna wpływać na rozliczenia od samego początku. Nie chodzi o to, że takiego samochodu nie wolno wybrać. Chodzi o to, że zakup powinien być świadomy, a podatnik powinien wiedzieć, jaka część odpisów amortyzacyjnych nie będzie kosztem uzyskania przychodów.

Możesz zaniżyć opłacalność leasingu lub zakupu

Drugie ryzyko dotyczy błędnego porównywania ofert. Tańsza rata, niższa cena wyjściowa albo atrakcyjna promocja nie zawsze oznaczają najlepszy wynik podatkowy. Jeżeli podatnik porównuje dwa samochody o podobnej wartości, ale jeden z nich mieści się w limicie 150 000 zł albo 225 000 zł, a drugi trafia do progu 100 000 zł, proste zestawienie miesięcznych obciążeń może prowadzić do fałszywego wniosku. Właściciel sklepu widzi wtedy ofertę, która na papierze wygląda korzystnie, ale nie uwzględnia ograniczenia w zaliczaniu wydatków do kosztów uzyskania przychodów. Przy leasingu, najmie i dzierżawie szczególną uwagę trzeba zwrócić na część kapitałową opłat leasingowych, czynszu najmu lub innych opłat objętych limitem oraz na to, że brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych umów.

W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca może wybrać finansowanie, które wydaje się najtańsze w rozmowie handlowej, ale po pełnym przeliczeniu nie jest najlepszym rozwiązaniem dla spółki. To ma znaczenie zwłaszcza przy planowaniu ekspansji, bo rozwijający się handel internetowy potrzebuje przewidywalności. Jeżeli w tym samym czasie firma inwestuje w zapasy, zespół, automatyzację, powierzchnię operacyjną i sprzedaż zagraniczną, błędna kalkulacja kosztu auta może zaburzyć plan finansowy. Leasing albo zakup samochodu nie powinien być oceniany wyłącznie przez pryzmat raty, wartości wykupu i ceny. Od 2026 roku trzeba dopisać do tego emisję CO₂, właściwy limit i realny zakres zaliczenia wydatków do kosztów. Bez tego podatnik może porównać oferty pozornie poprawnie, ale pominąć element, który zmienia ich rzeczywistą opłacalność.

Możesz zapłacić wyższy podatek w kolejnych latach

Trzecie ryzyko jest najbardziej odczuwalne finansowo: część wydatku, która nie trafia do kosztów uzyskania przychodów, nie obniża podstawy opodatkowania. W konsekwencji podatek dochodowy może być wyższy, niż zakładano przy zakupie auta albo podpisywaniu umowy finansowania. Dla średniej firmy sprzedającej online taka różnica nie zawsze jest jednorazowym problemem. Może rozkładać się na kolejne okresy, wpływać na planowanie wyniku podatkowego i ograniczać przewidywalność przepływów pieniężnych. Jeżeli właściciel sklepu założył, że samochód będzie kosztem w szerszym zakresie, a później okazuje się, że limit 100 000 zł ogranicza rozliczenie, przedsiębiorstwo musi znaleźć środki na podatek, którego wcześniej nie uwzględniło w kalkulacji.

To szczególnie istotne w działalności, w której marża bywa zmienna, koszty reklam rosną, a sezonowość potrafi mocno wpływać na gotówkę. Sklep internetowy może mieć wysoką sprzedaż, ale jednocześnie duże wydatki na towar, logistykę, obsługę zwrotów, prowizje marketplace’ów i kampanie. W takim otoczeniu każdy koszt podatkowy ma znaczenie, bo wpływa na wynik i płynność. Jeżeli część wartości samochodu nie obniży podstawy opodatkowania, realny koszt decyzji jest wyższy niż ten widoczny w ofercie. To nie znaczy, że auto o wyższej emisji zawsze będzie złym wyborem. Oznacza natomiast, że jego konsekwencje podatkowe trzeba znać z góry. Brak tej analizy może sprawić, że podmiot dopiero po czasie odkryje, że decyzja operacyjnie wygodna była finansowo mniej korzystna.

Możesz podjąć decyzję flotową, która będzie ciążyć firmie przez lata

Samochód firmowy nie jest jednorazowym zakupem w takim sensie, jak zakup materiałów biurowych, wyposażenia czy pojedynczej usługi. To decyzja, która może wpływać na amortyzację, leasing, najem, dzierżawę, płynność i planowanie podatkowe przez kilka lat. Jeżeli firma wybierze pojazd bez sprawdzenia limitu, skutki tej decyzji mogą powtarzać się w kolejnych okresach rozliczeniowych. W biznesie opartym na sprzedaży internetowej, gdzie rozwój często wymaga szybkiego reagowania i przenoszenia kapitału tam, gdzie daje największy zwrot, niekorzystnie dobrany samochód może stać się stałym obciążeniem. Nie dlatego, że nie działa albo nie jest potrzebny, lecz dlatego, że jego podatkowa efektywność jest niższa niż zakładano.

