Realizacja zamówień z UK do UE po 1 lipca 2026 r.: Jak zniesienie zwolnienia celnego w wysokości 150 euro wpłynie na wysyłkę w handlu elektronicznym

Od 1 lipca 2026 r. sprzedaż internetowa z Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej funkcjonuje na innych zasadach celnych niż wcześniej. Towary wysyłane z UK bezpośrednio do konsumentów w UE w przesyłkach o wartości rzeczywistej do 150 euro nie korzystają już z dotychczasowego zwolnienia z należności celnych przywozowych wynikającego wyłącznie z niskiej wartości przesyłki. W okresie przejściowym, który ma potrwać do 1 lipca 2028 r., dla określonych przesyłek może mieć zastosowanie ryczałtowe cło w wysokości 3 euro za każdą odrębną kategorię towaru identyfikowaną według właściwej podpozycji taryfowej.

Mechanizm ten dotyczy między innymi importu korzystającego ze zwolnienia z VAT przewidzianego dla IOSS oraz towarów znajdujących się w przesyłkach pocztowych spełniających warunki określone w przepisach celnych. Nie należy więc traktować 3 euro jako uniwersalnej stawki stosowanej do każdego importu B2C o wartości do 150 euro. Dla przedsiębiorcy prowadzącego e-commerce oznacza to znacznie więcej niż tylko pojawienie się kolejnej pozycji kosztowej. Zmiana może wpływać na rentowność zamówień, sposób ustalania cen, konstrukcję checkoutu, jakość danych produktowych, organizację odprawy celnej oraz decyzję o tym, czy wysyłać bezpośrednio z UK, czy utrzymywać część zapasów na terenie UE. Trzeba przy tym nadal prawidłowo rozliczać VAT, rozumieć rolę IOSS i ustalić model dostawy, na przykład DDP lub DAP. Wybór takiego modelu wpływa na podział kosztów i obowiązków między stronami oraz na doświadczenie klienta przy doręczeniu, ale sam w sobie nie rozstrzyga wszystkich obowiązków celnych i podatkowych ani tego, kto w świetle przepisów jest importerem.

W tym artykule przez wysyłkę z UK rozumiemy przede wszystkim wysyłkę z Great Britain, czyli z Anglii, Szkocji i Walii. W przypadku przepływu towarów z Irlandii Północnej obowiązują szczególne zasady wynikające z odrębnych rozwiązań dotyczących handlu towarowego z UE, dlatego taki model wymaga osobnej analizy. Dla średniej firmy e-commerce planującej zwiększenie sprzedaży w Unii nowe przepisy są przede wszystkim zmianą operacyjną i finansową. Wymagają ponownego przeliczenia modelu realizacji zamówień, zweryfikowania struktury asortymentu i danych celnych oraz sprawdzenia, czy obecny sposób pobierania VAT i organizacji dostawy nadal odpowiada rzeczywistym kosztom transakcji.

Co dokładnie zmieniło się 1 lipca 2026 r.?

Koniec zwolnienia celnego dla przesyłek do 150 euro

Do 30 czerwca 2026 r. towary importowane do Unii Europejskiej w przesyłkach o wartości rzeczywistej nieprzekraczającej 150 euro były co do zasady objęte zwolnieniem z należności celnych przywozowych wynikającym z wartości przesyłki. Nie oznaczało to jednak, że takie zamówienia znajdowały się poza systemem importowym. Nadal mogły podlegać VAT, wymagały zgłoszenia celnego i wiązały się z określonymi obowiązkami po stronie podmiotów uczestniczących w sprzedaży i dostawie. Dla wielu sklepów internetowych próg 150 euro miał jednak duże znaczenie biznesowe, ponieważ znaczna część codziennych zamówień konsumenckich mieściła się właśnie poniżej tej wartości. Firma wysyłająca towary z magazynu w Anglii, Szkocji lub Walii do klienta w Polsce, Niemczech czy Francji mogła więc kalkulować typowe niskowartościowe zamówienie bez należności celnej wynikającej wyłącznie z wartości przesyłki. Po Brexicie Great Britain znajduje się poza unijnym obszarem celnym, dlatego wysyłka towaru stamtąd do konsumenta w UE wiąże się z importem do Unii, niezależnie od tego, gdzie zarejestrowana jest marka, jaką domenę wykorzystuje sklep czy na jakim rynku prowadzi sprzedaż.

Od 1 lipca 2026 r. zwolnienie celne oparte na progu 150 euro zostało zniesione. Nie oznacza to jednak, że każda przesyłka konsumencka poniżej tego progu jest od tej daty rozliczana według jednej, identycznej zasady. Na okres do 1 lipca 2028 r. wprowadzono tymczasowy mechanizm ryczałtowego cła w wysokości 3 euro za każdą odrębną kategorię towaru identyfikowaną według podpozycji taryfowej, ale jego zastosowanie zależy od sposobu importu. Mechanizm obejmuje między innymi przypadki, w których import korzysta ze zwolnienia z VAT związanego z IOSS, a także określone przesyłki pocztowe. Z punktu widzenia przedsiębiorcy kluczowe jest więc rozdzielenie dwóch zmian: samo zwolnienie celne wynikające z wartości do 150 euro zostało zniesione, natomiast ryczałt 3 euro jest rozwiązaniem przejściowym stosowanym w określonych przypadkach. Towary o wartości przekraczającej 150 euro już wcześniej nie korzystały z tego zwolnienia i podlegały zwykłym regułom taryfowym. W innych modelach importu, a także po zakończeniu mechanizmu przejściowego, znaczenie może mieć również preferencyjne pochodzenie towaru wynikające z umowy handlowej UE–UK. Nie należy jednak utożsamiać wykazania preferencyjnego pochodzenia z automatycznym wyłączeniem tymczasowego ryczałtu 3 euro.

Cło, VAT i odprawa celna to trzy różne rzeczy

Jednym z najważniejszych źródeł błędów przy planowaniu sprzedaży z UK do UE jest traktowanie cła, VAT i kosztów obsługi odprawy jako jednej opłaty związanej z przekroczeniem granicy. Są to jednak różne elementy procesu importowego. Zmiana obowiązująca od 1 lipca 2026 r. polega przede wszystkim na usunięciu zwolnienia z należności celnych przywozowych, które wcześniej było związane z wartością rzeczywistą przesyłki do 150 euro. VAT nie znika wraz z tą zmianą i nie zostaje zastąpiony ryczałtowym cłem. W sprzedaży B2C nadal może mieć znaczenie IOSS, który służy rozliczaniu VAT w sprzedaży na odległość importowanych towarów w przesyłkach nieprzekraczających 150 euro. Pozwala on pobrać VAT właściwy dla kraju konsumenta już na etapie sprzedaży i rozliczyć go w przewidzianym do tego mechanizmie. IOSS pozostaje jednak mechanizmem dotyczącym VAT, a nie zwolnienia z cła. Od 1 lipca 2026 r. korzystanie z IOSS nie oznacza więc, że przesyłka pozostaje bezcłowa. Przeciwnie, import objęty IOSS należy do przypadków, dla których przepisy przewidują w okresie przejściowym ryczałtowe cło 3 euro.

Element Do 30 czerwca 2026 r. Od 1 lipca 2026 r.
Zwolnienie celne wynikające z wartości ≤150 EUR Co do zasady dostępne Zniesione
Tymczasowe cło dla kwalifikujących się przesyłek ≤150 EUR Nie dotyczy 3 EUR za każdą odrębną kategorię towaru według podpozycji taryfowej
VAT Nadal należny; możliwe IOSS Nadal należny; możliwe IOSS
Zgłoszenie celne Wymagane Nadal wymagane
Opłata operatora za obsługę odprawy Możliwa Nadal możliwa

Z punktu widzenia właściciela lub osoby zarządzającej e-commerce takie rozróżnienie jest istotne przede wszystkim dlatego, że każdy z tych elementów wpływa na inny fragment ekonomiki zamówienia. Cło może zwiększyć koszt importu konkretnego koszyka do UE, VAT musi zostać prawidłowo pobrany i rozliczony, a operator logistyczny, pocztowy lub podmiot obsługujący odprawę może dodatkowo naliczyć własne opłaty za wykonanie czynności celnych albo pobranie należności od odbiorcy. Koszt takiej obsługi nie jest tym samym co ryczałtowe cło 3 euro i nie powinien być z nim utożsamiany w kalkulacji. Jeżeli firma uwzględni w cenie wyłącznie samą należność celną, ale pominie pozostałe koszty procesu, rzeczywista marża może odbiegać od założeń przyjętych przy ustalaniu cen. Ma to szczególne znaczenie przy większej skali sprzedaży, kiedy nawet niewielka różnica na pojedynczym zamówieniu zaczyna istotnie wpływać na wynik całego rynku. Jednocześnie wybór modelu DDP lub DAP nie zastępuje analizy podatkowej i celnej. Reguły te określają przede wszystkim podział kosztów, obowiązków i ryzyka między stronami transakcji, natomiast ustalenie, kto jest importerem i kto odpowiada za konkretne obowiązki wynikające z prawa celnego oraz VAT, wymaga odrębnej oceny.

Dlaczego „3 euro za paczkę” to błędne uproszczenie

Najbardziej mylące uproszczenie nowych zasad polega na przedstawianiu ich jako opłaty w wysokości 3 euro doliczanej do każdej paczki przywożonej do Unii Europejskiej. Mechanizm przejściowy działa inaczej. Ryczałt 3 euro nie jest naliczany od całej paczki ani od każdej fizycznej sztuki produktu, lecz od każdej odrębnej kategorii towaru w przesyłce, identyfikowanej według właściwej podpozycji taryfowej. Oznacza to, że kilka sztuk towaru sklasyfikowanych w tej samej podpozycji może stanowić jedną kategorię dla potrzeb naliczenia ryczałtu. Jeżeli klient kupi pięć identycznych T-shirtów i wszystkie będą prawidłowo klasyfikowane w tej samej podpozycji taryfowej, dla potrzeb tego mechanizmu mogą zostać potraktowane jako jedna kategoria, co oznacza 3 euro cła. Jeżeli natomiast w tej samej przesyłce znajdą się towary należące do dwóch różnych podpozycji taryfowych, ryczałt może wynieść 6 euro. Liczba fizycznych produktów w kartonie nie przesądza więc o wysokości należności. Znaczenie ma to, do ilu odrębnych kategorii taryfowych należą towary znajdujące się w przesyłce.

Ma to bezpośrednie znaczenie dla firm, które do tej pory analizowały koszty sprzedaży transgranicznej głównie przez pryzmat wartości koszyka i ceny transportu. Po nowych zasadach dwa zamówienia o tej samej wartości rzeczywistej mogą generować różne należności celne, jeżeli różnią się strukturą asortymentu i liczbą podpozycji taryfowych. Koszyk o wartości 100 euro złożony z wielu sztuk jednego prawidłowo sklasyfikowanego rodzaju produktu może być pod tym względem tańszy w imporcie niż koszyk o tej samej wartości zawierający kilka różnych kategorii towarów. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorca może sztucznie łączyć różne produkty w jedną kategorię albo stosować niewłaściwe kody HS lub CN w celu zmniejszenia należności. Klasyfikacja musi odpowiadać rzeczywistemu charakterowi produktu, a błędy mogą prowadzić do nieprawidłowego naliczenia cła, opóźnienia odprawy, korekt lub innych problemów z dokumentacją. Dla średniego e-commerce rozsądniejszym podejściem jest przeanalizowanie rzeczywistych danych sprzedażowych: najczęstszych kombinacji SKU, przypisanych im kodów taryfowych oraz liczby odrębnych podpozycji pojawiających się w typowych koszykach. Dopiero taka analiza pozwala wiarygodnie ocenić, jak mechanizm przejściowy wpłynie na koszt realizacji zamówień z UK do UE.

Jak działa tymczasowe cło 3 euro?

Co oznacza „pozycja towarowa”?

W tymczasowym mechanizmie obowiązującym od 1 lipca 2026 r. pojęcie „pozycji” nie oznacza każdej pojedynczej sztuki produktu znajdującej się w przesyłce. Ryczałt 3 EUR jest naliczany od każdej odrębnej kategorii towaru identyfikowanej według właściwej podpozycji taryfowej. Oznacza to, że kilka lub nawet kilkanaście sztuk tego samego produktu może zostać objętych jednym ryczałtem, jeżeli wszystkie są prawidłowo klasyfikowane w tej samej podpozycji. Jeżeli klient kupi pięć identycznych T-shirtów należących do jednej podpozycji taryfowej, nie oznacza to automatycznie pięciu należności po 3 EUR. Dla potrzeb tego mechanizmu jest to jedna kategoria towaru, a więc ryczałt wynosi 3 EUR. Sytuacja zmienia się wtedy, gdy w tej samej przesyłce znajdują się produkty klasyfikowane w różnych podpozycjach taryfowych. Każda taka odrębna kategoria może powodować naliczenie kolejnych 3 EUR. Sama liczba produktów w kartonie nie wystarcza więc do obliczenia należności.

Dla przedsiębiorcy prowadzącego e-commerce oznacza to, że katalogu nie można analizować wyłącznie przez pryzmat SKU, kategorii widocznych w sklepie czy nazw stosowanych w systemie magazynowym. Istotna staje się również prawidłowa klasyfikacja taryfowa produktów. Dwa towary, które z punktu widzenia merchandisingu należą do jednej kategorii, mogą znajdować się w różnych podpozycjach taryfowych, podczas gdy kilka wariantów tego samego produktu może podlegać tej samej klasyfikacji. W rezultacie nazwa kategorii w sklepie nie przesądza o tym, ile razy w jednej przesyłce zostanie naliczony ryczałt. Przy większej skali sprzedaży warto więc zestawić rzeczywiste kombinacje produktów pojawiające się w koszykach z ich klasyfikacją taryfową. Taka analiza daje znacznie lepszy obraz kosztów niż proste założenie, że każda paczka generuje 3 EUR należności.

Przykłady: jedna paczka, różne wysokości cła

Poniższe przykłady zakładają, że przesyłka spełnia warunki zastosowania tymczasowego mechanizmu 3 EUR. Mechanizm ten nie powinien być automatycznie rozszerzany na każdy import o wartości rzeczywistej do 150 EUR. W okresie przejściowym przewidziano jego zastosowanie w określonych przypadkach, w tym do importu objętego IOSS oraz do przesyłek pocztowych w rozumieniu przepisów celnych. Jeżeli te warunki są spełnione, pięć identycznych T-shirtów klasyfikowanych w tej samej podpozycji taryfowej oznacza jedną kategorię i 3 EUR cła. T-shirt oraz zegarek należący do innej podpozycji oznaczają dwie odrębne kategorie, a więc 6 EUR. Z kolei przesyłka zawierająca T-shirty, bluzy i pasek może oznaczać trzy kategorie i 9 EUR, jeżeli produkty rzeczywiście należą do trzech różnych podpozycji taryfowych. To klasyfikacja towarów, a nie fizyczna liczba sztuk, przesądza o liczbie naliczanych ryczałtów.

Takie przykłady pokazują, dlaczego określenie „3 EUR od paczki” może prowadzić do błędnych kalkulacji. Dwie przesyłki o tej samej wartości rzeczywistej i podobnej wadze mogą generować zupełnie inne obciążenie celne. Zamówienie obejmujące dziesięć sztuk jednego produktu może skutkować jednym ryczałtem, podczas gdy znacznie mniejszy koszyk z czterema rodzajami towarów należących do czterech różnych podpozycji może powodować naliczenie 12 EUR. Sama średnia wartość koszyka nie pokazuje więc pełnego obrazu. Firma z wąskim, powtarzalnym asortymentem może odczuć zmianę inaczej niż sklep, w którym klienci regularnie łączą w jednej przesyłce różne rodzaje odzieży, akcesoriów czy innych produktów. Dlatego przy kalkulowaniu wpływu nowych zasad trzeba równocześnie patrzeć na wartość rzeczywistą przesyłki, zakres zastosowania mechanizmu oraz strukturę taryfową koszyka.

Dlaczego struktura koszyka zaczyna mieć znaczenie

W typowej analizie rentowności e-commerce największą uwagę zwraca się na średnią wartość zamówienia, koszt pozyskania klienta, koszt dostawy, poziom rabatów i marżę na produkcie. Po 1 lipca 2026 r. przy sprzedaży z Great Britain do konsumentów w UE do tego zestawu dochodzi jeszcze struktura taryfowa przesyłki. Dwa zamówienia o wartości rzeczywistej 80 EUR nie muszą powodować takiego samego kosztu celnego. Jeżeli pierwsze składa się z kilku sztuk produktu należącego do jednej podpozycji taryfowej, a drugie z czterech różnych kategorii taryfowych, różnica wynikająca z mechanizmu przejściowego może być istotna. Ma to szczególne znaczenie w biznesach, w których dużą część sprzedaży stanowią zakupy wieloproduktowe, zestawy albo skuteczny cross-selling pomiędzy różnymi grupami asortymentu. Wzrost wartości koszyka nadal może być korzystny, ale nie zawsze oznacza proporcjonalny wzrost rentowności po uwzględnieniu kosztów importu.