Ryzyko rośnie, gdy przedsiębiorstwo nie kupuje jednego auta, ale buduje małą flotę. Jedna decyzja może być jeszcze stosunkowo łatwa do opanowania, ale kilka pojazdów dobranych bez analizy emisji i limitów może stworzyć powtarzalny problem kosztowy. Podmiot, który planuje wejście w B2B, uruchomienie własnych dostaw regionalnych, większą obecność u kontrahentów albo częstszy nadzór nad zapleczem, powinien myśleć o samochodach nie tylko jako o narzędziach mobilności, ale również jako o aktywach wpływających na wynik podatkowy. Decyzja flotowa podjęta w pośpiechu może ograniczać elastyczność firmy przez lata. Z kolei sprawdzenie limitów przed wyborem pozwala dobrać pojazdy tak, aby lepiej pasowały do sposobu działania przedsiębiorstwa i jego planu finansowego.

Możesz mieć chaos w rozliczaniu floty

Ostatnie ryzyko dotyczy organizacji rozliczeń. Jeżeli firma ma samochody wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 2026 rokiem, nowe auta po 1 stycznia 2026 roku oraz pojazdy finansowane leasingiem, najmem albo dzierżawą, brak porządku może szybko doprowadzić do niejasności. Część aut może korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji, część będzie już rozliczana według limitów zależnych od emisji CO₂, a przy umowach finansowania trzeba dodatkowo uwzględnić brak przepisów przejściowych i możliwe zastosowanie nowych zasad także do starszych kontraktów. Bez wewnętrznego podziału łatwo pomylić reguły, przyjąć zbyt szerokie koszty albo stworzyć sytuację, która będzie wymagała późniejszego wyjaśniania i prostowania.

Dla średniej firmy sprzedającej online taki chaos jest szczególnie niepożądany, bo zarządzanie podatkami powinno wspierać rozwój, a nie dokładać kolejny problem operacyjny. Właściciel sklepu i zespół finansowy powinni wiedzieć, które samochody są rozliczane na dotychczasowych zasadach, które podlegają nowym limitom, a które wymagają dodatkowej analizy ze względu na leasing, najem lub dzierżawę. Wystarczy prosty rejestr obejmujący wartość pojazdu, emisję CO₂, datę wprowadzenia do ewidencji albo datę umowy, sposób finansowania i właściwy limit. Bez takiego uporządkowania przedsiębiorstwo może mieć trudność z oceną realnego kosztu floty, porównywaniem nowych ofert i planowaniem podatkowym. Najdroższy błąd to nie zawsze zakup drogiego auta. Czasem jest nim zakup auta bez sprawdzenia, jaką część jego wartości naprawdę rozliczysz.

Jak nowe limity wpływają na decyzję: benzyna, hybryda plug-in czy elektryk?

Od 2026 roku wybór napędu w samochodzie firmowym przestaje być wyłącznie kwestią komfortu, kosztów paliwa, dostępności modelu czy wizerunku przedsiębiorstwa. Dla właściciela średniej firmy sprzedającej online staje się również decyzją podatkową, ponieważ to rodzaj pojazdu i emisja CO₂ będą decydować o limicie, do którego określone wydatki mogą być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów. Ten sam budżet przeznaczony na auto może więc dać inny efekt w zależności od tego, czy podmiot wybierze klasyczny samochód spalinowy, hybrydę plug-in spełniającą warunek niskiej emisji, czy pojazd elektryczny. Nie chodzi o to, że od 2026 roku istnieje jeden uniwersalnie najlepszy wybór dla każdego e-commerce. Chodzi o to, że decyzja o samochodzie musi zostać policzona szerzej niż dotychczas.

W praktyce przedsiębiorstwo powinno zestawić trzy obszary: realne potrzeby operacyjne, sposób finansowania oraz limit podatkowy przypisany do konkretnego pojazdu. Auto może być potrzebne do obsługi zaplecza, kontaktów z kontrahentami, rozwijania kanału B2B albo przewożenia dokumentów, próbek lub materiałów, ale samo uzasadnienie biznesowe nie przesądza jeszcze o wysokości limitu. Decydują dane samochodu. Dlatego pytanie „benzyna, plug-in czy elektryk?” nie powinno być zadawane w oderwaniu od wartości samochodu przyjmowanej dla celów podatkowych, emisji CO₂ i sposobu użytkowania. Dopiero połączenie tych informacji pokazuje, czy wybrane auto jest nie tylko wygodne i potrzebne, ale również racjonalne w rozliczeniach PIT albo CIT.

Benzyna, diesel i klasyczna hybryda

Samochody benzynowe, diesle oraz wiele klasycznych hybryd najczęściej będą wpadać do limitu 100 000 zł, jeżeli ich emisja CO₂ wynosi co najmniej 50 g/km. To właśnie ta grupa może najbardziej odczuć zmianę, ponieważ dla wielu przedsiębiorców dotychczasowym punktem odniesienia był limit 150 000 zł dla samochodów osobowych innych niż elektryczne. Od 2026 roku próg 150 000 zł pozostaje dostępny tylko dla pojazdów z emisją poniżej 50 g/km. Jeżeli więc właściciel sklepu internetowego rozważa klasyczne auto spalinowe o wartości wyraźnie przekraczającej 100 000 zł, powinien od razu sprawdzić, jaka część odpisów amortyzacyjnych albo odpowiednich opłat przy finansowaniu będzie objęta ograniczeniem. Taki pojazd nadal może być dobrym wyborem operacyjnym, ale nie zawsze będzie korzystny podatkowo w takim zakresie, jak przedsiębiorca intuicyjnie zakłada.