Nie oznacza to, że sklep powinien ograniczać cross-selling albo przebudowywać ofertę tylko po to, aby zmniejszyć liczbę kategorii taryfowych w paczce. Warto natomiast włączyć strukturę koszyka do modelowania kosztów sprzedaży na rynkach UE. Jeżeli firma realizuje tysiące przesyłek miesięcznie, uśrednione założenie „3 EUR na paczkę” może zarówno istotnie zaniżać, jak i zawyżać rzeczywisty koszt. Lepszym rozwiązaniem jest sprawdzenie najczęściej kupowanych razem SKU, przypisanych do nich podpozycji taryfowych oraz tego, jaka część przesyłek rzeczywiście znajduje się w zakresie tymczasowego mechanizmu. Dopiero na tej podstawie można zdecydować, czy dodatkowy koszt powinien zostać pokryty z marży, uwzględniony w cenach, częściowo przeniesiony na koszt dostawy czy ograniczony poprzez zmianę modelu fulfillmentu.

Dlaczego nie można „optymalizować” kosztu błędnymi kodami taryfowymi

Skoro wysokość ryczałtu zależy od liczby odrębnych kategorii identyfikowanych według podpozycji taryfowych, może pojawić się pokusa, aby różne produkty deklarować w sposób zmniejszający liczbę takich kategorii. Nie jest to jednak prawidłowa optymalizacja kosztów. Klasyfikacja taryfowa, w tym właściwy kod CN stosowany przy imporcie do UE, powinna odpowiadać rzeczywistemu charakterowi produktu i zasadom klasyfikacji wynikającym z nomenklatury celnej. Towarów należących do różnych podpozycji nie można łączyć w jedną tylko dlatego, że są wysyłane w tym samym kartonie, sprzedawane jako zestaw albo znajdują się w jednej kategorii marketingowej w sklepie. Również ogólny opis typu „odzież”, „akcesoria” czy „prezent” nie zastępuje prawidłowej klasyfikacji produktu i rzetelnych danych potrzebnych przy zgłoszeniu celnym.

Błędna klasyfikacja może prowadzić do konsekwencji znacznie kosztowniejszych niż potencjalna oszczędność kilku euro na jednym zamówieniu. Może skutkować nieprawidłowym naliczeniem należności, koniecznością korekt, dodatkowymi pytaniami podczas odprawy albo opóźnieniem dostawy. Przy większej skali problem z klasyfikacją jednego popularnego SKU może powtarzać się w setkach lub tysiącach przesyłek. Dlatego firmy planujące rozwój sprzedaży na kolejnych rynkach UE powinny traktować klasyfikację taryfową jako element podstawowych danych o produkcie, podobnie jak cenę, kraj pochodzenia czy parametry logistyczne. Dane powinny być spójne pomiędzy systemem sklepu, systemem magazynowym, fulfillmentem i podmiotami obsługującymi transport oraz odprawę. Dopiero wtedy można wiarygodnie modelować wpływ mechanizmu 3 EUR na całą sprzedaż.

Uwaga na osobną opłatę za obsługę małych przesyłek

Tymczasowego cła 3 EUR nie należy mylić z ogólnounijną opłatą za obsługę małych przesyłek, czyli handling fee, przewidzianą w reformie unijnych przepisów celnych. Są to dwa odrębne mechanizmy. Państwa członkowskie mają zacząć stosować handling fee najpóźniej 1 listopada 2026 r., a jej wysokość ma zostać określona przez Komisję. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że przy modelowaniu kosztów sprzedaży z Great Britain do UE nie wystarczy uwzględnić samego ryczałtowego cła. Trzeba również śledzić wysokość i sposób wdrożenia nowej unijnej opłaty manipulacyjnej. Nie należy jej także utożsamiać z opłatami pobieranymi przez kuriera, operatora pocztowego, agencję celną lub innego dostawcę za wykonanie konkretnych czynności związanych z odprawą. W kalkulacji mogą więc pojawić się trzy odrębne pozycje: należność celna, unijna handling fee oraz komercyjny koszt obsługi naliczany przez operatora.

Czy ta zmiana dotyczy mojego sklepu?

Zmiana jest szczególnie istotna, jeśli sprzedajesz B2C do klientów w UE, wysyłasz zamówienia bezpośrednio z Great Britain, a Twoje przesyłki o wartości rzeczywistej do 150 EUR są objęte tymczasowym mechanizmem 3 EUR — w szczególności gdy korzystasz z IOSS. Nie każdy przedsiębiorca odczuje jednak nowe zasady w identyczny sposób. Znaczenie mają miejsce rozpoczęcia wysyłki, wartość rzeczywista przesyłki, sposób rozliczania VAT, wykorzystywana procedura importowa, klasyfikacja produktów oraz lokalizacja zapasów. Sam fakt sprzedaży do konsumentów w UE nie wystarcza więc do stwierdzenia, że każda paczka będzie rozliczana w dokładnie taki sam sposób.

Tak — jeśli wysyłasz z UK bezpośrednio do konsumenta w UE

Jeżeli Twoja firma utrzymuje zapasy w Anglii, Szkocji lub Walii i z tego magazynu realizuje zamówienia bezpośrednio do klientów indywidualnych w Polsce, Niemczech, Francji lub innych państwach UE, zniesienie zwolnienia celnego powinno zostać uwzględnione w modelu sprzedaży. Towar opuszczający Great Britain i trafiający do klienta na rynku unijnym jest importowany do UE, dlatego fizyczna lokalizacja zapasu ma bezpośrednie znaczenie dla procesu celnego. Dotyczy to zarówno brytyjskich marek rozwijających sprzedaż europejską, jak i przedsiębiorstw z innych państw wykorzystujących Great Britain jako centrum fulfillmentu. Nie przesądza o tym siedziba właściciela sklepu, domena internetowa ani waluta, w której klient dokonuje płatności. Z perspektywy procesu importowego znaczenie ma przede wszystkim to, skąd rzeczywiście rozpoczyna się transport towaru do konsumenta w Unii.

Największej uwagi wymagają przesyłki o wartości rzeczywistej nieprzekraczającej 150 EUR, ponieważ to właśnie dla tego segmentu od 1 lipca 2026 r. przestało obowiązywać wcześniejsze zwolnienie celne. Nie oznacza to jednak, że każda taka przesyłka automatycznie generuje ryczałt 3 EUR. Trzeba dodatkowo ustalić, czy dany import mieści się w zakresie mechanizmu przejściowego, na przykład ze względu na wykorzystanie IOSS albo status przesyłki pocztowej w rozumieniu przepisów celnych. Przy większym wolumenie warto połączyć tę analizę z liczbą podpozycji taryfowych pojawiających się w typowym koszyku i z kosztami pobieranymi przez operatorów. W przypadku przepływu towarów z Irlandii Północnej obowiązują szczególne rozwiązania i nie należy automatycznie stosować do niego tych samych założeń co do wysyłek z Anglii, Szkocji i Walii.

Tak — nawet jeśli korzystasz z IOSS

Korzystanie z IOSS nie powoduje, że zmiana obowiązująca od 1 lipca 2026 r. przestaje dotyczyć sklepu. IOSS jest mechanizmem służącym rozliczaniu VAT przy sprzedaży na odległość importowanych towarów w przesyłkach o wartości rzeczywistej nieprzekraczającej 150 EUR. Pozwala pobrać VAT należny w państwie konsumenta już na etapie sprzedaży i rozliczyć go w przewidzianym do tego systemie. Z perspektywy obsługi klienta ogranicza to ryzyko, że VAT będzie pobierany dopiero na etapie importu lub doręczenia. Nie należy jednak traktować IOSS jako rozwiązania zapewniającego zwolnienie z cła. Od 1 lipca 2026 r. wcześniejsze zwolnienie celne wynikające z progu 150 EUR zostało zniesione, natomiast IOSS nadal funkcjonuje jako mechanizm VAT.

Co więcej, import korzystający ze zwolnienia z VAT przewidzianego dla IOSS należy właśnie do przypadków objętych konstrukcją tymczasowego ryczałtu 3 EUR. Firma może więc jednocześnie korzystać z IOSS do obsługi VAT i być objęta mechanizmem ryczałtowego cła. To rozróżnienie jest ważne przy projektowaniu checkoutu, ustalaniu cen i obliczaniu kosztu dostawy, ponieważ prawidłowe pobranie VAT nie oznacza jeszcze, że wszystkie koszty importu zostały pokryte. Przedsiębiorca powinien osobno przeanalizować sposób rozliczania VAT, należności celne, nową handling fee oraz ewentualne komercyjne opłaty operatora. Jeżeli firma dotychczas traktowała IOSS jako rozwiązanie praktycznie całego problemu niskowartościowej sprzedaży z Great Britain do UE, po 1 lipca 2026 r. taki model wymaga ponownego przeliczenia.

Pochodzenie UK może mieć znaczenie dla innych należności celnych

Miejsce, z którego wysyłany jest towar, i jego pochodzenie celne to dwa odrębne pojęcia. Produkt znajdujący się w magazynie w Anglii nie staje się automatycznie towarem pochodzenia brytyjskiego tylko dlatego, że jest stamtąd wysyłany. Towar wyprodukowany w państwie trzecim, następnie sprowadzony do Great Britain i przechowywany tam przed dalszą wysyłką do klienta w UE, nie uzyskuje brytyjskiego pochodzenia wyłącznie w wyniku magazynowania lub reeksportu. Z drugiej strony produkty rzeczywiście spełniające reguły preferencyjnego pochodzenia wynikające z relacji handlowych UE–UK mogą w odpowiednich modelach importu korzystać z preferencyjnego traktowania. Dlatego przy analizie długoterminowych kosztów celnych informacja „wysyłamy z UK” jest niewystarczająca. Potrzebne są również prawidłowe dane o pochodzeniu produktu i dokumentacja pozwalająca to pochodzenie wykazać.

Preferencyjnego pochodzenia nie należy jednak przedstawiać jako automatycznego sposobu na uniknięcie tymczasowego ryczałtu 3 EUR. Mechanizm przejściowy ma własne warunki zastosowania, dlatego najpierw trzeba ustalić, jaki model importu jest wykorzystywany i czy konkretna przesyłka znajduje się w zakresie tych przepisów. Znaczenie pochodzenia będzie szczególnie istotne w innych modelach importu oraz po zakończeniu okresu przejściowego, kiedy dla towarów mają być ponownie stosowane normalne należności wynikające z taryfy celnej. Z punktu widzenia e-commerce warto więc w danych produktowych wyraźnie rozdzielić kraj, z którego wysyłany jest towar, jego kraj pochodzenia oraz klasyfikację taryfową. Pomieszanie tych informacji może prowadzić zarówno do błędnych kalkulacji, jak i do nieprawidłowego stosowania preferencji.

Nie w tym samym zakresie — jeśli wartość rzeczywista przesyłki przekracza 150 euro

Jeżeli wartość rzeczywista przesyłki przekracza 150 EUR, zniesienie wcześniejszego zwolnienia nie zmienia sytuacji w taki sam sposób jak w przypadku niskowartościowej sprzedaży B2C. Towary powyżej tego progu już przed 1 lipca 2026 r. nie korzystały z omawianego zwolnienia wynikającego z wartości przesyłki. W ich przypadku należności celne ustalano według zwykłych zasad, biorąc pod uwagę właściwą klasyfikację taryfową, stawkę celną oraz ewentualne preferencje. Tymczasowego mechanizmu 3 EUR nie należy więc traktować jako nowej uniwersalnej taryfy dla wszystkich paczek wysyłanych z Great Britain. Jest to rozwiązanie przejściowe dotyczące określonej części importu niskowartościowego i obowiązujące tylko do 1 lipca 2028 r.

Dla firmy, w której większość przesyłek ma wartość rzeczywistą przekraczającą 150 EUR, głównym zadaniem pozostaje prawidłowe stosowanie zwykłych zasad celnych. Nie oznacza to jednak, że zmiany można zignorować. Ten sam sklep może realizować zarówno przesyłki poniżej, jak i powyżej progu, a sposób ich rozliczenia będzie się różnił. Przy planowaniu ekspansji warto więc segmentować rzeczywisty wolumen według wartości przesyłek zamiast stosować jeden średni koszt importu do całej sprzedaży. Ma to szczególne znaczenie w biznesach, w których wartość koszyka mocno się waha, ponieważ część zamówień może znajdować się w zakresie mechanizmu przejściowego, podczas gdy pozostała część będzie podlegała normalnym regułom taryfowym.

Inaczej — jeśli wysyłasz już z magazynu w UE

Jeżeli towary zostały wcześniej zaimportowane do Unii Europejskiej, prawidłowo odprawione i dopuszczone do swobodnego obrotu, późniejsza wysyłka z magazynu znajdującego się w UE do klienta w innym państwie członkowskim nie jest kolejnym importem z Great Britain przy każdym zamówieniu. Z perspektywy modelu fulfillmentu jest to fundamentalna różnica. Zamiast wysyłać tysiące indywidualnych paczek przekraczających zewnętrzną granicę celną UE, przedsiębiorca może sprowadzić większą partię zapasu do unijnego magazynu, dokonać odprawy na etapie importu zbiorczego, a następnie realizować zamówienia z towarów znajdujących się już w Unii. W takim przypadku tymczasowy mechanizm 3 EUR dotyczący określonych niskowartościowych przesyłek importowanych bezpośrednio nie jest naliczany ponownie przy każdej późniejszej wysyłce z magazynu unijnego do konsumenta.

Nie oznacza to jednak, że magazyn w UE automatycznie eliminuje należności podatkowe i celne. Towar nadal trzeba wcześniej wprowadzić na unijny obszar celny, a firma powinna przeanalizować cło przy imporcie zbiorczym, VAT importowy, lokalne obowiązki rejestracyjne oraz późniejszą sprzedaż do klientów w innych państwach członkowskich. Do kalkulacji dochodzą również koszty utrzymywania zapasu, magazynowania i fulfillmentu. Dla firmy osiągającej powtarzalny wolumen sprzedaży w kilku krajach UE może to być jednak model warty przeliczenia, ponieważ pozwala ograniczyć liczbę indywidualnych odpraw i zwiększyć przewidywalność kosztów oraz dostaw. Decyzja powinna wynikać z rzeczywistych wolumenów, struktury asortymentu i marży, a nie wyłącznie z chęci uniknięcia pojedynczej należności 3 EUR.

Szybki test: jeżeli sprzedajesz B2C do klientów w UE, wysyłasz towary fizycznie z Anglii, Szkocji lub Walii, duża część Twoich przesyłek ma wartość rzeczywistą nieprzekraczającą 150 EUR i korzystasz z IOSS albo realizujesz przesyłki pocztowe mieszczące się w zakresie mechanizmu przejściowego, nowe zasady powinny znaleźć się wysoko na liście priorytetów operacyjnych. Kolejnym krokiem powinno być sprawdzenie, ile odrębnych podpozycji taryfowych występuje zwykle w jednej przesyłce, kto obsługuje należności importowe oraz w jaki sposób na całkowity koszt dostawy wpłyną ryczałt 3 EUR, nowa unijna handling fee i opłaty pobierane przez operatorów.

Wysyłka z UK to nie to samo co brytyjskie pochodzenie towaru

Dlaczego kraj magazynu nie decyduje o preferencji celnej

Dla wielu firm wykorzystujących Great Britain jako hub logistyczny największym źródłem nieporozumień jest utożsamianie miejsca wysyłki z pochodzeniem celnym produktu. Towar może znajdować się w magazynie w Anglii przez kilka miesięcy, być stamtąd kompletowany, pakowany i wysyłany do klienta w Polsce, a mimo to nie mieć brytyjskiego pochodzenia. Kraj, z którego fizycznie rozpoczyna się transport, odpowiada przede wszystkim na pytanie, skąd towar trafia do Unii Europejskiej. Pochodzenie celne odpowiada natomiast na inne pytanie: gdzie produkt został wytworzony albo gdzie przeszedł przetworzenie spełniające właściwe reguły pochodzenia. Te dwie informacje mogą się pokrywać, ale bardzo często tak nie jest. Ma to szczególne znaczenie w modelach, w których firma kupuje towary od producentów spoza Europy, sprowadza je do brytyjskiego centrum fulfillmentowego, a następnie wykorzystuje Great Britain jako punkt dystrybucyjny dla klientów w UE.

Samo magazynowanie, przepakowanie czy dalsza wysyłka z Great Britain nie powodują automatycznie, że produkt uzyskuje brytyjskie pochodzenie. Z perspektywy przedsiębiorcy rozwijającego sprzedaż w UE oznacza to, że w danych produktowych należy oddzielać informacje o miejscu wysyłki od informacji o pochodzeniu celnym. Ma to znaczenie przy ustalaniu należności, analizie możliwości zastosowania preferencji oraz przygotowaniu dokumentacji importowej. Szczególnie ryzykowne jest założenie, że skoro cała logistyka odbywa się z jednego brytyjskiego magazynu, wszystkie towary można rozliczać w identyczny sposób. Dwie paczki wychodzące tego samego dnia z tego samego centrum fulfillmentowego mogą zawierać produkty o zupełnie innym pochodzeniu, a więc również o innej sytuacji z punktu widzenia potencjalnych preferencji celnych.