W przypadku benzyny, diesla i klasycznej hybrydy argumenty praktyczne często są mocne. Samochody są powszechnie dostępne, znane użytkownikom, łatwe w tankowaniu, przewidywalne na dłuższych trasach i wygodne przy częstych wyjazdach poza miasto. Dla firmy, która obsługuje kontrahentów w różnych regionach, odwiedza dostawców albo potrzebuje auta bez planowania ładowania, taki wybór może być uzasadniony. Trzeba jednak oddzielić użyteczność pojazdu od skutku podatkowego. Jeżeli emisja CO₂ wynosi 50 g/km albo więcej, właściwy limit to 100 000 zł. Przy droższym samochodzie oznacza to, że odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą limit nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. To nie przekreśla wyboru auta spalinowego, ale wymaga świadomej kalkulacji przed podpisaniem umowy.

Hybryda plug-in

Hybryda plug-in może być dla wielu firm handlujących online interesującym kompromisem, ale tylko pod warunkiem, że konkretny pojazd spełnia kryterium emisji poniżej 50 g CO₂/km. Wtedy właściwy limit wynosi 150 000 zł, co może dawać wyraźnie korzystniejszy efekt niż przy samochodzie objętym limitem 100 000 zł. To ważne zwłaszcza przy autach o wartości przekraczającej najniższy próg, ponieważ różnica między limitami przekłada się na zakres odpisów amortyzacyjnych albo odpowiednich opłat, które mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodów. Dla właściciela sklepu rozwijającego sprzedaż, zaplecze operacyjne i relacje z partnerami handlowymi plug-in może więc wyglądać atrakcyjnie nie tylko ze względu na niższe zużycie paliwa w określonych warunkach, ale również ze względu na potencjalnie wyższy limit podatkowy.

Nie można jednak traktować hybrydy plug-in jako automatycznej przepustki do limitu 150 000 zł. Próg 50 g CO₂/km jest graniczny, a decyduje emisja wykazana dla konkretnego pojazdu. To oznacza, że dwie konfiguracje pozornie podobnego modelu mogą wymagać osobnej weryfikacji. Przed podpisaniem umowy warto poprosić dealera lub finansującego o potwierdzenie wartości emisji CO₂ dla konkretnej konfiguracji, ponieważ to te dane będą miały znaczenie przy ustalaniu właściwego limitu. Dla podatnika najgorszy scenariusz polega na tym, że wybiera auto jako „niskoemisyjne” na podstawie ogólnej etykiety PHEV, a później okazuje się, że wynik emisji nie daje prawa do korzystniejszego progu. Hybryda plug-in może być dobrym wyborem, ale nie ze względu na nazwę technologii. Musi obronić się konkretnymi danymi pojazdu.

Elektryk lub auto wodorowe

Samochody elektryczne i napędzane wodorem zachowują najwyższy limit, czyli 225 000 zł. Dla przedsiębiorstw wybierających droższe auta używane intensywnie w działalności może to być istotna przewaga. Jeżeli wartość samochodu przyjmowana dla celów podatkowych mieści się w limicie 225 000 zł, podatnik może zaliczać do kosztów odpisy amortyzacyjne od wartości mieszczącej się w tym limicie. W praktyce oznacza to, że przy pojazdach z wyższej półki elektryk może wypaść korzystniej niż samochód spalinowy o niższej cenie, ale objęty limitem 100 000 zł. W firmie rozwijającej sprzedaż internetową taka różnica może mieć znaczenie szczególnie wtedy, gdy pojazd jest używany regularnie, a jego zakup ma wspierać kilka obszarów: nadzór nad zapleczem, spotkania z kontrahentami, ekspansję B2B i bieżące zarządzanie operacjami.

Nie oznacza to jednak, że samochód elektryczny powinien być wybierany automatycznie. Trzeba sprawdzić, czy pasuje do realnego sposobu pracy przedsiębiorstwa. Inaczej będzie wyglądała sytuacja podmiotu działającego głównie w dużym mieście, z dostępem do ładowania w siedzibie albo przy zapleczu operacyjnym, a inaczej firmy, której przedstawiciele regularnie pokonują długie trasy i działają w miejscach, gdzie infrastruktura ładowania jest ograniczona. Limit 225 000 zł jest ważnym argumentem, ale nie zastępuje analizy użytkowej. Właściciel sklepu powinien zestawić go z zasięgiem, czasem ładowania, dostępnością punktów, sposobem organizacji pracy i całkowitym kosztem posiadania. Elektryk albo auto wodorowe mogą być bardzo korzystne podatkowo, ale najlepsza decyzja powinna wynikać z połączenia limitu z realnym rytmem działalności.