Towar wyprodukowany w UK a towar reeksportowany z UK

Różnicę dobrze pokazuje porównanie dwóch produktów znajdujących się w tym samym brytyjskim magazynie. Pierwszy został rzeczywiście wyprodukowany w Great Britain i spełnia reguły preferencyjnego pochodzenia przewidziane w relacjach handlowych pomiędzy UE a UK. Drugi został wyprodukowany na przykład w Chinach, następnie sprowadzony do Great Britain, gdzie jest jedynie przechowywany, a później wysłany do konsumenta w UE. Z perspektywy logistyki oba zamówienia mogą wyglądać niemal identycznie: ten sam magazyn, ten sam operator, podobna wartość i ta sama trasa do klienta. Z punktu widzenia pochodzenia celnego sytuacja jest jednak inna. Produkt wytworzony w Chinach nie staje się produktem brytyjskim wyłącznie dlatego, że przed wysyłką do UE znajdował się w magazynie na terenie Great Britain. Sama zmiana miejsca składowania ani reeksport nie zmieniają automatycznie pochodzenia towaru.

Dla retailerów wykorzystujących brytyjski hub jest to szczególnie ważne przy skalowaniu katalogu. Im więcej dostawców, kategorii produktowych i krajów produkcji, tym większe ryzyko, że jeden uproszczony schemat zostanie zastosowany do towarów o odmiennej sytuacji celnej. Dlatego już na poziomie SKU warto wiedzieć, gdzie produkt został wytworzony, jakie reguły pochodzenia mogą mieć do niego zastosowanie i czy firma posiada dokumentację potrzebną do wykazania ewentualnej preferencji. Pozwala to uniknąć sytuacji, w której zespół operacyjny traktuje wszystkie „towary wysyłane z UK” jako jednorodną grupę. Great Britain może być jednym centrum logistycznym dla całej firmy, ale znajdujący się tam asortyment nadal może obejmować towary pochodzące z wielu różnych państw i wymagające odmiennego podejścia przy imporcie do UE.

Kiedy preferencyjne pochodzenie może zmienić sposób rozliczenia

Preferencyjne pochodzenie może mieć znaczenie również w okresie obowiązywania tymczasowego mechanizmu 3 EUR. Aktualne wytyczne Komisji przewidują wyłączenie dla określonych towarów korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej, jeżeli spełnione są dodatkowe warunki. W szczególności chodzi o sytuacje, w których VAT nie został pobrany za pośrednictwem IOSS, a towary są zgłaszane z wykorzystaniem odpowiedniego zgłoszenia H1. Oznacza to, że preferencja może w konkretnym modelu wpłynąć także na zastosowanie tymczasowego ryczałtu. Nie należy jednak sprowadzać tej zasady do prostego założenia „brytyjskie pochodzenie = brak 3 EUR”. Trzeba łącznie przeanalizować rzeczywiste pochodzenie towaru, warunki zastosowania preferencji, sposób dokonania zgłoszenia celnego oraz model rozliczenia VAT.

To rozróżnienie jest szczególnie istotne dla firm posiadających mieszany katalog, w którym część produktów rzeczywiście spełnia reguły pochodzenia UK, a część została jedynie sprowadzona do Great Britain z państw trzecich. Nie wystarczy więc w systemie oznaczyć produktu jako „wysyłanego z UK”. Potrzebne są wiarygodne dane o pochodzeniu i dokumentacja pozwalająca wykazać preferencję tam, gdzie przedsiębiorca chce z niej skorzystać. Znaczenie tych informacji będzie również rosło po zakończeniu mechanizmu przejściowego 1 lipca 2028 r., gdy towary mają być rozliczane według normalnych zasad taryfowych. Firma, która już teraz uporządkuje pochodzenie, klasyfikację taryfową oraz dokumentację dostawców, będzie lepiej przygotowana zarówno na bieżące wyjątki od mechanizmu 3 EUR, jak i na późniejsze zmiany w sposobie naliczania należności.

Jak zmiana wpłynie na koszty zamówień e-commerce?

Największy problem: produkty o niskiej wartości

Ryczałt 3 EUR jest szczególnie odczuwalny tam, gdzie wartość produktu lub całej przesyłki jest niewielka. Mechanizm przejściowy obejmuje co do zasady towary sprzedawane na odległość i importowane w przesyłkach o wartości rzeczywistej do 150 EUR, niezależnie od tego, czy VAT jest rozliczany poprzez IOSS, Special Arrangements czy w standardowym modelu. Jeżeli produkt kosztuje 5 EUR i stanowi jedną kategorię identyfikowaną według właściwej podpozycji taryfowej, ryczałt 3 EUR odpowiada aż 60% jego ceny. Przy przesyłce o wartości 100 EUR ten sam ryczałt stanowi 3%, a przy 150 EUR już tylko 2%. Nie oznacza to oczywiście, że cło jest obliczane procentowo od wartości produktu, ale dobrze pokazuje, jak mocno stała kwota może zmienić ekonomikę bardzo tanich zamówień.

Problem staje się jeszcze większy, gdy w jednej przesyłce występuje kilka odrębnych kategorii taryfowych. Sklep może sprzedawać produkty o atrakcyjnej marży procentowej, ale przy koszyku o wartości kilkunastu euro kilka naliczeń po 3 EUR może istotnie zmienić wynik transakcji. Szczególnie narażone są więc modele z niską średnią wartością koszyka, szerokim katalogiem i relatywnie niewielką marżą jednostkową. Sama średnia wartość zamówienia może przy tym ukrywać problem. Firma z AOV na poziomie 80 EUR może mieć niewielką liczbę koszyków powyżej 120 EUR i jednocześnie bardzo dużo zamówień o wartości 10–20 EUR. Dlatego wpływu nowych zasad nie warto oceniać wyłącznie na podstawie jednej średniej. Bardziej użyteczny jest podział sprzedaży według wartości rzeczywistej przesyłek, liczby podpozycji taryfowych i marży generowanej przez poszczególne typy koszyków.

Przykład kalkulacji zamówienia

Załóżmy, że klient w Polsce kupuje w sklepie wysyłającym z Great Britain koszulkę za 18 EUR oraz zegarek za 45 EUR. Wartość rzeczywista przesyłki wynosi 63 EUR, a więc mieści się poniżej progu 150 EUR. Jeżeli przesyłka jest objęta tymczasowym mechanizmem 3 EUR — co do zasady dotyczy to sprzedaży na odległość towarów importowanych w przesyłkach do 150 EUR — a koszulka i zegarek należą do dwóch różnych podpozycji taryfowych, mamy dwie odrębne kategorie towarowe. Ryczałtowe cło wynosi więc 6 EUR. Nie jest to 3 EUR od całej paczki ani 3 EUR od każdej fizycznej sztuki według prostego licznika produktów. Gdyby klient kupił pięć identycznych T-shirtów klasyfikowanych w tej samej podpozycji, dla potrzeb naliczenia ryczałtu byłaby to jedna kategoria i 3 EUR. Jeżeli jednak do tych T-shirtów dołączyłby zegarek należący do innej podpozycji, pojawiłyby się dwie kategorie, a należność wzrosłaby do 6 EUR.

Na tym kalkulacja kosztu zamówienia się nie kończy. VAT nadal musi zostać prawidłowo rozliczony, przy czym przedsiębiorca może wykorzystywać IOSS, Special Arrangements albo właściwy standardowy model rozliczenia importu. IOSS porządkuje sposób pobierania i rozliczania VAT, ale nie jest warunkiem zastosowania ryczałtu 3 EUR ani mechanizmem automatycznie z niego zwalniającym. Do kosztu mogą ponadto dojść transport, komercyjne opłaty operatora za odprawę oraz inne wydatki związane z obsługą importu. Od 1 listopada 2026 r. należy dodatkowo uwzględnić odrębną unijną handling fee dla małych przesyłek. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że 6 EUR z powyższego przykładu jest wyłącznie należnością celną wynikającą z mechanizmu przejściowego, a nie całkowitym kosztem sprowadzenia zamówienia do klienta w UE.

Nie tylko cło: dodatkowe koszty odprawy i obsługi przewoźnika

Ryczałtowe cło 3 EUR należy wyraźnie oddzielić od opłat pobieranych przez firmy uczestniczące w procesie logistycznym. Przewoźnik, operator pocztowy, przedstawiciel celny lub inny podmiot obsługujący import może naliczać własne wynagrodzenie za przygotowanie zgłoszenia, przeprowadzenie odprawy, wyłożenie należności lub pobranie pieniędzy od odbiorcy. Taka opłata ma charakter komercyjny i nie jest tym samym co należność celna przewidziana przepisami. W praktyce może się więc zdarzyć, że przesyłka generuje 3 albo 6 EUR cła, ale łączny koszt jej obsługi jest wyraźnie wyższy. Jeżeli koszty te pojawiają się dopiero przy doręczeniu, zwiększa się również ryzyko niezadowolenia klienta, odmowy przyjęcia przesyłki oraz kosztownego zwrotu towaru do nadawcy.

Od 1 listopada 2026 r. należy dodatkowo uwzględnić unijną handling fee dla małych przesyłek. Jest to odrębna opłata od ryczałtowego cła 3 EUR oraz od komercyjnych opłat pobieranych przez przewoźników i operatorów celnych. Wysokość unijnej handling fee ma zostać określona przez Komisję, dlatego na 17 września 2026 r. nie należy jeszcze wpisywać do kalkulacji konkretnej kwoty bez późniejszego aktu ustalającego jej poziom. Dla firmy przygotowującej budżet oznacza to konieczność rozdzielenia co najmniej trzech kategorii kosztów: samej należności celnej, regulacyjnej handling fee oraz komercyjnego kosztu obsługi odprawy. Dopiero do tego dochodzą VAT i transport. Uproszczenie całej reformy do hasła „3 EUR więcej od przesyłki” może więc poważnie zaniżyć rzeczywisty wpływ nowych zasad na marżę.

Istotnym elementem przygotowania do 1 listopada 2026 r. są również dane produktowe. Zgodnie z wytycznymi Komisji Product Identifiers, czyli PID, mogą być przekazywane dobrowolnie od 1 lipca 2026 r., natomiast od 1 listopada 2026 r. mają stać się obowiązkowym elementem objętych tym wymogiem zgłoszeń e-commerce. Dla firmy oznacza to, że praca nad master data nie powinna ograniczać się do poprawnego kodu CN, opisu produktu, wartości i kraju pochodzenia. Trzeba również upewnić się, że odpowiednie identyfikatory produktu są dostępne w systemach i mogą zostać prawidłowo przekazane dalej do operatora logistycznego lub podmiotu obsługującego zgłoszenie. Przy większej skali brak spójnych danych może być problemem operacyjnym równie istotnym jak sam wzrost należności.

Czy trzeba zmienić ceny w sklepie?

Cztery sposoby przeniesienia kosztu

Po 1 lipca 2026 r. nie każda firma będzie musiała automatycznie podnieść ceny, ale praktycznie każdy sprzedawca wysyłający z Great Britain do konsumentów w UE powinien ponownie policzyć rentowność zamówień. Nowe należności można rozłożyć na kilka sposobów. Pierwszy polega na pełnym pokryciu kosztu przez sprzedawcę i potraktowaniu go jako elementu marży. Drugi zakłada ekonomiczne przeniesienie kosztu na klienta, na przykład poprzez odpowiednie ukształtowanie ceny albo dodatkową pozycję przy zakupie. Nie oznacza to jednak automatycznie, że konsument staje się podmiotem odpowiedzialnym za zapłatę cła organom celnym. Zgodnie z aktualnymi wytycznymi Komisji obowiązek zapłaty tymczasowego cła zasadniczo spoczywa na deklarancie, którym w zależności od modelu może być podmiot związany z IOSS, użytkownik Special Arrangements albo odpowiedni przedstawiciel pośredni. Trzecim rozwiązaniem jest wbudowanie kosztu w ceny produktów lub dostawy, dzięki czemu klient widzi wyższą cenę, ale nie musi analizować dodatkowych składników. Czwarty wariant to model mieszany, w którym firma część kosztu absorbuje, a część odzyskuje poprzez ceny, koszt transportu albo progi darmowej dostawy.

Nie ma jednego modelu właściwego dla każdego e-commerce, ponieważ wynik zależy od wartości rzeczywistej przesyłki, liczby kategorii taryfowych, marży i poziomu konkurencji na danym rynku. Największym błędem byłoby pozostawienie dotychczasowego cennika bez sprawdzenia, jak zmieniła się ekonomika typowych zamówień. Sklep z wysoką marżą i koszykiem bliskim 150 EUR może być w stanie przejąć część kosztu bez widocznej zmiany ceny. Firma sprzedająca produkty po 10–20 EUR może nie mieć takiej możliwości, szczególnie jeśli klient często łączy kilka różnych kategorii taryfowych w jednej przesyłce. W kalkulacji trzeba również uwzględnić sposób rozliczenia VAT, transport, komercyjne opłaty za obsługę odprawy oraz inne koszty związane z importem. Osobno należy uwzględnić unijną handling fee dla małych przesyłek, którą państwa członkowskie mają zacząć stosować najpóźniej 1 listopada 2026 r.; jej wysokość ma określić Komisja. Zmiana cen nie powinna więc wynikać z prostego doliczenia jednej stałej kwoty, lecz z analizy rzeczywistych scenariuszy zamówień i kosztów występujących w konkretnym modelu fulfillmentu.

Co powinien zobaczyć klient przy checkout?

Z perspektywy klienta najważniejsze jest nie to, z jakiego przepisu wynika dana należność, ale ile ostatecznie zapłaci i czy po złożeniu zamówienia pojawią się jeszcze dodatkowe koszty. Checkout powinien więc odpowiadać na podstawowe pytanie: czy cena widoczna przed płatnością jest ceną końcową z punktu widzenia kupującego. Jeżeli sprzedawca ekonomicznie przejmuje koszty importu, klient powinien otrzymać jasną informację, że należności związane z importem zostały uwzględnione i nie powinny być ponownie pobierane przy doręczeniu. Jeżeli natomiast model zakłada, że określone koszty mogą zostać przeniesione ekonomicznie na klienta albo pojawić się na późniejszym etapie procesu, powinno to być przedstawione w sposób zrozumiały jeszcze przed finalizacją transakcji. Ogólne sformułowanie typu „mogą obowiązywać dodatkowe opłaty” może formalnie sygnalizować ryzyko, ale z punktu widzenia customer experience nadal pozostawia klienta bez realnej wiedzy o całkowitym koszcie zakupu.

Trzeba przy tym odróżnić ekonomiczne przeniesienie kosztu na konsumenta od prawnej odpowiedzialności za zapłatę cła. W przypadku tymczasowego mechanizmu 3 EUR aktualne wytyczne Komisji wskazują, że odpowiedzialnym wobec organów celnych jest zasadniczo deklarant, a konsument jest zobowiązany bezpośrednio tylko w ograniczonych przypadkach. Dla średniego e-commerce rozwijającego sprzedaż w kilku państwach UE checkout staje się więc miejscem, w którym spotykają się podatki, cło, logistyka i konwersja. Im więcej kosztów sprzedawca potrafi wiarygodnie policzyć przed płatnością, tym mniejsze ryzyko nieporozumień po zakupie. Nie oznacza to, że wszystkie składniki muszą być eksponowane jako oddzielne pozycje. W wielu modelach lepsze doświadczenie daje jedna przejrzysta cena końcowa niż szczegółowe rozbijanie każdej należności. Ważne jest natomiast, aby sposób prezentowania kosztów odpowiadał temu, co rzeczywiście stanie się podczas importu i doręczenia.

Dlaczego niespodziewana dopłata przy doręczeniu może kosztować więcej niż samo cło

Dodatkowe 3 lub 6 EUR może wydawać się niewielką kwotą z perspektywy przedsiębiorstwa, ale dla klienta problemem często nie jest sama wysokość należności, lecz fakt, że dowiaduje się o niej dopiero po zakupie. Jeżeli po kilku dniach od zapłaty konsument otrzymuje wiadomość od przewoźnika z żądaniem dopłaty przed wydaniem przesyłki, jego doświadczenie znacząco odbiega od standardu typowej sprzedaży krajowej czy wewnątrzunijnej. Część klientów zapłaci, ale część może odmówić odbioru, uznać transakcję za nieprzejrzystą albo skontaktować się z obsługą klienta. Wtedy koszt przedsiębiorcy przestaje ograniczać się do samej należności importowej. Dochodzi czas zespołu supportu, koszt zwrotu przesyłki, ponownego magazynowania, zwrotu pieniędzy oraz potencjalna utrata klienta, którego wcześniej firma pozyskała za konkretny koszt marketingowy.

Przy większej skali nawet niewielki wzrost odsetka odmów odbioru może znacząco pogorszyć ekonomikę rynku. Dodatkowym problemem są reklamacje i spory dotyczące płatności, jeśli kupujący uważa, że końcowa cena nie została mu przedstawiona jasno. Dlatego w modelu sprzedaży transgranicznej warto porównywać nie tylko bezpośredni koszt DDP i DAP, ale również koszt nieprzewidywalności po stronie klienta. Rozwiązanie, które na poziomie pojedynczej paczki wydaje się tańsze, może generować więcej kosztów w obsłudze posprzedażowej. Im bardziej marka chce konkurować jakością doświadczenia zakupowego, szybkością dostawy i powtarzalnością zakupów, tym większe znaczenie ma ograniczenie momentów, w których klient musi samodzielnie rozwiązywać kwestie importowe po dokonaniu płatności.

DDP czy DAP po 1 lipca 2026 r.?

DDP — koszt znany przed dostawą

Poniższe porównanie opisuje przede wszystkim ekonomiczny i operacyjny efekt DDP i DAP; dokładna odpowiedzialność celna i podatkowa zależy również od struktury konkretnego importu. W modelu DDP sprzedawca przejmuje na siebie szeroki zakres obowiązków i kosztów związanych z dostarczeniem towaru do uzgodnionego miejsca, w tym co do zasady organizację formalności importowych i ekonomiczne pokrycie należności związanych z importem. Z punktu widzenia klienta największą zaletą jest przewidywalność. Cena zapłacona podczas zakupu może zostać skonstruowana jako cena końcowa, a konsument nie musi oczekiwać dodatkowego żądania zapłaty od przewoźnika przy odprawie lub doręczeniu. Dla sklepu internetowego sprzedającego na konkurencyjnych rynkach UE jest to istotna korzyść, ponieważ doświadczenie zakupowe przypomina wtedy bardziej standardową dostawę krajową. Klient skupia się na produkcie, terminie dostawy i cenie, a nie na procesie importowym, z którym zazwyczaj nie chce mieć bezpośredniego kontaktu.

DDP stawia jednak większe wymagania po stronie sprzedawcy. Firma musi potrafić prawidłowo oszacować należności celne, sposób rozliczenia VAT, koszty odprawy i opłaty operatorów, a także uwzględnić unijną handling fee dla małych przesyłek, którą państwa członkowskie mają zacząć stosować najpóźniej 1 listopada 2026 r. i której wysokość ma określić Komisja. Potrzebne są poprawne dane o klasyfikacji taryfowej, wartości rzeczywistej przesyłki, pochodzeniu i sposobie rozliczenia VAT. Ważne jest również odpowiednie ułożenie relacji z przewoźnikiem lub podmiotem obsługującym odprawę, tak aby koszty rzeczywiście były rozliczane zgodnie z modelem oferowanym klientowi. Samo użycie reguły DDP nie rozstrzyga automatycznie wszystkich kwestii dotyczących tego, kto jest importerem dla celów prawa celnego i kto ma konkretne obowiązki podatkowe. Te elementy wymagają odrębnej analizy.

DAP — niższa kontrola nad doświadczeniem zakupowym

W modelu DAP sprzedawca odpowiada za dostarczenie towaru do uzgodnionego miejsca, natomiast formalności importowe i związane z nimi należności nie są przejmowane przez niego w takim samym zakresie jak przy DDP. W praktyce może to oznaczać, że klient będzie musiał pokryć określone koszty związane z importem lub obsługą przesyłki, zależnie od tego, jak zorganizowany został cały proces i kto pełni funkcję deklaranta. Nie należy jednak z samego zastosowania DAP wyciągać wniosku, że konsument automatycznie staje się podmiotem odpowiedzialnym wobec organów celnych za zapłatę tymczasowego cła 3 EUR. Aktualne wytyczne Komisji wskazują, że obowiązek ten zasadniczo spoczywa na deklarancie. DAP może natomiast oznaczać, że ekonomiczny ciężar części kosztów importowych lub opłat związanych z obsługą zostanie przeniesiony na odbiorcę.

W handlu B2C ta różnica ma większe znaczenie niż w wielu relacjach biznesowych. Konsument kupujący produkt za kilkadziesiąt euro niekoniecznie rozumie, dlaczego po opłaceniu zamówienia musi wykonać kolejną płatność na rzecz kuriera lub operatora. Jeżeli łączna dopłata obejmuje kilka różnych kosztów, może być znacznie wyższa niż kwota, której klient się spodziewał. Skutkiem może być odmowa odbioru, kontakt z obsługą klienta, negatywna opinia albo rezygnacja z kolejnych zakupów. DAP nie musi być złym rozwiązaniem w każdym modelu, ale przy sprzedaży konsumenckiej wymaga bardzo jasnej komunikacji i dobrego zrozumienia rzeczywistego procesu odprawy. Im bardziej firma konkuruje prostotą zakupu i przewidywalnością dostawy, tym większym kosztem biznesowym może być przenoszenie części procesu importowego na klienta.

Które elementy trzeba policzyć przed wyborem modelu

Porównanie DDP i DAP powinno rozpocząć się od rzeczywistych danych sprzedażowych, a nie od samej stawki za transport. Pierwszym elementem jest wpływ cła, w tym tymczasowego mechanizmu 3 EUR dla objętych nim przesyłek. Następnie trzeba uwzględnić sposób rozliczenia VAT, ponieważ w e-commerce B2C nie należy traktować VAT po prostu jako dodatkowego kosztu ponad cenę. Przy IOSS VAT jest zasadniczo pobierany od klienta już przy sprzedaży, natomiast sposób jego rozliczenia wpływa na przepływ finansowy i przebieg importu. Kolejnymi elementami są koszt zgłoszenia i odprawy, prowizje pobierane przez przewoźnika, opłaty za wyłożenie należności oraz unijna handling fee dla małych przesyłek, którą państwa członkowskie mają zacząć stosować najpóźniej 1 listopada 2026 r. Wszystkie te składniki trzeba odnieść do średniej wartości koszyka, jego struktury taryfowej i rzeczywistej marży.

Dopiero później warto przejść do wpływu modelu na zachowanie klienta. DDP może obniżyć marżę na pojedynczej transakcji, jeżeli sprzedawca absorbuje większą część kosztów, ale jednocześnie ograniczać ryzyko odmów odbioru i zgłoszeń do supportu. DAP może wyglądać korzystniej w podstawowej kalkulacji kosztowej, ale oznaczać mniejszą kontrolę nad tym, co klient zobaczy po zakupie. Dla firmy o średniej wartości koszyka 120 EUR, wysokiej marży i niskim odsetku zwrotów właściwy model może być zupełnie inny niż dla sklepu z AOV na poziomie 25 EUR i szerokim katalogiem. Decyzję warto więc podejmować na podstawie pełnego kosztu realizacji zamówienia, sposobu rozliczenia VAT, odpowiedzialności deklaranta, wpływu na marżę i doświadczenie klienta, a nie tylko pytania, która reguła Incoterms pozwala sprzedawcy zapłacić mniej przy samej odprawie.

Co zmiana oznacza dla IOSS?

IOSS nadal ma znaczenie dla VAT

IOSS nadal pozostaje ważnym elementem sprzedaży B2C do konsumentów w UE, ponieważ służy do rozliczania VAT przy sprzedaży na odległość towarów importowanych w przesyłkach o wartości rzeczywistej nieprzekraczającej 150 EUR. W modelu IOSS VAT jest pobierany od konsumenta przy sprzedaży, natomiast import korzysta z odpowiedniego zwolnienia z VAT, co pozwala uniknąć poboru VAT importowego od odbiorcy przy odprawie lub doręczeniu. Z perspektywy klienta ma to duże znaczenie, ponieważ końcowy koszt zakupu jest bardziej przewidywalny, a ryzyko pojawienia się dodatkowego żądania zapłaty VAT po złożeniu zamówienia zostaje ograniczone. Dla sklepu oznacza to natomiast większą kontrolę nad sposobem prezentowania ceny oraz nad przebiegiem całej transakcji. IOSS nadal może więc porządkować obsługę VAT w sprzedaży do wielu państw UE i poprawiać doświadczenie zakupowe, ale jego rola nie zmieniła się w procedurę, która rozwiązuje wszystkie kwestie związane z importem niskowartościowych przesyłek.

Po 1 lipca 2026 r. szczególnie ważne jest oddzielenie funkcji IOSS od nowych zasad celnych. Tymczasowe cło 3 EUR zostało wprowadzone jako odrębny mechanizm i obejmuje co do zasady sprzedaż na odległość towarów importowanych w przesyłkach do 150 EUR, niezależnie od tego, czy VAT jest rozliczany poprzez IOSS, Special Arrangements czy standardowy model VAT. IOSS pozostaje więc narzędziem do organizacji VAT, ale nie wyznacza samodzielnie całkowitego kosztu importu. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że prawidłowo wdrożony IOSS może uporządkować jedną część procesu, natomiast nadal trzeba niezależnie przeanalizować cło, sposób zgłoszenia, klasyfikację taryfową produktów, ewentualne preferencje, koszty odprawy i nowe obowiązki dotyczące danych produktowych.

Czego IOSS nie robi

Najważniejsze rozróżnienie można ująć bardzo prosto: IOSS może uporządkować VAT, ale nie eliminuje tymczasowego cła 3 EUR. To szczególnie istotne dla firm, które przed 1 lipca 2026 r. przyzwyczaiły się do łączenia niskiej wartości przesyłki i IOSS z relatywnie prostym modelem importu. Po zmianie sam fakt, że VAT został prawidłowo pobrany przy sprzedaży, nie oznacza, że przesyłka pozostanie bez należności celnej. Trzeba osobno ustalić liczbę kategorii towarowych identyfikowanych według właściwych podpozycji taryfowych i odpowiednio skalkulować ryczałt. IOSS nie zastępuje również poprawnej klasyfikacji produktu, nie określa jego pochodzenia, nie usuwa obowiązku zgłoszenia celnego i nie chroni przed dodatkowymi kosztami związanymi z obsługą odprawy.

IOSS nie rozwiązuje też problemu logistycznego. Nie odpowiada na pytanie, czy lepszy będzie model DDP czy DAP, czy warto utrzymywać zapas w Great Britain, czy przenieść część fulfillmentu do UE ani kto powinien ekonomicznie ponosić koszty importu. Nie zastępuje również analizy ewentualnych preferencji wynikających z pochodzenia towaru. Aktualne wytyczne przewidują jednak określone wyłączenie dla towarów korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej — pod warunkiem, że VAT nie został pobrany poprzez IOSS i towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. Oznacza to, że model rozliczenia VAT, sposób zgłoszenia i pochodzenie mogą wspólnie wpływać na końcowy sposób rozliczenia. IOSS powinien być więc traktowany jako jeden element większej struktury sprzedaży transgranicznej, a nie jako uniwersalne rozwiązanie wszystkich obowiązków związanych z importem.

Dlaczego strategia VAT i strategia celna muszą być analizowane oddzielnie

W praktyce średniego e-commerce strategia VAT i strategia celna często spotykają się w tym samym zamówieniu, ale odpowiadają na różne pytania. Strategia VAT dotyczy przede wszystkim tego, gdzie podatek jest należny, w jaki sposób zostanie pobrany i zaraportowany oraz czy w danym modelu zastosowanie znajdzie IOSS, OSS albo lokalna rejestracja VAT. Strategia celna koncentruje się natomiast na tym, jak towar jest klasyfikowany, jakie ma pochodzenie, w jaki sposób jest zgłaszany przy imporcie, kto pełni rolę deklaranta i jakie należności celne mogą powstać. Jeżeli firma analizuje te obszary łącznie, ale bez ich rozdzielenia, łatwo o błędne założenia, na przykład że prawidłowo rozliczony VAT automatycznie oznacza prawidłowo obsłużony import albo że sposób pobrania VAT sam w sobie przesądza o zastosowaniu konkretnej należności celnej.

Dla firmy planującej ekspansję najlepszym podejściem jest więc projektowanie obu obszarów równolegle, ale na osobnych założeniach. Dla każdego rynku warto wiedzieć, jak będzie rozliczany VAT, a jednocześnie dla każdego głównego strumienia logistycznego trzeba rozumieć klasyfikację taryfową, pochodzenie, sposób zgłoszenia i koszty związane z odprawą. Dopiero zestawienie obu analiz pokazuje pełną ekonomikę zamówienia. To szczególnie ważne po 1 lipca 2026 r., ponieważ model niskowartościowej sprzedaży z Great Britain do UE stał się bardziej wielowarstwowy. VAT, cło 3 EUR, ewentualne preferencje, unijna handling fee i komercyjne opłaty operatorów są odrębnymi elementami, które mogą pojawić się w jednej transakcji, ale nie powinny być ze sobą utożsamiane.

Dane produktowe stają się częścią strategii celnej

Jakich danych potrzebujesz dla każdego SKU?

Po zmianach z 2026 r. jakość danych produktowych przestaje być wyłącznie kwestią porządku w katalogu i staje się elementem prawidłowej obsługi importu. Dla każdego SKU firma powinna posiadać spójne informacje pozwalające prawidłowo zidentyfikować towar i rozliczyć go przy przekroczeniu granicy UE. Najważniejsza jest prawidłowa klasyfikacja taryfowa towaru, w tym właściwy kod stosowany w zgłoszeniu celnym, a także precyzyjny opis produktu, kraj pochodzenia, cena jednostkowa, wartość pozycji i liczba sztuk. Potrzebne są również dane odbiorcy, informacje związane z wykorzystaniem IOSS, jeżeli ten model ma zastosowanie, oraz dokumentacja potwierdzająca preferencyjne pochodzenie w sytuacjach, w których firma chce korzystać z odpowiednich preferencji. Od 1 listopada 2026 r. do tego zestawu należy również dodać wymagany Product Identifier, jeżeli dany produkt i zgłoszenie są objęte tym wymogiem. Ogólny opis typu „gift”, „accessory” czy „clothes” może być niewystarczający, ponieważ nie pozwala prawidłowo rozpoznać rzeczywistego charakteru towaru.

Dane te powinny być spójne nie tylko w jednym systemie, ale w całym łańcuchu operacyjnym. Jeżeli sklep przechowuje jedną nazwę produktu, system magazynowy drugą, a operator logistyczny otrzymuje uproszczony opis i inną klasyfikację, ryzyko błędnej odprawy szybko rośnie. To samo dotyczy kraju pochodzenia. W systemach nie powinno się utożsamiać miejsca wysyłki z pochodzeniem celnym, ponieważ produkt magazynowany w Great Britain może pochodzić z Chin, Turcji, Indii lub innego państwa. Dla firmy działającej na dużym katalogu kluczowe staje się więc stworzenie jednego wiarygodnego źródła danych o SKU i przekazywanie tych informacji bez zmian do kolejnych systemów uczestniczących w realizacji zamówienia. W takim modelu dane produktowe przestają być wyłącznie zapleczem sklepu internetowego, a stają się częścią procesu celnego i podatkowego.

Product Identifiers od 1 listopada 2026 r.

Kolejną zmianą, na którą e-commerce musi przygotować dane produktowe, są Product Identifiers, czyli PID. Zgodnie z aktualnymi wytycznymi mogą one być przekazywane dobrowolnie od 1 lipca 2026 r., natomiast od 1 listopada 2026 r. mają stać się obowiązkowe dla objętych tym wymogiem zgłoszeń e-commerce. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca nie powinien czekać do końca października z weryfikacją, czy wymagane identyfikatory są dostępne w katalogu oraz czy mogą zostać poprawnie przekazane do systemów obsługujących wysyłkę i odprawę. Dla firmy z kilkuset SKU brakujące dane można jeszcze uzupełnić relatywnie szybko, ale przy katalogu obejmującym tysiące wariantów, wielu dostawców i kilka systemów operacyjnych taki proces staje się już projektem dotyczącym master data, integracji i jakości danych.

Wprowadzenie PID zwiększa znaczenie ustrukturyzowanych danych pozwalających organom celnym lepiej identyfikować towary i prowadzić kontrole związane między innymi z bezpieczeństwem oraz zgodnością produktów. Nie należy więc traktować PID jako jednego uniwersalnego numeru, który każdy merchant ma po prostu stworzyć we własnym systemie. Istotne jest to, jakie identyfikatory są wymagane dla danego rodzaju produktu i zgłoszenia oraz czy mogą być prawidłowo przekazywane przez cały łańcuch operacyjny. Jeżeli odpowiedni identyfikator musi przejść z katalogu sklepu do systemu fulfillmentowego, następnie do przewoźnika i dalej do danych celnych, każda przerwa w tym przepływie może stać się problemem operacyjnym. Dlatego przed 1 listopada warto sprawdzić nie tylko obecność odpowiednich danych w bazie, ale również możliwość ich eksportowania, mapowania i zachowania na wszystkich etapach realizacji zamówienia.

Co może się wydarzyć, jeśli dane w sklepie i dokumentacji celnej się nie zgadzają

Niespójne dane mogą prowadzić do problemów wykraczających daleko poza pojedynczą korektę w zgłoszeniu. Jeżeli klasyfikacja taryfowa jest błędna, może zostać naliczona niewłaściwa należność albo nieprawidłowo ustalona co najmniej liczba kategorii objętych ryczałtem 3 EUR. Jeżeli kraj pochodzenia w systemie sklepu nie odpowiada dokumentacji dostawcy, firma może mieć problem z wykazaniem preferencji lub zostać zmuszona do ponownego ustalenia należności. Nieprecyzyjny opis może utrudnić identyfikację produktu, a nieprawidłowa wartość może wpłynąć na sposób obsługi przesyłki. W rezultacie nawet prosty błąd w danych może prowadzić do dodatkowych pytań, opóźnienia odprawy lub zatrzymania przesyłki do czasu wyjaśnienia rozbieżności.

Przy większej skali szczególnie niebezpieczne są błędy systemowe. Jedna nieprawidłowa wartość przypisana do popularnego SKU może zostać powielona w setkach zgłoszeń, zanim zespół zauważy problem. Wtedy koszt nie ogranicza się do jednej przesyłki, ale obejmuje korekty, pracę zespołu operacyjnego, opóźnienia w dostawach i potencjalne reklamacje klientów. Dlatego dane celne powinny podlegać podobnej kontroli jakości jak ceny czy stany magazynowe. Przy planowaniu ekspansji warto traktować klasyfikację taryfową, pochodzenie, opis, wartość, wymagany PID oraz informacje potrzebne do rozliczenia VAT jako podstawowe atrybuty SKU, a nie dodatkowe pola uzupełniane dopiero przy odprawie. Im wcześniej dane są poprawne i spójne w całym systemie, tym mniej wyjątków trzeba obsługiwać ręcznie na ostatnim etapie dostawy.