Najważniejszy wniosek dla e-commerce

Najważniejszy wniosek jest prosty: nie wybieraj auta wyłącznie po napędzie. Od 2026 roku sama informacja, że samochód jest benzynowy, hybrydowy, plug-in albo elektryczny, nie wystarcza do dobrej decyzji. Trzeba patrzeć na dane konkretnego pojazdu, właściwy limit podatkowy i sposób wykorzystania auta w działalności. Benzyna albo diesel mogą nadal być rozsądnym wyborem operacyjnym, ale przy emisji co najmniej 50 g/km będą najczęściej oznaczać limit 100 000 zł. Hybryda plug-in może pozwolić utrzymać limit 150 000 zł, ale tylko wtedy, gdy emisja CO₂ jest niższa niż 50 g/km. Elektryk albo auto wodorowe dają najwyższy próg 225 000 zł, lecz wymagają sprawdzenia, czy pasują do codziennego sposobu pracy firmy.

Dla średniego przedsiębiorstwa planującego ekspansję najlepsza decyzja będzie wynikiem porównania kilku warstw jednocześnie. Trzeba zestawić wartość samochodu przyjmowaną dla celów podatkowych, emisję CO₂, limit, sposób finansowania, trasy, dostępność infrastruktury, zadania użytkownika i znaczenie auta dla procesów operacyjnych. Dopiero wtedy widać pełny obraz. Pojazd najtańszy w zakupie nie zawsze będzie najkorzystniejszy po uwzględnieniu limitu. Auto najbardziej reprezentacyjne nie zawsze będzie najlepsze finansowo. Samochód z atrakcyjną ratą może wypaść słabiej po analizie kosztów podatkowych. Od 2026 roku wybór auta w handlu internetowym powinien zaczynać się od danych, a nie od deklaracji sprzedawcy, skrótu napędu albo pierwszego wrażenia z jazdy próbnej.

Jak przygotować firmę e-commerce na nowe limity?

Przygotowanie firmy do nowych limitów nie wymaga rewolucji, ale wymaga porządku. Właściciel sklepu internetowego nie musi od razu zmieniać całej floty, rezygnować z dotychczasowych przyzwyczajeń ani wybierać jednego typu napędu dla wszystkich użytkowników. Powinien jednak wiedzieć, które auta są już w przedsiębiorstwie, jak są rozliczane, które mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji, które będą podlegać nowym limitom oraz jakie pojazdy są planowane w kolejnych miesiącach. Bez takiej mapy łatwo podjąć decyzję na podstawie raty, ceny albo dostępności, a dopiero później odkryć, że podatkowy efekt jest inny niż zakładano. Przy średniej firmie, która inwestuje równolegle w sprzedaż, technologię, zaplecze i ekspansję, taka pomyłka może być niepotrzebnym obciążeniem.

Najlepiej potraktować temat samochodów tak samo jak inne obszary zarządzania kosztami. Skoro przedsiębiorstwo analizuje rentowność kanałów sprzedaży, prowizje marketplace’ów, koszt pozyskania klienta, marżę na kategoriach produktowych i efektywność procesów wysyłkowych, powinno też uporządkować zasady dotyczące aut. Zwłaszcza że od 2026 roku flota może składać się z pojazdów rozliczanych według różnych reguł. Jedne samochody będą wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku, inne pojawią się już po tej dacie, a część może być objęta leasingiem, najmem albo dzierżawą. Dobrze przygotowana firma nie czeka z analizą do momentu księgowania dokumentów. Sprawdza limit jeszcze przed decyzją zakupową lub finansową.

Krok 1: Zrób listę aut używanych w firmie

Pierwszym krokiem powinno być stworzenie pełnej listy samochodów używanych w działalności. Warto ująć zarówno pojazdy należące do przedsiębiorstwa, jak i te wykorzystywane na podstawie leasingu, najmu, dzierżawy albo podobnych umów. Taki rejestr powinien obejmować nie tylko markę i model, ale również wartość pojazdu przyjmowaną dla celów podatkowych, sposób finansowania, datę wprowadzenia do ewidencji środków trwałych albo datę zawarcia umowy, użytkownika, podstawowe zastosowanie oraz informację, czy auto jest obecne w firmie, czy dopiero planowane. Dzięki temu właściciel sklepu przestaje patrzeć na samochody jak na pojedyncze decyzje, a zaczyna widzieć je jako część szerszego planu kosztowego.

W praktyce taki porządek może szybko ujawnić rzeczy, które wcześniej były rozproszone między księgowością, umowami, użytkownikami i codzienną operacją. Jedno auto może być amortyzowane jako środek trwały, drugie używane w leasingu, trzecie planowane do zakupu w związku z rozwojem kanału B2B, a czwarte potrzebne sezonowo do obsługi zaplecza. Jeżeli nie zostaną zebrane w jednym miejscu, trudno będzie ocenić realny koszt floty i wpływ nowych limitów. Lista nie musi być skomplikowana, ale powinna być aktualna. W firmie, która rośnie, samochody często pojawiają się stopniowo, razem z nowymi potrzebami. Rejestr pozwala uniknąć sytuacji, w której każda decyzja jest podejmowana od zera, bez wiedzy o tym, jak wygląda całość.

Krok 2: Oznacz auta sprzed 2026 roku i po 2026 roku

Drugim krokiem jest rozdzielenie samochodów według daty i sposobu rozliczania. Szczególnie ważne są auta wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku, ponieważ mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. Nie należy jednak automatycznie przenosić tej logiki na wszystkie pojazdy używane w firmie. Samochód kupiony i wprowadzony do ewidencji od 2026 roku będzie już wymagał zastosowania nowych limitów zależnych od emisji CO₂. Osobno trzeba traktować leasing, najem, dzierżawę i podobne umowy, ponieważ brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych kontraktów. To rozróżnienie jest kluczowe, bo od niego zależy, jakie reguły zostaną przyjęte przy rozliczaniu konkretnego pojazdu.

Dla przedsiębiorstwa handlującego online taka klasyfikacja jest szczególnie przydatna, gdy flota powstawała etapami. Właściciel mógł kupić jedno auto kilka lat temu, później dobrać samochód dla osoby zarządzającej operacjami, a następnie podpisać leasing na kolejny pojazd przy rozwoju sprzedaży B2B. Bez oznaczenia dat i sposobu finansowania łatwo o chaos. Auta sprzed 2026 roku mogą być rozliczane według jednej logiki, nowe nabytki po 1 stycznia 2026 roku według drugiej, a leasing lub najem mogą wymagać dodatkowej analizy. Warto więc przy każdym pojeździe dopisać status: obecny środek trwały, nowy środek trwały od 2026 roku, leasing, najem, dzierżawa albo planowany zakup. To proste działanie pozwala uniknąć błędów i ułatwia rozmowę z księgowością lub doradcą podatkowym.

Krok 3: Przy planowanym zakupie sprawdź emisję CO₂

Trzecim krokiem jest sprawdzenie emisji CO₂ przy każdym planowanym zakupie albo finansowaniu samochodu. Nie należy opierać decyzji wyłącznie na folderze reklamowym, typie napędu albo ogólnej nazwie modelu. Emisja powinna być ustalana według danych wykazanych dla danego pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów. W praktyce oznacza to, że przed podpisaniem umowy warto poprosić dealera lub leasingodawcę o potwierdzenie wartości emisji CO₂ dla konkretnego egzemplarza lub konfiguracji pojazdu. Najlepiej zrobić to jeszcze zanim firma wybierze ostateczną wersję wyposażenia i sposób finansowania, ponieważ szczegóły techniczne mogą mieć znaczenie dla danych przypisanych do samochodu.

Ten krok jest szczególnie istotny przy hybrydach plug-in, ale nie tylko przy nich. W przypadku pojazdów niskoemisyjnych granica 50 g CO₂/km decyduje o tym, czy właściwy będzie limit 150 000 zł, czy 100 000 zł. To duża różnica, dlatego nie warto przyjmować założenia, że określony napęd automatycznie daje korzystniejszy próg. Przy samochodach elektrycznych i wodorowych sytuacja jest prostsza pod względem limitu, ponieważ obowiązuje najwyższy próg 225 000 zł, ale nadal trzeba sprawdzić, czy wartość pojazdu mieści się w limicie oraz czy auto pasuje do realnego sposobu użytkowania. Dla właściciela sklepu internetowego sprawdzenie emisji powinno stać się standardowym etapem wyboru auta, tak samo naturalnym jak analiza raty, kosztów ubezpieczenia, serwisu i dostępności pojazdu.

Krok 4: Przelicz koszt podatkowy przed podpisaniem umowy

Czwarty krok polega na przeliczeniu skutku podatkowego przed podpisaniem umowy, a nie dopiero po zakupie. Wartość samochodu przyjmowaną dla celów podatkowych należy porównać z właściwym limitem: 100 000 zł, 150 000 zł albo 225 000 zł. Jeżeli wartość przekracza limit, trzeba ustalić, jaka część odpisów amortyzacyjnych nie będzie stanowiła kosztów uzyskania przychodów. Przy leasingu, najmie, dzierżawie i podobnych umowach należy przeanalizować rozliczanie części kapitałowej opłat leasingowych, czynszu najmu lub innych opłat objętych limitem. Dopiero wtedy można porównać oferty w sposób, który pokazuje nie tylko miesięczne obciążenie, ale również wpływ na rozliczenia PIT albo CIT.

Ten etap powinien poprzedzać finalną decyzję, bo po podpisaniu umowy pole manewru jest dużo mniejsze. Podatnik może oczywiście świadomie wybrać samochód mniej korzystny podatkowo, jeżeli przemawiają za tym potrzeby operacyjne, bezpieczeństwo, komfort, dostępność lub charakter pracy. Problem pojawia się wtedy, gdy wybór jest dokonywany bez wiedzy o konsekwencjach. W średniej firmie planującej ekspansję każda większa decyzja kapitałowa powinna być oceniana w szerszym kontekście. Zakup samochodu konkuruje o kapitał z finansowaniem zapasów, marketingu, rozwoju i logistyki. Jeżeli część wydatków nie będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów w pełnym zakresie, realny koszt decyzji będzie wyższy niż ten widoczny w prostej ofercie handlowej.