Czy przeniesienie zapasów do UE rozwiązuje problem?

Jak działa import zbiorczy do magazynu w UE

Przeniesienie części zapasów do magazynu w UE zmienia przede wszystkim moment i charakter procesu importowego. Zamiast wysyłać z Great Britain tysiące pojedynczych paczek bezpośrednio do konsumentów w Polsce, Niemczech, Francji czy innych państwach członkowskich, przedsiębiorca może sprowadzić większą partię towaru do wybranego magazynu na terenie Unii. Odprawa odbywa się wtedy na etapie importu tej partii, a po dopuszczeniu towarów do swobodnego obrotu ich późniejsza wysyłka z magazynu unijnego do konsumenta nie jest ponownym importem z UK przy każdym zamówieniu. Tymczasowy mechanizm 3 EUR dotyczący objętych nim niskowartościowych towarów importowanych w ramach sprzedaży na odległość nie jest więc naliczany przy każdej późniejszej paczce wysyłanej z zapasu znajdującego się już w UE. Import większej partii zapasu do magazynu unijnego podlega jednak własnym zasadom celnym i podatkowym; nie należy automatycznie stosować do niego mechanizmu 3 EUR właściwego dla objętych nim niskowartościowych przesyłek w sprzedaży na odległość.

Dla firmy różnica jest przede wszystkim operacyjna. W modelu bezpośredniej wysyłki z Great Britain praktycznie każde zamówienie wiąże się z przekroczeniem zewnętrznej granicy celnej UE i wymaga prawidłowego przekazania danych potrzebnych do obsługi importu. W modelu magazynu unijnego proces celny zostaje przesunięty na etap sprowadzenia większej partii zapasu, natomiast późniejszy fulfillment odbywa się już z towaru dopuszczonego do swobodnego obrotu. Nie oznacza to jednak, że jedna zbiorcza odprawa jest automatycznie tańsza ani że przedsiębiorca płaci po prostu „to samo cło wcześniej”. Charakter importu jest inny, dlatego trzeba osobno przeanalizować klasyfikację taryfową, pochodzenie, właściwe stawki celne, VAT importowy, transport zbiorczy, magazynowanie oraz dalszą sprzedaż z zapasu znajdującego się w UE.

Potencjalne korzyści

Najbardziej widoczną korzyścią magazynu w UE jest ograniczenie liczby indywidualnych przesyłek przechodzących odprawę na zewnętrznej granicy Unii. Z perspektywy operacyjnej może to oznaczać mniej przypadków, w których pojedyncze zamówienie zostaje opóźnione z powodu konieczności uzupełnienia danych, wyjaśnienia klasyfikacji albo obsługi formalności importowych. Po dopuszczeniu zapasu do swobodnego obrotu realizacja zamówienia do klienta w Polsce, Niemczech czy Francji przypomina standardowy fulfillment z magazynu znajdującego się w UE. Łatwiej również skonstruować przejrzystą cenę końcową, ponieważ konsument nie kupuje produktu, który dopiero po złożeniu zamówienia musi zostać indywidualnie zaimportowany z Great Britain. Dla marek konkurujących szybkością i przewidywalnością dostawy może być to istotna przewaga operacyjna.

Magazyn w UE może również skrócić czas dostawy i uprościć obsługę zwrotów, szczególnie gdy sprzedaż na kilku europejskich rynkach osiągnęła już stabilny wolumen. Korzyść nie wynika jednak wyłącznie z ograniczenia liczby indywidualnych odpraw. Firma zyskuje większą kontrolę nad zapasem przeznaczonym na rynek unijny, może lepiej planować dostępność produktów i ograniczać ryzyko, że konsument zostanie włączony w proces importowy. Z drugiej strony pojawia się potrzeba utrzymywania kapitału w zapasie znajdującym się w UE oraz dokładniejszego prognozowania popytu. Jeżeli sprzedaż jest niewielka lub nieregularna, dodatkowy magazyn może stworzyć więcej kosztów niż oszczędności. Korzyści pojawiają się więc przede wszystkim wtedy, gdy skala działalności pozwala rozłożyć koszty importu, magazynowania i fulfillmentu na odpowiednio dużą liczbę zamówień.

Koszty i obowiązki, których nie można pominąć

Import zbiorczy do UE nie usuwa obowiązków podatkowych i celnych, lecz przenosi je na inny etap łańcucha dostaw. Przy wprowadzeniu towaru do Unii trzeba ustalić prawidłową klasyfikację taryfową, pochodzenie oraz należności celne właściwe dla tego rodzaju importu, a także sposób rozliczenia VAT importowego. Następnie pojawia się kwestia obowiązków VAT w państwie, w którym przechowywany jest zapas. Utrzymywanie własnego zapasu w magazynie w innym państwie UE co do zasady wymaga przeanalizowania lokalnej rejestracji VAT i w typowych modelach fulfillmentowych prowadzi do takiego obowiązku. Późniejsza sprzedaż B2C do konsumentów w innych państwach członkowskich wymaga natomiast odpowiedniego ułożenia rozliczeń, a w takim modelu znaczenia może nabrać OSS. Jest to inny etap sprzedaży niż importowana sprzedaż na odległość obsługiwana poprzez IOSS.

Do podatków i cła dochodzą koszty fizycznego fulfillmentu. Firma musi uwzględnić transport większych partii, przyjęcie towaru, składowanie, kompletację, pakowanie, wysyłkę krajową i transgraniczną w UE oraz obsługę zwrotów. Trzeba również pamiętać o obowiązkach niezwiązanych bezpośrednio z cłem, które mogą wynikać z wprowadzania produktów na poszczególne rynki, w tym o wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa i zgodności produktów, dokumentacji oraz obowiązkach środowiskowych, takich jak właściwe systemy EPR tam, gdzie znajdują zastosowanie. Przeniesienie zapasów do UE nie jest więc prostą zamianą kosztu 3 EUR na brak kosztu. To zmiana całej architektury operacyjnej, która może być korzystna przy odpowiedniej skali, ale wymaga jednoczesnego policzenia podatków, logistyki, compliance i kapitału zamrożonego w zapasie.

Kiedy model magazynu w UE warto przeliczyć

Model magazynu w UE warto poważnie przeanalizować wtedy, gdy sprzedaż na rynkach unijnych przestaje być eksperymentem i staje się stałym kanałem przychodów. Szczególnie istotny jest powtarzalny wolumen zamówień, ponieważ przy dużej liczbie pojedynczych wysyłek z Great Britain rośnie znaczenie kosztów obsługi importu oraz złożoność całego procesu. Drugim sygnałem jest szeroki katalog produktów. Jeżeli klienci regularnie łączą w jednej przesyłce towary należące do wielu podpozycji taryfowych, wpływ mechanizmu 3 EUR może być większy niż w sklepie sprzedającym jeden powtarzalny typ produktu. Trzecim sygnałem jest niska średnia wartość zamówienia, ponieważ stałe i półstałe koszty związane z importem mają wtedy proporcjonalnie większy wpływ na marżę.

Przeliczenie powinno obejmować więcej niż porównanie stawki kurierskiej z ceną fulfillmentu. Firma powinna zestawić koszt bezpośredniego modelu Great Britain–konsument z pełnym kosztem importu zbiorczego, transportu do magazynu UE, składowania, lokalnych obowiązków VAT, późniejszych dostaw i zwrotów. Warto również uwzględnić wpływ na konwersję oraz customer experience, ponieważ szybsza dostawa i brak niespodziewanych formalności importowych po stronie konsumenta mogą mieć wartość biznesową trudniejszą do uchwycenia w prostym porównaniu kosztu paczki. Im większy i bardziej przewidywalny jest rynek unijny dla firmy, tym bardziej zasadne staje się traktowanie lokalizacji zapasu jako decyzji strategicznej, a nie wyłącznie logistycznej.

Co się stanie, jeśli niczego nie zmienię?

Twoja marża może spaść, zanim zauważysz problem

Najbardziej podstępny scenariusz nie polega na tym, że sprzedaż nagle przestanie działać. Znacznie bardziej prawdopodobne jest stopniowe pogarszanie rentowności części zamówień. Jeżeli firma pozostawi ceny, koszty dostawy i założenia dotyczące marży na poziomie sprzed 1 lipca 2026 r., dodatkowe należności mogą przez pewien czas być absorbowane przez biznes bez wyraźnego sygnału dla zespołu sprzedażowego. Dotyczy to szczególnie sklepów o szerokim katalogu, ponieważ koszt 3 EUR zależy od liczby odrębnych kategorii wynikających z klasyfikacji taryfowej, a nie wyłącznie od wartości przesyłki. Jedne koszyki pozostaną relatywnie rentowne, podczas gdy inne mogą zacząć generować znacznie niższą marżę, mimo że z punktu widzenia raportów sprzedażowych mają podobną wartość.

Problem może być trudniejszy do wykrycia, jeżeli koszty odprawy i transportu są raportowane zbiorczo albo fakturowane przez operatora z opóźnieniem. Wówczas wzrost sprzedaży na danym rynku może wyglądać pozytywnie, podczas gdy rzeczywista rentowność fulfillmentu stopniowo się pogarsza. Dodatkowo trzeba uwzględnić sposób rozliczenia VAT, komercyjne opłaty operatorów oraz unijną handling fee dla małych przesyłek, którą państwa członkowskie mają zacząć stosować najpóźniej 1 listopada 2026 r., przy czym jej wysokość ma określić Komisja. Brak reakcji nie oznacza więc zachowania dotychczasowego modelu kosztowego. Oznacza prowadzenie sprzedaży przy nowych zasadach, ale na założeniach finansowych przygotowanych dla wcześniejszego systemu.

Klient może dostać rachunek, którego się nie spodziewał

Drugim ryzykiem jest rozbieżność pomiędzy ceną, którą klient uważa za końcową, a tym, co dzieje się później podczas transportu i odprawy. Jeżeli model sprzedaży nie został odpowiednio dostosowany, konsument może po dokonaniu płatności otrzymać od operatora żądanie uregulowania określonych kosztów związanych z importem lub obsługą przesyłki. Nie oznacza to automatycznie, że konsument jest prawnym dłużnikiem z tytułu tymczasowego cła 3 EUR, ponieważ zgodnie z aktualnymi wytycznymi odpowiedzialność wobec organów celnych zasadniczo spoczywa na deklarancie. Ekonomiczny ciężar kosztu może jednak zostać przeniesiony na klienta albo przy doręczeniu mogą pojawić się inne opłaty pobierane przez operatora. Dla konsumenta prawne rozróżnienie między tymi kwotami ma zwykle mniejsze znaczenie niż fakt, że po zapłaceniu za zamówienie pojawia się kolejny rachunek.

Taki scenariusz jest szczególnie problematyczny w sprzedaży do klientów przyzwyczajonych do płynnego e-commerce wewnątrz UE. Konsument, który przy checkout widzi konkretną cenę i koszt dostawy, zazwyczaj zakłada, że zna pełny koszt transakcji. Jeżeli rzeczywistość wygląda inaczej, firma musi później wyjaśniać strukturę opłat, nawet gdy zostały one naliczone prawidłowo. To zwiększa obciążenie supportu i może wpływać na postrzeganie marki. Dlatego przejrzystość checkoutu nie jest wyłącznie kwestią komunikacji. Jest konsekwencją tego, czy system sprzedażowy, sposób rozliczenia VAT, odpowiedzialność deklaranta i organizacja importu zostały zaprojektowane jako jeden spójny proces.

Wzrośnie ryzyko odmowy odbioru i zwrotów

Niespodziewane koszty przy doręczeniu mogą przełożyć się bezpośrednio na odmowy odbioru. Nie każdy klient będzie skłonny dopłacić do produktu, za który jego zdaniem już zapłacił pełną cenę. Im niższa wartość zamówienia, tym bardziej dodatkowa opłata może wydawać się nieproporcjonalna. Odmowa odbioru nie kończy jednak kosztów po stronie sklepu. Przesyłka musi zostać odpowiednio obsłużona przez operatora, a następnie zwrócona, zmagazynowana albo w inny sposób rozliczona. Firma może ponieść kolejny koszt transportu, koszt pracy zespołu obsługi klienta oraz koszt zwrotu środków. Jeżeli produkt był wysyłany z Great Britain, sam proces zwrotu może być dodatkowo bardziej złożony niż przy typowej przesyłce krajowej.

Przy dużej liczbie zamówień wzrost odsetka takich przypadków nawet o niewielką wartość może mieć zauważalny wpływ na rentowność rynku. Do kosztu operacyjnego dochodzi koszt utraconego klienta oraz wcześniej poniesiony koszt jego pozyskania. W efekcie firma może ograniczać własny bezpośredni koszt poprzez przeniesienie części ekonomicznego ciężaru na odbiorcę, ale jednocześnie płacić więcej za nieudane dostawy, support i zwroty. Brak dostosowania procesu powinien być więc oceniany nie tylko przez pryzmat kosztu odprawy jednej paczki, lecz także przez cały cykl zamówienia, łącznie z ryzykiem odmowy odbioru i utratą kolejnych zakupów.

Błędne dane mogą zatrzymać przesyłkę na granicy

Po zmianach z 2026 r. jakość danych produktowych ma jeszcze większe znaczenie dla płynności odprawy. Jeżeli klasyfikacja taryfowa, kraj pochodzenia, wartość albo opis produktu są niespójne, operator lub organ celny może potrzebować dodatkowych informacji przed zakończeniem procesu. Problemem może być również brak danych wymaganych dla konkretnego zgłoszenia. Szczególne znaczenie ma termin 1 listopada 2026 r., od którego Product Identifiers mają stać się obowiązkowe dla objętych tym wymogiem zgłoszeń e-commerce. Firma, która posiada wymagane dane wyłącznie w części katalogu albo nie potrafi przekazać ich przez integrację do partnera logistycznego, może napotkać problem dopiero w momencie, gdy zamówienie jest już w drodze.

Największym zagrożeniem dla średniego e-commerce są błędy powtarzalne. Jeden błędnie sklasyfikowany bestseller lub nieprawidłowo mapowane pole w integracji może wpłynąć nie na jedną, ale na setki kolejnych przesyłek. Wtedy ręczne poprawianie zgłoszeń szybko staje się kosztowne, a opóźnienia zaczynają wpływać na customer experience. Dlatego kontrola master data powinna odbywać się przed wysyłką, a nie dopiero wtedy, gdy przesyłka zostanie zatrzymana do wyjaśnienia. Przy rosnącym wolumenie ręczne „ratowanie” pojedynczych odpraw przestaje być procesem, który można skutecznie skalować.

Możesz zapłacić niewłaściwe cło

Błędna klasyfikacja taryfowa może wpływać bezpośrednio na wysokość ryczałtowego cła. Mechanizm 3 EUR nie jest oparty na liczbie fizycznych sztuk, lecz na odrębnych kategoriach towaru identyfikowanych według właściwych podpozycji taryfowych. Jeżeli firma błędnie rozpozna klasyfikację albo system nieprawidłowo grupuje produkty, może dojść do niewłaściwego ustalenia liczby kategorii w przesyłce. W jednym przypadku należność może zostać zawyżona, w innym zaniżona. Przy pojedynczym zamówieniu różnica może wynosić kilka euro, ale przy tysiącach przesyłek powtarzalny błąd może mieć już istotny wymiar finansowy.

Ryzyko nie ogranicza się przy tym do samego mechanizmu przejściowego. Dane wykorzystywane dzisiaj będą miały znaczenie również później, gdy system celny przejdzie do kolejnego etapu reformy. Próba obniżania kosztów poprzez sztuczne łączenie produktów lub przypisywanie nieprawidłowej klasyfikacji nie rozwiązuje problemu, lecz go zwiększa. Firma potrzebuje poprawnych danych zarówno po to, aby właściwie naliczyć obecny ryczałt, jak i po to, aby przygotować się na system obowiązujący po zakończeniu rozwiązania przejściowego. Błędy w tym obszarze są więc jednocześnie ryzykiem finansowym i problemem jakości danych.

Możesz stracić możliwość zastosowania preferencji

Nieuporządkowane dane o pochodzeniu mogą sprawić, że firma nie będzie w stanie skorzystać z preferencyjnego traktowania nawet wtedy, gdy produkt potencjalnie spełnia odpowiednie reguły. Sam fakt, że towar został wyprodukowany w Great Britain albo że dostawca deklaruje brytyjskie pochodzenie, nie wystarcza, jeżeli przedsiębiorca nie posiada dokumentacji wymaganej do wykazania preferencji. Jeszcze większe ryzyko występuje w katalogach mieszanych, gdzie część produktów rzeczywiście pochodzi z UK, a inne zostały wyprodukowane w państwach trzecich i jedynie magazynowane w Great Britain. Jeżeli system nie rozróżnia tych sytuacji, firma może zarówno pominąć należną preferencję, jak i zastosować ją tam, gdzie nie ma do tego podstaw.

Ma to znaczenie również w okresie obowiązywania tymczasowego mechanizmu 3 EUR. Aktualne zasady przewidują określone wyłączenie dla towarów korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej, jeżeli VAT nie został pobrany poprzez IOSS i towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. Skorzystanie z takiego rozwiązania wymaga jednak łącznego spełnienia odpowiednich warunków, a nie jedynie zaznaczenia w systemie, że produkt jest „z UK”. Brak wiarygodnych danych i dokumentów może więc oznaczać realny koszt w postaci niewykorzystanej preferencji albo ryzyko zastosowania preferencji bez wystarczającej podstawy.

Problem będzie większy w 2028 r., jeśli procesy nadal będą działać „po staremu”

Tymczasowe cło 3 EUR ma obowiązywać do 1 lipca 2028 r. Od tego momentu dla e-commerce ma rozpocząć się kolejny etap reformy: ryczałt zostanie zastąpiony normalnymi taryfami celnymi zależnymi od rodzaju towaru, a korzystanie z EU Customs Data Hub stanie się obowiązkowe dla przedsiębiorstw e-commerce. Oznacza to, że klasyfikacja taryfowa, pochodzenie i jakość danych produktowych będą miały jeszcze większe znaczenie niż w okresie przejściowym. Zakończenie ryczałtu nie oznacza więc powrotu do prostszego systemu. Przeciwnie, przedsiębiorca będzie musiał dysponować jeszcze lepszymi danymi pozwalającymi prawidłowo określić sposób rozliczenia poszczególnych produktów.

Dlatego lata 2026–2028 warto traktować jako okres na uporządkowanie procesów, a nie tylko czas obowiązywania tymczasowego cła. Firma, która w tym okresie poprawi klasyfikację taryfową katalogu, dane o pochodzeniu, dokumentację dostawców, PID, sposób przekazywania informacji oraz logikę cenową i logistyczną, będzie znacznie lepiej przygotowana do kolejnego etapu reformy. Proces zbudowany wyłącznie wokół obecnego ryczałtu 3 EUR za kategorię towarową nie będzie odpowiednim fundamentem dla systemu obowiązującego po zakończeniu rozwiązania przejściowego. Ma to szczególne znaczenie dla firm planujących ekspansję, ponieważ wraz ze wzrostem wolumenu każdy ręczny wyjątek, każda nieprawidłowa klasyfikacja i każda niespójność danych stają się coraz droższe do obsługi.

Największym ryzykiem nie jest więc samo dodatkowe 3 EUR. Jest nim prowadzenie sprzedaży transgranicznej na procesach, cenach i danych przygotowanych dla systemu, który już nie obowiązuje.

Co zmieni się ponownie 1 lipca 2028 r.?

Dlaczego 3 euro to rozwiązanie przejściowe

Tymczasowego cła 3 EUR nie należy traktować jako docelowego modelu rozliczania niskowartościowego importu do Unii Europejskiej. Mechanizm został wprowadzony jako rozwiązanie przejściowe stosowane od 1 lipca 2026 r. do uruchomienia kolejnego etapu systemu, planowanego na 1 lipca 2028 r. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że wdrożenie prostego założenia „dodajemy 3 EUR za każdą odrębną kategorię towaru i temat jest zamknięty” będzie niewystarczające. Obecny ryczałt pozwala czasowo rozliczać część niskowartościowej sprzedaży na odległość według uproszczonego mechanizmu, ale zgodnie z aktualnym harmonogramem po jego wygaśnięciu towary mają podlegać normalnym taryfom celnym zależnym od rodzaju towaru. Znacznie większego znaczenia nabierze wtedy prawidłowa klasyfikacja konkretnego produktu, ponieważ wysokość należności nie będzie już oparta na jednym ryczałcie stosowanym według liczby kategorii w przesyłce.

Z biznesowego punktu widzenia okres obowiązywania 3 EUR powinien być traktowany raczej jako czas na przygotowanie procesów niż jako nowa stabilna rzeczywistość. Firma, która dziś jedynie doliczy ryczałt do modelu finansowego, może w 2028 r. stanąć przed koniecznością kolejnej dużej przebudowy pricingu, danych i integracji. Znacznie bezpieczniejsze jest wykorzystanie tego czasu do uporządkowania klasyfikacji taryfowej, pochodzenia produktów, dokumentacji dostawców oraz sposobu przekazywania informacji do przewoźników i podmiotów uczestniczących w odprawie. Dzięki temu przejście z rozwiązania ryczałtowego do systemu opartego na normalnych taryfach nie będzie oznaczało budowania procesów od początku.

EU Customs Data Hub i dalsza reforma

Zgodnie z aktualnym harmonogramem reformy od 1 lipca 2028 r. korzystanie z EU Customs Data Hub do obsługi przepływów e-commerce ma stać się obowiązkowe dla przedsiębiorstw objętych tym systemem. Kierunek zmian jest jasny: unijne organy celne chcą opierać obsługę importu na bardziej ustrukturyzowanych, spójnych i dostępnych cyfrowo danych o towarach oraz transakcjach. Dla sklepu internetowego nie jest to wyłącznie zmiana technologiczna po stronie administracji. Oznacza większe znaczenie jakości informacji, które powstają znacznie wcześniej niż samo zgłoszenie celne, czyli już na etapie tworzenia produktu w katalogu, pozyskiwania danych od dostawcy i konfiguracji systemów odpowiedzialnych za realizację zamówienia.

Nie ma więc potrzeby projektowania dzisiaj procesów wyłącznie pod nazwę lub konkretną architekturę przyszłego systemu. Ważniejsze jest przygotowanie danych, które będą mogły być przekazywane w sposób spójny i skalowalny niezależnie od kanału technicznego. Klasyfikacja taryfowa, pochodzenie, identyfikatory produktu, wartości i informacje wymagane przy imporcie powinny być przechowywane w sposób uporządkowany, a nie uzupełniane ręcznie dopiero wtedy, gdy paczka ma opuścić magazyn. Dla średniego e-commerce z tysiącami SKU właśnie ten element może mieć największe znaczenie w 2028 r. Problemem nie będzie bowiem samo pojawienie się nowego systemu, lecz sytuacja, w której firma nie posiada wiarygodnych danych, które mogłaby do niego przekazać.

Dlaczego warto projektować procesy na więcej niż najbliższe dwa lata

Najbardziej kosztownym podejściem byłoby przygotowanie całej organizacji wyłącznie pod okres przejściowy. Jeżeli system pricingowy, logika checkoutu i integracje logistyczne zostaną zbudowane wokół jednego stałego ryczałtu, po zakończeniu mechanizmu konieczna będzie kolejna przebudowa. Procesy powinny być przygotowane na sytuację, w której koszt celny zależy od właściwości konkretnego SKU, jego klasyfikacji, pochodzenia i sposobu importu. W praktyce oznacza to, że dane taryfowe i pochodzenie powinny być przypisane na poziomie produktu, a system powinien umożliwiać ich aktualizację bez ręcznej ingerencji przy każdym zamówieniu. Podobnie polityka cenowa powinna pozwalać reagować na różne obciążenia w zależności od rynku i struktury koszyka.

To samo dotyczy logistyki. Decyzja o DDP, DAP czy magazynie w UE nie powinna być podejmowana wyłącznie na podstawie obecnego ryczałtu 3 EUR. Model powinien być wystarczająco elastyczny, aby można było zmienić operatora, sposób odprawy, lokalizację zapasu czy sposób kalkulacji kosztów bez przebudowy całego procesu sprzedażowego. Firma planująca ekspansję potrzebuje rozwiązania, które wytrzyma nie tylko wzrost liczby zamówień, ale również dalsze zmiany regulacyjne. Skalowalność w tym przypadku oznacza przede wszystkim dobre dane, jasne przypisanie odpowiedzialności i integracje, które pozwalają aktualizować reguły bez wykonywania setek ręcznych korekt.

Co powinien zrobić sklep wysyłający z UK do UE? Plan w 8 krokach

Sprawdź, skąd fizycznie zaczyna się transport towaru

Pierwszym krokiem jest ustalenie rzeczywistego punktu rozpoczęcia transportu do konsumenta w UE. Nie wystarczy wiedzieć, gdzie zarejestrowana jest spółka albo jaki kraj widnieje w adresie marki. Dla procesu importowego znaczenie ma fizyczne miejsce, z którego towar wyrusza do Unii. Jeżeli zamówienia są realizowane z magazynu w Anglii, Szkocji lub Walii, mówimy o wysyłce z Great Britain i imporcie do UE. Jeśli natomiast zapas został już wcześniej dopuszczony do swobodnego obrotu i znajduje się w magazynie w Polsce, Niemczech czy innym państwie UE, późniejsza dostawa do konsumenta nie jest kolejnym importem z UK. Osobno trzeba analizować przepływ towarów z Irlandii Północnej, ponieważ obowiązuje tam szczególny reżim dotyczący handlu towarowego z Unią.

W średniej firmie ten krok warto wykonać nie tylko na poziomie deklaracji zespołu logistycznego, ale na poziomie rzeczywistych strumieni zamówień. Część SKU może być wysyłana z Great Britain, część z magazynu w UE, a kolejne bezpośrednio od producenta. Jeżeli wszystkie te scenariusze trafiają do jednego raportu sprzedażowego, trudno później prawidłowo obliczyć wpływ reformy. Punktem wyjścia powinno być więc rozpisanie głównych tras fulfillmentowych oraz przypisanie do nich wolumenu, wartości przesyłek i sposobu odprawy.

Przeprowadź audyt SKU i klasyfikacji taryfowej

Drugim krokiem powinien być audyt danych produktowych, zaczynając od klasyfikacji taryfowej. Warto sprawdzić, czy każdy istotny SKU posiada właściwą klasyfikację stosowaną przy zgłoszeniu celnym i czy dane te są spójne pomiędzy sklepem, systemem magazynowym, fulfillmentem i przewoźnikiem. Ma to bezpośredni wpływ na tymczasowy mechanizm 3 EUR, ponieważ ryczałt jest naliczany dla każdej odrębnej kategorii towaru identyfikowanej według właściwej podpozycji taryfowej, a nie według liczby fizycznych sztuk. Błąd w klasyfikacji popularnego produktu może więc być powielany w setkach przesyłek i prowadzić do nieprawidłowego obliczenia należności.

Audyt nie powinien ograniczać się do sprawdzenia, czy „jakikolwiek kod” znajduje się w bazie. Trzeba ocenić, czy klasyfikacja nadal odpowiada rzeczywistym cechom produktu oraz czy zespół wie, kto odpowiada za jej ustalanie i aktualizowanie. Szczególnej uwagi wymagają nowe produkty, zestawy, warianty oraz kategorie dodawane podczas ekspansji katalogu. Im większy asortyment, tym bardziej opłaca się traktować klasyfikację jako stały element master data, a nie informację wpisywaną ręcznie tuż przed wysyłką.

Zweryfikuj kraj i preferencyjne pochodzenie towarów

Trzecim krokiem jest rozdzielenie miejsca wysyłki od pochodzenia celnego. Produkt znajdujący się w brytyjskim magazynie nie musi mieć brytyjskiego pochodzenia, a przechowywanie lub przepakowanie towaru w Great Britain nie powoduje automatycznej zmiany jego pochodzenia. Firma powinna więc ustalić dla kluczowych SKU, gdzie towary zostały wyprodukowane, czy spełniają odpowiednie reguły pochodzenia oraz czy dostępna jest dokumentacja pozwalająca wykazać preferencję. Ma to szczególne znaczenie w katalogach, w których brytyjskie produkty są sprzedawane obok towarów sprowadzanych wcześniej z Azji lub innych państw trzecich.

Preferencje trzeba analizować również w kontekście aktualnego mechanizmu przejściowego. Określone towary korzystające z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej mogą być wyłączone z ryczałtu 3 EUR, jeżeli VAT nie został pobrany poprzez IOSS i towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. Nie oznacza to, że „towar brytyjski” automatycznie unika ryczałtu. Konieczne jest łączne sprawdzenie pochodzenia, modelu VAT, sposobu zgłoszenia oraz dokumentacji. Bez tych danych nie da się prawidłowo ocenić kosztu importu.

Policz 3 EUR na rzeczywistych koszykach, a nie na liczbie paczek

Czwarty krok polega na przełożeniu nowych zasad na realne dane sprzedażowe. Zamiast mnożyć liczbę paczek przez 3 EUR, trzeba przeanalizować najczęstsze kombinacje produktów i ustalić, ile odrębnych kategorii taryfowych pojawia się w typowym zamówieniu. Pięć identycznych T-shirtów sklasyfikowanych w tej samej podpozycji może oznaczać jeden ryczałt, podczas gdy T-shirt i zegarek należące do dwóch różnych podpozycji mogą oznaczać 6 EUR. Dla sklepu z szerokim katalogiem różnica pomiędzy tymi scenariuszami może istotnie wpływać na rentowność, szczególnie przy niskiej wartości rzeczywistej przesyłki.

Najlepiej wykonać taką analizę na rzeczywistych danych z kilku miesięcy sprzedaży. Warto podzielić koszyki według wartości, liczby kategorii wynikających z podpozycji taryfowych i generowanej marży. Pozwala to zobaczyć, które segmenty są najbardziej wrażliwe na nowe należności oraz czy obecny pricing nadal się broni. Ta sama analiza będzie również przydatna przy porównywaniu wysyłki bezpośredniej z modelem magazynu w UE, ponieważ pokazuje, ile kosztuje obecna struktura fulfillmentu, a nie tylko pojedyncza przykładowa paczka.

Zdecyduj, kto ekonomicznie poniesie nowy koszt

Piątym krokiem jest decyzja cenowa. Firma może przejąć koszt w swojej marży, wbudować go w cenę produktu, odpowiednio zmienić koszt dostawy albo zastosować model mieszany. Możliwe jest również ekonomiczne przeniesienie części kosztu na klienta, ale nie należy utożsamiać tego z prawną odpowiedzialnością za zapłatę cła organom celnym. Aktualne wytyczne wskazują, że odpowiedzialność zasadniczo spoczywa na deklarancie, natomiast konsument jest bezpośrednio zobowiązany jedynie w ograniczonych przypadkach. Dla przedsiębiorcy najważniejsze jest więc nie tylko to, kto ostatecznie finansuje należność, lecz także jak jest ona pobierana i komunikowana.

Decyzja powinna wynikać z marży, wartości koszyka i strategii marki. Sklep sprzedający produkty premium może być w stanie wbudować większą część kosztów w cenę, podczas gdy biznes konkurujący przede wszystkim ceną może mieć mniejszą przestrzeń. Warto również pamiętać o pozostałych kosztach importu, komercyjnych opłatach operatorów oraz odrębnej unijnej handling fee dla małych przesyłek, która zgodnie z aktualnym harmonogramem ma zostać wprowadzona najpóźniej 1 listopada 2026 r.; jej wysokość ma ustalić Komisja. Sama odpowiedź na pytanie „kto pokryje 3 EUR” jest więc zbyt wąska. Trzeba ustalić, jak firma finansuje pełny koszt realizacji transakcji.

Zweryfikuj model VAT i sposób wykorzystania IOSS

Szóstym krokiem jest sprawdzenie, czy obecny sposób rozliczenia VAT odpowiada rzeczywistemu modelowi sprzedaży. Jeżeli firma korzysta z IOSS, powinna zweryfikować, czy mechanizm jest prawidłowo stosowany do objętych nim przesyłek, VAT jest pobierany przy sprzedaży, a informacje potrzebne do zastosowania odpowiedniego zwolnienia przy imporcie są prawidłowo przekazywane w procesie logistycznym. IOSS nadal pozostaje bardzo użytecznym narzędziem VAT, ale po 1 lipca 2026 r. nie należy traktować go jako mechanizmu rozwiązującego jednocześnie kwestie celne. IOSS porządkuje VAT, ale nie eliminuje tymczasowego cła 3 EUR.

Jeżeli firma rozważa przeniesienie zapasu do UE, analiza VAT również się zmienia. Zamiast IOSS istotne mogą stać się lokalne rejestracje VAT związane z magazynem oraz OSS przy późniejszej sprzedaży B2C pomiędzy państwami członkowskimi. Dlatego strategię VAT należy analizować razem z logistyką, ale nie utożsamiać jej ze strategią celną. To, co jest efektywne przy bezpośredniej wysyłce z Great Britain, nie musi być właściwym rozwiązaniem po zmianie lokalizacji zapasu.

Porównaj DDP, DAP oraz potencjalny fulfillment w UE

Siódmym krokiem jest zestawienie głównych modeli realizacji sprzedaży na tych samych danych. DDP może zapewnić klientowi bardziej przewidywalną cenę i ograniczyć niespodziewane płatności przy doręczeniu, ale wymaga od sprzedawcy lepszej kontroli nad kosztami importu oraz współpracy z operatorem obsługującym odprawę. DAP może pozostawiać część kosztów i formalności importowych po stronie odbiorcy, zależnie od konkretnej struktury dostawy i odprawy, ale jednocześnie zmniejsza kontrolę sprzedawcy nad doświadczeniem klienta. Sam wybór Incotermu nie przesądza przy tym o wszystkich obowiązkach celnych i podatkowych, dlatego strukturę importu trzeba przeanalizować oddzielnie.