Krok 5: Dopasuj auto do realnego użycia w e-commerce

Ostatnim krokiem jest dopasowanie samochodu do rzeczywistego sposobu wykorzystania w działalności. Innego pojazdu może potrzebować właściciel sklepu, który regularnie jeździ na spotkania B2B, negocjuje z kontrahentami i reprezentuje przedsiębiorstwo na zewnątrz, a innego podmiot, który potrzebuje auta głównie do obsługi zaplecza, lokalnych przejazdów, przewożenia próbek, dokumentów lub kontroli procesów. Jeżeli samochód ma poruszać się głównie po mieście i między stałymi punktami, elektryk może być sensownym wyborem zarówno operacyjnie, jak i podatkowo, pod warunkiem że odpowiada potrzebom operacyjnym przedsiębiorstwa. Jeżeli pojazd ma często pokonywać długie trasy w miejscach z ograniczoną infrastrukturą ładowania, trzeba bardzo uważnie porównać praktykę użytkowania z korzyściami wynikającymi z limitu.

Najlepsze przygotowanie polega na tym, żeby nie traktować nowych limitów jako dodatku do decyzji zakupowej, lecz jako jeden z jej stałych elementów. Właściciel sklepu powinien wiedzieć, kto będzie korzystał z auta, jak często, na jakich trasach, w jakim celu i przez jaki okres. Dopiero potem warto porównać napęd, emisję CO₂, właściwy limit i formę finansowania. Dzięki temu samochód nie jest wybierany ani wyłącznie pod podatki, ani wyłącznie pod wygodę. Staje się narzędziem dopasowanym do sposobu działania przedsiębiorstwa i jego planu rozwoju. Od 2026 roku właśnie takie podejście będzie najbezpieczniejsze: najpierw dane i potrzeby, potem decyzja, a na końcu umowa.

Najczęstsze błędne założenia przedsiębiorców

Przy nowych limitach najłatwiej pomylić trzy rzeczy: nazwę napędu, sposób wykorzystania auta oraz podatkowy limit przypisany do konkretnego pojazdu. Właściciele firm często patrzą na samochód przez pryzmat codziennej użyteczności, raty, ceny i tego, czy auto rzeczywiście pomaga w prowadzeniu działalności. To zrozumiałe, ale od 2026 roku nie wystarczy. Dla celów PIT albo CIT kluczowe znaczenie będzie miała emisja CO₂, rodzaj pojazdu, moment wprowadzenia samochodu do ewidencji środków trwałych oraz sposób finansowania. Dlatego warto uporządkować najczęstsze mity, zanim staną się podstawą decyzji zakupowej albo leasingowej.

Mit 1: „Każda hybryda da mi limit 150 000 zł”

Nie każda hybryda pozwoli zastosować limit 150 000 zł. Ten próg dotyczy samochodów z emisją CO₂ poniżej 50 g/km, a nie wszystkich pojazdów opisanych jako hybrydowe. W praktyce szczególną ostrożność trzeba zachować przy klasycznych hybrydach, które najczęściej nie spełniają tego warunku, oraz przy hybrydach plug-in, które mogą, ale nie muszą mieścić się poniżej granicy 50 g/km. Decyduje konkretny wynik emisji przypisany do danego pojazdu, a nie samo określenie napędu w materiałach sprzedażowych. Przed podpisaniem umowy warto więc sprawdzić dane konkretnej konfiguracji, bo dwa samochody podobne z nazwy mogą mieć inne skutki podatkowe. Jeżeli emisja wynosi 50 g/km albo więcej, właściwy będzie limit 100 000 zł, nawet jeśli auto jest przedstawiane jako oszczędne, nowoczesne albo bardziej ekologiczne.

Mit 2: „E-commerce ma inne zasady, bo auto służy do logistyki”

Firma prowadząca sprzedaż internetową nie korzysta z osobnych preferencji tylko dlatego, że samochód wspiera zaplecze operacyjne, dostawy, kontakty z dostawcami albo obsługę partnerów handlowych. Rodzaj działalności nie wpływa na wysokość limitu. Liczy się pojazd, jego dane i zasady wynikające z PIT albo CIT. Auto może być realnie potrzebne w działalności, wykorzystywane codziennie i uzasadnione biznesowo, ale to nie oznacza automatycznie wyższego limitu podatkowego. Jeżeli samochód ma emisję CO₂ równą lub wyższą niż 50 g/km, przedsiębiorstwo co do zasady musi liczyć się z limitem 100 000 zł, niezależnie od tego, czy pojazd jeździ do magazynu, do kontrahenta, czy na spotkanie B2B. Użyteczność auta i prawo do zaliczania wydatków do kosztów uzyskania przychodów w określonym zakresie to dwie różne sprawy.