Trzecim scenariuszem powinien być fulfillment w UE. Jeżeli wolumen jest wystarczająco wysoki, warto porównać koszt indywidualnych wysyłek z Great Britain z importem większej partii zapasu do unijnego magazynu i późniejszą dystrybucją wewnątrz UE. Do porównania trzeba włączyć cło, sposób rozliczenia VAT, transport, magazynowanie, fulfillment, zwroty i wymagane rejestracje. Właściwe pytanie nie brzmi więc „DDP czy DAP?”, lecz „który model daje najniższy pełny koszt przy akceptowalnym poziomie obsługi klienta i ryzyka operacyjnego?”.

Przygotuj dane produktowe na dalsze zmiany i przetestuj cały proces

Ostatni krok dotyczy fundamentu, od którego zależy większość pozostałych działań, czyli danych. Dla każdego SKU powinny być dostępne poprawne informacje o klasyfikacji taryfowej, opisie, pochodzeniu, wartości i innych danych wymaganych w zgłoszeniu. Trzeba również sprawdzić dokumentację potrzebną do wykazania preferencji oraz przepływ informacji związanych z VAT. Od 1 listopada 2026 r. dodatkowego znaczenia nabierają Product Identifiers, które mają stać się obowiązkowe dla objętych tym wymogiem zgłoszeń e-commerce. Firma powinna więc zweryfikować nie tylko to, czy wymagane dane istnieją, ale również czy mogą być prawidłowo przekazywane przez wszystkie systemy uczestniczące w realizacji zamówienia.

Przed wdrożeniem zmian na pełną skalę warto również przeprowadzić test procesu end-to-end na kilku typowych scenariuszach sprzedażowych. Powinny znaleźć się wśród nich przesyłka z jednym SKU, kilka sztuk tego samego SKU, koszyk zawierający produkty należące do kilku różnych podpozycji taryfowych oraz zamówienia o różnych wartościach rzeczywistych. W każdym przypadku trzeba sprawdzić, jakie dane otrzymał operator, jak została zaklasyfikowana przesyłka, jaka należność została naliczona, kto ją faktycznie rozliczył oraz czy klient otrzymał zamówienie bez niespodziewanych opłat. Taki test często ujawnia problemy z integracjami i mapowaniem danych wcześniej niż analiza samej dokumentacji.

To przygotowanie ma znaczenie znacznie wykraczające poza koniec 2026 r. Zgodnie z aktualnym harmonogramem od 1 lipca 2028 r. rozpocznie się kolejny etap reformy, z normalnymi taryfami zależnymi od rodzaju towaru i obowiązkowym wykorzystaniem EU Customs Data Hub dla objętych nim przedsiębiorstw e-commerce. Jeżeli firma do tego czasu posiada uporządkowaną klasyfikację, pochodzenie, identyfikatory, stabilne integracje i przetestowany proces operacyjny, kolejna zmiana będzie przede wszystkim aktualizacją reguł. Jeżeli natomiast dane nadal są zbierane ręcznie przy każdej odprawie, 2028 r. może oznaczać konieczność przebudowy całego sposobu obsługi sprzedaży transgranicznej.

Przykład: jak zmiana może wyglądać w rzeczywistym sklepie internetowym

Założenia: brytyjski sklep, klient w Polsce i koszyk poniżej 150 EUR

Załóżmy, że sklep internetowy realizuje zamówienia z magazynu w Anglii i sprzedaje bezpośrednio konsumentom w Polsce. Klient kupuje T-shirt za 18 EUR, zegarek za 45 EUR i pasek za 20 EUR. Wartość rzeczywista przesyłki wynosi więc 83 EUR, a zatem mieści się poniżej progu 150 EUR. Przyjmijmy również, że każdy z tych produktów należy do odrębnej podpozycji taryfowej. Dla potrzeb tymczasowego mechanizmu mamy więc trzy odrębne kategorie towaru. Jeżeli przesyłka podlega mechanizmowi 3 EUR dla sprzedaży na odległość importowanych towarów o wartości rzeczywistej do 150 EUR, tymczasowe cło wyniesie 9 EUR. Nie ma przy tym znaczenia, że wszystko znajduje się w jednym kartonie. Gdyby klient zamiast trzech różnych produktów kupił pięć identycznych T-shirtów należących do tej samej podpozycji taryfowej, dla potrzeb naliczenia ryczałtu byłaby to jedna kategoria i należność wyniosłaby 3 EUR.

Na tym etapie sklep powinien rozdzielić cło od VAT. Jeżeli wykorzystuje IOSS, VAT właściwy dla Polski jest pobierany od konsumenta przy sprzedaży, a import korzysta z odpowiedniego zwolnienia z VAT, dzięki czemu klient nie powinien ponownie płacić VAT importowego przy odprawie. IOSS nie usuwa jednak ryczałtowego cła 3 EUR, dlatego przy przyjętych założeniach nadal powstaje 9 EUR tymczasowego cła. Jeżeli sklep korzysta z innego sposobu rozliczenia VAT, mechanizm podatkowy będzie wyglądał inaczej, ale nadal trzeba osobno ustalić sposób obsługi cła. Dodatkowo mogą pojawić się komercyjne opłaty operatora za odprawę, a zgodnie z aktualnym harmonogramem najpóźniej 1 listopada 2026 r. ma zostać wprowadzona również odrębna unijna handling fee dla małych przesyłek, której wysokość ma określić Komisja.

Od kalkulacji cła do doświadczenia klienta

Kolejna decyzja dotyczy sposobu dostawy i tego, co zobaczy klient po zapłaceniu 83 EUR za produkty oraz należnego VAT. Jeżeli sprzedawca organizuje dostawę w modelu pozwalającym uwzględnić koszty importu z góry, może wbudować 9 EUR cła i pozostałe przewidywalne koszty w cenę produktów albo koszt dostawy. Wtedy konsument widzi podczas checkoutu cenę, która możliwie wiernie odzwierciedla całkowity koszt zakupu. Jeżeli natomiast struktura dostawy pozostawia część kosztów lub formalności po stronie odbiorcy, po wysyłce może pojawić się dodatkowy kontakt ze strony operatora. W okresie przejściowym odpowiedzialność za zapłatę cła należy ustalać według zasad dotyczących konkretnego zgłoszenia i deklaranta. Nie należy utożsamiać jej z ekonomicznym przeniesieniem kosztu na konsumenta.

Ten sam koszyk pokazuje, dlaczego przedsiębiorca nie powinien patrzeć wyłącznie na sprzedaż o wartości 83 EUR. Z punktu widzenia raportu handlowego zamówienie może wyglądać bardzo dobrze, ale jego rentowność zależy również od trzech odrębnych kategorii taryfowych, sposobu rozliczenia VAT, kosztu odprawy, modelu dostawy i tego, czy sklep przejmuje ekonomiczny ciężar kosztów importowych. Jeżeli takich zamówień są tysiące miesięcznie, nawet kilka euro różnicy w kalkulacji może znacząco zmienić wynik rynku. Właśnie dlatego po 1 lipca 2026 r. analiza fulfillmentu powinna zaczynać się od rzeczywistych koszyków i danych produktowych, a nie od jednego uśrednionego założenia dotyczącego kosztu wysyłki z Great Britain do UE.

Najczęstsze błędy dotyczące nowych zasad

„3 euro płaci się od każdej paczki”

To najczęstsze uproszczenie, a jednocześnie jedno z najbardziej mylących. Tymczasowe cło nie jest naliczane jako stała opłata 3 EUR za każdą paczkę przekraczającą granicę UE. Ryczałt jest stosowany do każdej odrębnej kategorii towaru identyfikowanej według właściwej podpozycji taryfowej. Jeżeli w przesyłce znajduje się pięć identycznych T-shirtów sklasyfikowanych w tej samej podpozycji, dla potrzeb tego mechanizmu mamy jedną kategorię, a więc 3 EUR. Jeżeli w tej samej przesyłce znajduje się T-shirt i zegarek należące do różnych podpozycji, są to dwie kategorie i ryczałt wynosi 6 EUR. Liczba paczek ani fizycznych sztuk nie jest więc samodzielną podstawą kalkulacji.

To rozróżnienie ma bezpośrednie znaczenie dla marży. Sklep, który przyjmie uproszczony model „liczba paczek × 3 EUR”, może zarówno zawyżyć, jak i zaniżyć przewidywany koszt. Szczególnie duże różnice mogą pojawić się w firmach z szerokim asortymentem i wysokim udziałem zamówień wieloproduktowych. Prawidłowa kalkulacja wymaga spojrzenia na strukturę rzeczywistych koszyków oraz klasyfikację taryfową poszczególnych SKU. Dopiero wtedy można ocenić, jak duży jest faktyczny wpływ mechanizmu przejściowego na koszt sprzedaży.

„Jeśli korzystam z IOSS, nowe cło mnie nie dotyczy”

IOSS jest mechanizmem dotyczącym VAT, a nie zwolnieniem z należności celnych. W modelu IOSS VAT należny w państwie konsumenta jest pobierany już przy sprzedaży, a import korzysta z odpowiedniego zwolnienia z VAT. Dzięki temu odbiorca nie powinien ponownie płacić VAT importowego podczas odprawy lub przy doręczeniu. Nie oznacza to jednak, że przesyłka pozostaje bez cła. Po 1 lipca 2026 r. tymczasowy mechanizm 3 EUR obejmuje co do zasady sprzedaż na odległość importowanych towarów w przesyłkach o wartości rzeczywistej do 150 EUR niezależnie od tego, czy VAT jest rozliczany poprzez IOSS, Special Arrangements czy standardowy model VAT.

IOSS nadal jest więc ważnym elementem dobrze zaprojektowanej sprzedaży B2C, ale rozwiązuje inny problem niż strategia celna. Firma powinna osobno ustalić, jak pobiera i raportuje VAT, a osobno przeanalizować klasyfikację taryfową, liczbę kategorii w przesyłce, pochodzenie, sposób zgłoszenia oraz należności celne. Szczególne wyjątki mogą występować przy określonych towarach korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej, jeżeli VAT nie został pobrany poprzez IOSS i towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. To dodatkowo pokazuje, dlaczego IOSS i cło powinny być analizowane jako dwa powiązane, ale odrębne obszary.

„Jeśli wysyłam z UK, towar ma brytyjskie pochodzenie”

Miejsce wysyłki nie przesądza o pochodzeniu celnym towaru. Produkt może znajdować się w magazynie w Anglii, być tam pakowany i wysyłany do klienta w Polsce, a mimo to pochodzić z Chin, Indii, Turcji lub innego państwa. Samo składowanie, przepakowanie czy reeksport z Great Britain nie nadają automatycznie brytyjskiego pochodzenia. Aby produkt mógł korzystać z określonych preferencji związanych z pochodzeniem UK, musi spełniać odpowiednie reguły pochodzenia, a przedsiębiorca powinien posiadać dokumentację pozwalającą wykazać tę preferencję. Dlatego pola „kraj wysyłki” i „kraj pochodzenia” nie powinny być traktowane jako synonimy w systemie produktowym.

Błąd w tym obszarze może działać w obie strony. Firma może niesłusznie zakładać, że wszystkie towary z brytyjskiego magazynu kwalifikują się do preferencji, ale może też nie wykorzystać preferencji dla produktów, które rzeczywiście spełniają odpowiednie warunki. W przypadku tymczasowego mechanizmu 3 EUR samo brytyjskie pochodzenie również nie oznacza automatycznego wyłączenia ryczałtu. Aktualne zasady przewidują określone wyłączenie, ale wymaga ono spełnienia dodatkowych warunków, w tym tego, aby VAT nie został pobrany poprzez IOSS oraz aby towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. Pochodzenie jest więc ważnym elementem kalkulacji, ale nie powinno być oceniane wyłącznie na podstawie adresu magazynu.

„Towary do 150 euro nie wymagają odprawy”

Próg 150 EUR był wcześniej związany ze zwolnieniem z należności celnych przywozowych, a nie z całkowitym wyłączeniem przesyłki z procedur celnych. Już przed 1 lipca 2026 r. niskowartościowe przesyłki importowane do UE wymagały odpowiedniej obsługi celnej i przekazania danych potrzebnych do ich zgłoszenia. Zniesienie zwolnienia nie tworzy więc od zera obowiązku odprawy, lecz zmienia sposób ustalania należności dla tego segmentu sprzedaży. Po 1 lipca 2026 r. jakość danych ma dodatkowo jeszcze większe znaczenie, ponieważ od klasyfikacji taryfowej zależy między innymi liczba kategorii objętych ryczałtem 3 EUR.

W praktyce firma powinna posiadać prawidłowy opis produktu, klasyfikację taryfową, informacje o pochodzeniu i wartości oraz pozostałe dane wymagane dla konkretnego zgłoszenia. Od 1 listopada 2026 r. dodatkowego znaczenia nabierają Product Identifiers dla objętych tym obowiązkiem zgłoszeń e-commerce. Założenie, że „poniżej 150 EUR nie ma odprawy”, może więc prowadzić do zaniedbania dokładnie tych danych, które po zmianach są coraz ważniejsze. Próg określa zakres określonych mechanizmów i uproszczeń, ale nie oznacza braku formalności celnych.

„Nowe 3 euro to po prostu kolejny podatek konsumencki”

Ryczałt 3 EUR jest należnością celną, a nie nowym podatkiem konsumenckim doliczanym automatycznie do każdego zamówienia. W okresie przejściowym odpowiedzialność za zapłatę cła należy ustalać według zasad dotyczących konkretnego zgłoszenia i deklaranta. Nie należy utożsamiać tej odpowiedzialności z ekonomicznym przeniesieniem kosztu na konsumenta. Sprzedawca może bowiem uwzględnić koszt cła w cenie produktu, kosztach dostawy lub innej części kalkulacji, ale nie oznacza to automatycznie, że klient staje się podmiotem odpowiedzialnym za zapłatę tej należności organom celnym. Z perspektywy przedsiębiorcy ważne jest więc rozdzielenie pytania „kto prawnie odpowiada za należność?” od pytania „kto ostatecznie ponosi jej ekonomiczny koszt?”.

Docelowa reforma systemu e-commerce idzie jeszcze dalej, przenosząc odpowiedzialność za formalności i należności celne z końcowego konsumenta na podmioty sprzedające do UE w ramach sprzedaży na odległość, zgodnie z zasadami nowego systemu. Dodatkowo 3 EUR nie powinno być mylone ani z VAT, ani z unijną handling fee, ani z komercyjnymi opłatami operatorów. VAT pozostaje odrębnym podatkiem rozliczanym według właściwych zasad, handling fee jest osobnym mechanizmem przewidzianym dla małych przesyłek, a przewoźnik lub przedstawiciel celny może naliczać własne wynagrodzenie za obsługę. Dla przedsiębiorcy ma to praktyczne znaczenie, ponieważ na jednej transakcji mogą pojawić się różne kategorie kosztów, mimo że klient może odbierać je po prostu jako „opłaty importowe”.

„Wystarczy przygotować proces na 3 euro i temat jest zamknięty do kolejnej dekady”

Ryczałt 3 EUR jest rozwiązaniem przejściowym, dlatego budowanie całego procesu wokół obecnej stawki byłoby krótkowzroczne. Zgodnie z aktualnym harmonogramem kolejny etap reformy ma rozpocząć się 1 lipca 2028 r. Wtedy tymczasowy mechanizm ma zostać zastąpiony normalnymi taryfami zależnymi od rodzaju towaru, a korzystanie z EU Customs Data Hub ma stać się obowiązkowe dla przedsiębiorstw e-commerce objętych nowym systemem. Oznacza to, że dane, które dzisiaj są potrzebne do prawidłowego naliczenia ryczałtu, za dwa lata będą jeszcze ważniejsze. Klasyfikacja taryfowa konkretnego produktu będzie jednym z kluczowych elementów ustalania właściwej stawki celnej, z uwzględnieniem również między innymi pochodzenia i ewentualnych preferencji.

Dlatego firma powinna projektować obecne zmiany tak, aby nie trzeba było przebudowywać całego procesu w 2028 r. Najlepszą inwestycją nie jest system „dodający 3 EUR”, lecz uporządkowana klasyfikacja produktów, wiarygodne informacje o pochodzeniu, kompletne identyfikatory, dokumentacja dostawców i integracje przekazujące dane bez ręcznych poprawek. To samo dotyczy pricingu i logistyki: model DDP, DAP czy magazyn w UE powinien być wystarczająco elastyczny, aby można było zmienić sposób kalkulacji po zakończeniu rozwiązania przejściowego. Obecny ryczałt jest jednym etapem reformy, a nie jej końcem.

FAQ

Czy od 1 lipca 2026 r. każda paczka z UK do UE podlega cłu?

Nie. Nowe zasady nie dotyczą wyłącznie przesyłek z UK. Od 1 lipca 2026 r. zniesiono zwolnienie z należności celnych przywozowych oparte na wartości rzeczywistej przesyłki do 150 EUR, a dla objętej nowymi zasadami sprzedaży na odległość towarów importowanych spoza UE wprowadzono rozwiązanie przejściowe. Mechanizm ma charakter niedyskryminacyjny, więc nie zależy od tego, czy towar jest wysyłany z Great Britain, Stanów Zjednoczonych, Chin czy innego państwa trzeciego. W przypadku tego artykułu skupiamy się jednak na sprzedaży z Great Britain do klientów w UE, ponieważ właśnie taki model fulfillmentu jest szczególnie istotny dla brytyjskich i europejskich retailerów wykorzystujących magazyny w Anglii, Szkocji lub Walii.

Nie oznacza to również, że każda przesyłka poniżej 150 EUR będzie rozliczana dokładnie w taki sam sposób. Tymczasowy mechanizm 3 EUR obejmuje co do zasady sprzedaż na odległość importowanych towarów o wartości rzeczywistej do 150 EUR, ale konkretne rozliczenie może zależeć od sposobu zgłoszenia, modelu VAT i ewentualnych preferencji. Aktualne zasady przewidują między innymi określone wyłączenie dla towarów korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej, jeżeli VAT nie został pobrany poprzez IOSS i towary zostały zgłoszone z wykorzystaniem H1. Osobno należy również analizować przepływ towarów z Irlandii Północnej, ponieważ jej sytuacja w handlu towarowym z UE różni się od modelu właściwego dla Great Britain.

Czy cło 3 euro jest naliczane od paczki czy od produktu?

Ani jedno, ani drugie w prostym znaczeniu. Tymczasowe cło 3 EUR jest naliczane dla każdej odrębnej kategorii towaru identyfikowanej według właściwej podpozycji taryfowej. Oznacza to, że jedna paczka może wygenerować 3 EUR, 6 EUR, 9 EUR albo inną wielokrotność tej kwoty, zależnie od tego, ile odrębnych kategorii taryfowych znajduje się w przesyłce. Jednocześnie kilka fizycznych sztuk tego samego produktu może prowadzić tylko do jednego naliczenia 3 EUR, jeżeli wszystkie należą do tej samej podpozycji taryfowej. Dlatego określenie „3 EUR za paczkę” jest mylące, podobnie jak stwierdzenie „3 EUR za każdą sztukę”.

Dla sklepu internetowego najważniejsze jest przypisanie prawidłowej klasyfikacji taryfowej do SKU i przeanalizowanie rzeczywistych kombinacji produktów pojawiających się w koszykach. Sama liczba przesyłek nie daje wiarygodnej podstawy do prognozy kosztów. Firma z wąskim asortymentem, w której klienci kupują wiele sztuk tego samego produktu, może odczuć zmianę zupełnie inaczej niż retailer z szerokim katalogiem i dużą liczbą wieloproduktowych koszyków. Właśnie dlatego wpływ mechanizmu warto modelować na rzeczywistych danych sprzedażowych, a nie na prostym założeniu „liczba paczek × 3 EUR”.

Czy 5 identycznych produktów oznacza 15 euro cła?

Nie, jeżeli pięć identycznych produktów jest prawidłowo klasyfikowanych w tej samej podpozycji taryfowej. W takim przypadku dla potrzeb mechanizmu przejściowego mamy jedną kategorię towaru, a więc ryczałt wynosi 3 EUR, a nie 15 EUR. Jeżeli jednak do tych pięciu produktów klient doda inny rodzaj towaru należący do kolejnej podpozycji taryfowej, pojawi się druga kategoria i łączny ryczałt może wzrosnąć do 6 EUR. To właśnie dlatego liczba sztuk widoczna w systemie zamówień nie powinna być używana jako bezpośrednia podstawa kalkulacji cła.

W przypadku e-commerce z szerokim katalogiem znacznie ważniejsza staje się struktura koszyka oraz prawidłowa klasyfikacja poszczególnych SKU. Firma sprzedająca duże ilości jednego powtarzalnego produktu może odczuć reformę inaczej niż sklep, w którym klient regularnie łączy kilka różnych kategorii towarowych w jednym zamówieniu. Warto więc analizować nie tylko średnią wartość koszyka, ale również to, ile odrębnych podpozycji taryfowych pojawia się zwykle w jednej przesyłce.

Czy IOSS zwalnia z nowego cła?

Nie. IOSS może uporządkować VAT, ale nie eliminuje tymczasowego cła 3 EUR. W modelu IOSS VAT należny w państwie konsumenta jest pobierany już podczas sprzedaży, a import korzysta z odpowiedniego zwolnienia z VAT. Dzięki temu odbiorca nie powinien ponownie płacić VAT importowego podczas odprawy lub przy doręczeniu. Cło jest jednak odrębną należnością. Tymczasowy mechanizm obejmuje co do zasady sprzedaż na odległość importowanych towarów w przesyłkach do 150 EUR niezależnie od tego, czy VAT jest obsługiwany poprzez IOSS, Special Arrangements czy standardowy model VAT.

Przedsiębiorca powinien więc analizować IOSS jako część strategii VAT, a klasyfikację taryfową, pochodzenie, sposób zgłoszenia i należności celne jako osobny obszar. Obie części spotykają się w tym samym zamówieniu, ale rozwiązanie jednej nie oznacza automatycznego rozwiązania drugiej. Ma to szczególne znaczenie przy projektowaniu checkoutu, ponieważ klient może prawidłowo zapłacić VAT już podczas zakupu, a mimo to po stronie procesu importowego nadal mogą powstać odrębne należności i koszty.

Czy towary wyprodukowane w UK mogą korzystać z preferencyjnego traktowania?

Tak, towary spełniające odpowiednie reguły preferencyjnego pochodzenia mogą w określonych sytuacjach korzystać z preferencji wynikających z relacji handlowych między UE a UK. Samo wyprodukowanie lub wysyłka produktu z Great Britain nie wystarcza jednak do automatycznego zastosowania preferencji. Trzeba ustalić rzeczywiste pochodzenie celne towaru i posiadać dokumentację pozwalającą je wykazać. Co więcej, samo brytyjskie pochodzenie nie oznacza automatycznie braku tymczasowego cła 3 EUR.

Aktualne zasady przewidują określone wyłączenie dla towarów korzystających z preferencji wynikających z umów handlowych lub środków unii celnej, ale wymaga ono również spełnienia dodatkowych warunków: VAT nie może być pobrany poprzez IOSS, a towary muszą zostać zgłoszone z wykorzystaniem H1. Dlatego pochodzenie, sposób rozliczenia VAT i sposób dokonania zgłoszenia trzeba analizować łącznie. W praktyce oznacza to, że informacja „produkt został wyprodukowany w UK” jest dopiero początkiem analizy, a nie gotową odpowiedzią na pytanie o wysokość należności.

Czy wysyłka z magazynu w UK oznacza brytyjskie pochodzenie?

Nie. Miejsce magazynowania i pochodzenie celne produktu to dwie różne informacje. Towar może być przechowywany przez wiele miesięcy w magazynie w Anglii, pakowany przez brytyjskiego operatora i wysyłany stamtąd bezpośrednio do klienta w Polsce, a nadal mieć pochodzenie chińskie, indyjskie, tureckie lub inne. Samo składowanie, przepakowanie czy reeksport z Great Britain nie nadają produktowi brytyjskiego pochodzenia.

Jest to szczególnie ważne dla retailerów korzystających z UK jako centralnego hubu logistycznego dla produktów kupowanych od dostawców z różnych państw. W systemach firmy warto więc utrzymywać osobno kraj wysyłki i pochodzenie celne każdego SKU. Pomieszanie tych informacji może prowadzić zarówno do nieprawidłowego zastosowania preferencji, jak i do niewykorzystania preferencji w przypadku produktów, które rzeczywiście spełniają odpowiednie warunki.

Czy DDP jest obowiązkowe przy wysyłce z UK do UE?

Nie. DDP nie jest obowiązkowym modelem dla każdej wysyłki z Great Britain do konsumenta w UE. Firma może organizować dostawy również w innych modelach, w tym DAP, ale powinna wcześniej przeanalizować konsekwencje ekonomiczne i operacyjne takiego wyboru. DDP pozwala zwykle uzyskać większą kontrolę nad końcowym kosztem widocznym dla klienta, ponieważ sprzedawca organizuje proces w taki sposób, aby należności i formalności importowe zostały obsłużone bez niespodziewanych dopłat przy doręczeniu. DAP może natomiast pozostawiać część kosztów i formalności importowych po stronie odbiorcy, zależnie od konkretnej struktury dostawy i odprawy.

Sam Incoterm nie rozstrzyga jednak wszystkich obowiązków celnych i podatkowych ani automatycznie nie wskazuje, kto jest importerem czy deklarantem dla wszystkich celów prawnych. Dlatego decyzja między DDP i DAP powinna uwzględniać nie tylko koszt transportu, ale także sposób rozliczenia VAT, cło, opłaty operatora, marżę, ryzyko zwrotów oraz doświadczenie klienta. Z biznesowego punktu widzenia kluczowe jest to, czy firma potrafi przewidzieć końcowy koszt transakcji i jasno zakomunikować go przed płatnością.

Czy warto przenieść fulfillment do UE?

Dla części firm tak, ale nie jest to uniwersalne rozwiązanie. Jeżeli większa partia towaru zostanie zaimportowana do UE, prawidłowo odprawiona i dopuszczona do swobodnego obrotu, późniejsze zamówienia wysyłane z magazynu unijnego do konsumentów nie są ponownie importowane z Great Britain przy każdej dostawie. Pozwala to ograniczyć liczbę indywidualnych odpraw, skrócić dostawę i zwiększyć przewidywalność końcowej ceny dla klienta. Import zapasu do magazynu UE podlega jednak własnym zasadom celnym i podatkowym, dlatego nie należy traktować go jako prostego sposobu na „ominięcie 3 EUR”.

Do kalkulacji dochodzą koszty transportu zbiorczego, magazynowania, fulfillmentu, VAT importowego, a w typowych modelach utrzymywania własnego zapasu w innym państwie także konieczność przeanalizowania lokalnej rejestracji VAT. Przy dalszej sprzedaży B2C z zapasu znajdującego się już w UE znaczenia może nabrać również OSS. Model warto szczególnie przeliczyć przy stabilnym wolumenie sprzedaży, szerokim katalogu, niskiej wartości przeciętnego zamówienia oraz rosnącym znaczeniu rynku unijnego dla całego biznesu.

Co zmieni się 1 listopada 2026 r.?

Pierwszym istotnym elementem są Product Identifiers. Zgodnie z aktualnymi wytycznymi PID mogą być przekazywane dobrowolnie od 1 lipca 2026 r., natomiast od 1 listopada 2026 r. stają się obowiązkowe dla objętych tym wymogiem zgłoszeń e-commerce. Dla firmy oznacza to konieczność sprawdzenia, czy wymagane identyfikatory znajdują się w danych produktowych i czy mogą być prawidłowo przekazywane przez sklep, system magazynowy, fulfillment, przewoźnika i dalej do procesu celnego. Nie chodzi więc wyłącznie o dodanie kolejnego pola w katalogu, ale o zachowanie spójnego przepływu danych pomiędzy systemami.

Równolegle zgodnie z aktualnym harmonogramem najpóźniej 1 listopada 2026 r. ma zostać wprowadzona ogólnounijna handling fee dla małych przesyłek. Jest to odrębny mechanizm od cła 3 EUR oraz od komercyjnych opłat przewoźnika. Jej wysokość ma ustalić Komisja, dlatego bez właściwego późniejszego aktu nie należy wpisywać do kalkulacji konkretnej kwoty. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że jesienią 2026 r. trzeba jednocześnie przygotować dane produktowe i zaktualizować model kosztowy dla niskowartościowych przesyłek.

Co wydarzy się po 1 lipca 2028 r.?

Zgodnie z aktualnym harmonogramem 1 lipca 2028 r. ma rozpocząć się kolejny etap reformy unijnego systemu celnego dla e-commerce. Tymczasowe rozwiązanie oparte na ryczałcie 3 EUR ma zostać zastąpione normalnymi taryfami celnymi zależnymi od rodzaju towaru, przy czym klasyfikacja taryfowa konkretnego produktu będzie jednym z kluczowych elementów ustalania właściwej stawki celnej, z uwzględnieniem również między innymi pochodzenia i ewentualnych preferencji. Tego samego dnia korzystanie z EU Customs Data Hub ma stać się obowiązkowe dla przedsiębiorstw e-commerce objętych nowym systemem.

Docelowy model reformy zmienia również odpowiedzialność w e-commerce. Nowe przepisy przewidują przeniesienie odpowiedzialności za formalności i należności celne z końcowego konsumenta na podmioty sprzedające do UE w ramach sprzedaży na odległość, zgodnie z zasadami nowego systemu. Nie należy więc traktować 2028 r. jako momentu, w którym wraz z ryczałtem znikną dodatkowe obowiązki. Będzie to raczej przejście do bardziej docelowego modelu, w którym jeszcze większego znaczenia nabiorą klasyfikacja, pochodzenie, identyfikacja produktów, kompletność danych i prawidłowe przypisanie odpowiedzialności. Aktualny harmonogram wskazuje 1 lipca 2028 r., choć rozwiązanie przejściowe przewiduje możliwość odpowiedniego przedłużenia, jeśli okaże się to konieczne.

Podsumowanie: nie chodzi tylko o dodatkowe 3 euro

Zniesienie zwolnienia celnego opartego na progu 150 EUR zmienia znacznie więcej niż koszt pojedynczej odprawy. Dla sklepu wysyłającego z Great Britain do konsumentów w UE oznacza konieczność ponownego sprawdzenia całej ekonomiki fulfillmentu: od struktury koszyka i klasyfikacji taryfowej, przez sposób rozliczenia VAT i IOSS, po model DDP lub DAP, opłaty operatorów i decyzję o lokalizacji zapasu. Sam ryczałt 3 EUR jest tylko najbardziej widocznym elementem tej zmiany. W rzeczywistości dwa zamówienia o tej samej wartości mogą generować różne koszty w zależności od liczby kategorii towarowych, a ten sam produkt może być rozliczany inaczej w zależności od pochodzenia, modelu importu i zastosowanych preferencji. Do tego dochodzą kolejne zmiany dotyczące danych produktowych, PID oraz odrębnej unijnej handling fee dla małych przesyłek.

Dla firmy planującej dalszą ekspansję najważniejsze jest więc odejście od traktowania cła, VAT i logistyki jako trzech niezależnych problemów rozwiązywanych dopiero wtedy, gdy zamówienie jest już w drodze. Proces powinien zaczynać się na poziomie SKU i danych dostawcy, następnie przechodzić przez pricing i checkout, a kończyć na prawidłowym przekazaniu informacji do operatora oraz rozliczeniu importu. Zniesienie progu 150 EUR oznacza, że brytyjskie sklepy sprzedające do UE muszą ponownie przeliczyć ekonomię zamówienia, uporządkować dane produktowe, zweryfikować pochodzenie towarów oraz zdecydować, w jaki sposób obsłużą VAT, cło i dostawę po stronie klienta. Im większa skala sprzedaży, tym mniej miejsca pozostaje na ręczne wyjątki, niepełne dane i uśrednione założenia dotyczące kosztu jednej paczki.

Obecnego systemu nie warto przy tym projektować wyłącznie na okres obowiązywania ryczałtu 3 EUR. Zgodnie z aktualnym harmonogramem kolejny etap reformy ma rozpocząć się 1 lipca 2028 r., wraz z przejściem do normalnych taryf celnych oraz obowiązkowym wykorzystaniem EU Customs Data Hub dla objętego nim e-commerce. Firmy, które wcześniej uporządkują klasyfikację, pochodzenie, dokumentację dostawców, identyfikatory produktów i integracje logistyczne, będą mogły potraktować kolejne zmiany jako aktualizację procesu, a nie kolejną przebudowę całego modelu sprzedaży.

Jeżeli sprzedajesz z Great Britain do klientów w UE, warto przed dalszym skalowaniem zweryfikować obecny model VAT, sposób wykorzystania IOSS, lokalizację zapasu oraz strukturę rozliczeń związaną ze sprzedażą transgraniczną. amavat może pomóc przeanalizować obowiązki VAT i przygotować strukturę rozliczeń odpowiednią dla obecnego modelu sprzedaży oraz jego dalszego rozwoju na rynkach UE.

gonito

Autorem artykułu jest zespół amavat®

amavat® jest jedną z wiodących kancelarii świadczącą usługi kompleksowej księgowości dla polskich firm z branży e-commerce oraz VAT Compliance w całej Unii Europejskiej, w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Firma oferuje również autorską innowacyjną aplikację, łącząc księgowość z rozwiązaniami IT, pozwalającymi na optymalizację procesów księgowych oraz na integracje z największymi marketplace'ami takimi jak Allegro i Kaufland oraz integratorem jak BaseLinker.

Zadaj pytanie »
Niniejsza publikacja ma charakter niewiążącej informacji i służy ogólnym celom informacyjnym. Przedstawione informacje nie stanowią doradztwa prawnego, podatkowego ani w zakresie zarządzania, jak również nie zastępują indywidualnego doradztwa. Przy opracowaniu niniejszej publikacji dołożono należytej staranności, jednak bez przejęcia odpowiedzialności za prawidłowość, aktualność i kompletność prezentowanych informacji. Treści w niej zawarte nie stanowią samodzielnej podstawy do działania i nie mogą zastąpić konkretnego doradztwa w indywidualnej sprawie. Odpowiedzialność autorów lub amavat® jest wyłączona. W razie potrzeby uzyskania wiążącej opinii prosimy o bezpośredni kontakt z nami. Treść niniejszej publikacji stanowi własność intelektualną amavat® lub firm partnerskich i podlega ochronie z tytułu praw autorskich. Osoby korzystające z tych informacji mogą pobierać, drukować i kopiować treść publikacji wyłącznie na własne potrzeby.