Mit 3: „Jak auto ma wartość 180 000 zł, to całość rozliczę w firmie”

Nie zawsze. Sama wartość samochodu nie przesądza o tym, że całość będzie mogła zostać rozliczona w kosztach uzyskania przychodów. Wartość samochodu przyjmowaną dla celów podatkowych trzeba porównać z właściwym limitem: 100 000 zł, 150 000 zł albo 225 000 zł. Jeżeli auto ma emisję CO₂ równą lub wyższą niż 50 g/km, zastosowanie będzie miał limit 100 000 zł. W takim przypadku odpisy amortyzacyjne przypadające na wartość przekraczającą limit nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Przy samochodzie o wartości 180 000 zł oznacza to, że różnica między wartością pojazdu a limitem może być istotna dla rozliczeń podatkowych. Przykład ma charakter uproszczony i pomija m.in. zasady odliczenia VAT oraz formę finansowania. Dlatego przed zakupem lub finansowaniem auta trzeba policzyć nie tylko ratę i koszt użytkowania, ale również zakres, w jakim wydatek będzie uwzględniany podatkowo.

Mit 4: „Stare auta też automatycznie wpadają w nowe limity”

Nie w każdym przypadku. Samochody osobowe wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku mogą korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. Oznacza to, że dla takich pojazdów nowe limity zależne od emisji CO₂ nie muszą automatycznie zmieniać dotychczasowego sposobu rozliczania odpisów amortyzacyjnych. Trzeba jednak uważać na zbyt szerokie uproszczenia. Przepis przejściowy dotyczy amortyzacji, a nie każdej możliwej formy używania samochodu w firmie. Przy leasingu, najmie, dzierżawie i podobnych umowach sytuacja jest bardziej wymagająca, ponieważ brak przepisów przejściowych może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych kontraktów. Dlatego każde auto warto przypisać do właściwej kategorii: środek trwały sprzed 2026 roku, nowy nabytek od 2026 roku albo pojazd finansowany umową wymagającą osobnej analizy.

Mit 5: „Data podpisania umowy leasingu przed 2026 rokiem wystarczy, żeby zachować stare limity”

To założenie może być ryzykowne. W przypadku leasingu, najmu, dzierżawy i podobnych umów brak przepisów przejściowych może oznaczać, że nowe limity będą miały znaczenie także dla opłat ponoszonych po 1 stycznia 2026 roku, nawet jeżeli sama umowa została zawarta wcześniej. Dlatego przy takich umowach trzeba analizować nie tylko datę podpisania kontraktu, ale też sposób rozliczania opłat po wejściu nowych zasad. Dla przedsiębiorstwa korzystającego z leasingu oznacza to konieczność sprawdzenia, jaka część kapitałowa opłat leasingowych, czynszu najmu lub innych opłat objętych limitem będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów po zmianie przepisów. Sama wcześniejsza data umowy nie powinna być traktowana jako pełne zabezpieczenie bez dodatkowej analizy.

Mini-FAQ

Czy nowe limity dotyczą leasingu?

Tak, nowe limity mają zastosowanie nie tylko przy zakupie samochodu osobowego i amortyzacji środka trwałego, ale również przy leasingu, najmie, dzierżawie i podobnych umowach. W takim przypadku trzeba analizować rozliczanie części kapitałowej opłat leasingowych, czynszu najmu lub innych opłat objętych limitem. To ważne, bo wielu przedsiębiorców nadal myśli o leasingu głównie przez pryzmat miesięcznej raty, wartości wykupu i bieżącej płynności. Od 2026 roku do tej kalkulacji trzeba dopisać jeszcze właściwy limit podatkowy wynikający z rodzaju pojazdu i emisji CO₂. Przy leasingu szczególną ostrożność budzi również brak przepisów przejściowych, który może oznaczać zastosowanie nowych limitów także do starszych umów w zakresie opłat ponoszonych po 1 stycznia 2026 roku.

Czy klasyczna hybryda ma limit 150 000 zł?

Nie automatycznie. Limit 150 000 zł dotyczy samochodów, których emisja CO₂ jest niższa niż 50 g/km. Klasyczna hybryda może być oszczędna i wygodna w codziennym użytkowaniu, ale jeżeli jej emisja wynosi 50 g/km albo więcej, właściwy będzie limit 100 000 zł. To samo ryzyko uproszczenia dotyczy części hybryd plug-in, bo sama nazwa napędu nie przesądza jeszcze o korzystniejszym limicie. Decyduje konkretny wynik emisji przypisany do pojazdu. Dlatego przed zakupem, leasingiem albo najmem warto sprawdzić dane dla konkretnej konfiguracji, a nie opierać się wyłącznie na ogólnym opisie modelu lub przekazie sprzedażowym.

Czy elektryk nadal ma limit 225 000 zł?

Tak, samochody elektryczne i napędzane wodorem zachowują najwyższy limit, czyli 225 000 zł. To może być szczególnie istotne przy droższych pojazdach osobowych wykorzystywanych intensywnie w działalności, ponieważ wyższy próg pozwala zaliczać do kosztów odpisy amortyzacyjne od wartości mieszczącej się w limicie 225 000 zł. Nie oznacza to jednak, że elektryk będzie automatycznie najlepszym wyborem dla każdego sklepu internetowego. Nadal trzeba sprawdzić realny sposób użytkowania auta, dostęp do ładowania, trasy, potrzeby zespołu, koszt finansowania i całkowity koszt posiadania. Limit 225 000 zł jest mocnym argumentem podatkowym, ale powinien być analizowany razem z praktyką działania przedsiębiorstwa.

Czy auto kupione przed 2026 rokiem traci stary limit?

Nie, jeżeli samochód osobowy został wprowadzony do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku, może korzystać z przepisów przejściowych dotyczących amortyzacji. W takiej sytuacji nowe limity zależne od emisji CO₂ nie muszą automatycznie zmieniać dotychczasowego sposobu rozliczania odpisów amortyzacyjnych dla tego konkretnego pojazdu. Trzeba jednak uważać na leasing, najem, dzierżawę i podobne umowy. W ich przypadku brak przepisów przejściowych może oznaczać, że nowe limity będą miały znaczenie także dla opłat ponoszonych po 1 stycznia 2026 roku, nawet jeżeli umowa została zawarta wcześniej.

Co jest najważniejsze przed zakupem auta w 2026 roku?

Najważniejsze jest sprawdzenie emisji CO₂ konkretnego pojazdu i porównanie wartości samochodu przyjmowanej dla celów podatkowych z właściwym limitem: 100 000 zł, 150 000 zł albo 225 000 zł. Emisja powinna być ustalana według danych wykazanych dla danego pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów, dlatego warto poprosić dealera lub finansującego o potwierdzenie wartości emisji dla konkretnej konfiguracji jeszcze przed podpisaniem umowy. Dopiero po zestawieniu tych danych z formą finansowania i sposobem użytkowania auta można ocenić, jaka część wydatków będzie mogła zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów w pełnym zakresie.

Podsumowanie: od 2026 roku emisja CO₂ staje się parametrem finansowym

Samochód w e-commerce nadal pozostaje narzędziem pracy. Może wspierać obsługę zaplecza operacyjnego, kontakty z kontrahentami, rozwój sprzedaży B2B, nadzór nad procesami, przewożenie materiałów i codzienne zarządzanie działalnością. W wielu średnich firmach sprzedających online auto nie jest dodatkiem do biznesu, ale praktycznym elementem jego funkcjonowania. Od 2026 roku dochodzi jednak nowa warstwa decyzji. Podatkowa opłacalność samochodu osobowego będzie zależeć nie tylko od tego, czy pojazd jest potrzebny i jak intensywnie jest używany, ale również od jego rodzaju, emisji CO₂ i właściwego limitu w PIT albo CIT. To zmienia sposób, w jaki warto podejść do zakupu, leasingu, najmu lub dzierżawy auta.

Największe ryzyko polega na podejmowaniu decyzji według starych nawyków. Cena, rata, marka, dostępność i komfort nadal są ważne, ale nie wystarczą. Przedsiębiorstwo powinno sprawdzić, czy samochód mieści się w limicie 225 000 zł, 150 000 zł czy 100 000 zł, a następnie porównać ten limit z wartością samochodu przyjmowaną dla celów podatkowych. Trzeba też odróżnić auta wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 roku od nowych nabytków oraz osobno analizować leasing, najem i dzierżawę. Dla właściciela sklepu internetowego wybór auta nie powinien zaczynać się od marki, koloru czy raty. Powinien zaczynać się od pytania: jaki limit podatkowy będzie miało to auto od 2026 roku?

gonito

Autorem artykułu jest zespół amavat®

amavat® jest jedną z wiodących kancelarii świadczącą usługi kompleksowej księgowości dla polskich firm z branży e-commerce oraz VAT Compliance w całej Unii Europejskiej, w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Firma oferuje również autorską innowacyjną aplikację, łącząc księgowość z rozwiązaniami IT, pozwalającymi na optymalizację procesów księgowych oraz na integracje z największymi marketplace'ami takimi jak Allegro i Kaufland oraz integratorem jak BaseLinker.

Zadaj pytanie »
Niniejsza publikacja ma charakter niewiążącej informacji i służy ogólnym celom informacyjnym. Przedstawione informacje nie stanowią doradztwa prawnego, podatkowego ani w zakresie zarządzania, jak również nie zastępują indywidualnego doradztwa. Przy opracowaniu niniejszej publikacji dołożono należytej staranności, jednak bez przejęcia odpowiedzialności za prawidłowość, aktualność i kompletność prezentowanych informacji. Treści w niej zawarte nie stanowią samodzielnej podstawy do działania i nie mogą zastąpić konkretnego doradztwa w indywidualnej sprawie. Odpowiedzialność autorów lub amavat® jest wyłączona. W razie potrzeby uzyskania wiążącej opinii prosimy o bezpośredni kontakt z nami. Treść niniejszej publikacji stanowi własność intelektualną amavat® lub firm partnerskich i podlega ochronie z tytułu praw autorskich. Osoby korzystające z tych informacji mogą pobierać, drukować i kopiować treść publikacji wyłącznie na własne potrzeby.