Dyrektywa o odpowiedzialności za produkt (PLD) 2026 i e-commerce – co zmienia
Spis treści
Nie oznacza to, że każdy sprzedawca internetowy, magazyn, operator logistyczny czy marketplace automatycznie stanie się odpowiedzialny za każdą szkodę wyrządzoną przez produkt. Nowe przepisy rozszerzają jednak katalog podmiotów, wobec których w określonych sytuacjach poszkodowany może kierować roszczenie. Znaczenie może mieć między innymi rola importera produktu do Unii Europejskiej, upoważnionego przedstawiciela producenta, dostawcy usług realizacji zamówień działającego w określonej konfiguracji łańcucha dostaw, dystrybutora, który nie wskaże właściwego podmiotu odpowiedzialnego, czy operatora platformy internetowej spełniającego szczególne przesłanki przewidziane przez przepisy. Odpowiedzialność może również dotyczyć firmy, która poza kontrolą pierwotnego producenta dokonuje istotnej modyfikacji produktu, a następnie ponownie udostępnia go na rynku lub oddaje do użytku. Dla rozwijającego się e-commerce kluczowe staje się więc nie tylko pytanie o to, kto wyprodukował towar, ale także o to, jaką rolę poszczególne firmy rzeczywiście pełnią w całym łańcuchu.
Zmiana jest szczególnie ważna dla przedsiębiorstw rozwijających sprzedaż transgraniczną, sprowadzających towary spoza Unii Europejskiej albo rozszerzających ofertę o produkty zawierające oprogramowanie. Nowa PLD dostosowuje odpowiedzialność produktową do świata, w którym produkt nie zawsze kończy się na fizycznym przedmiocie znajdującym się w paczce. Produktem może być również oprogramowanie, niezależnie od tego, czy jest zapisane na urządzeniu, działa w chmurze czy zostało udostępnione jako samodzielne rozwiązanie. Bezpieczeństwo produktu może zależeć również od powiązanej usługi cyfrowej, która jest z nim zintegrowana lub połączona w taki sposób, że bez niej produkt nie mógłby wykonywać jednej lub kilku swoich funkcji. Nie oznacza to jednak, że każda niezależna usługa cyfrowa staje się produktem w rozumieniu PLD. Dla firm sprzedających nowoczesne urządzenia, produkty połączone z aplikacjami czy rozwiązania wymagające aktualizacji granica między częścią fizyczną i cyfrową staje się jednak coraz ważniejsza z punktu widzenia odpowiedzialności.
Jednocześnie osoby poszkodowane mają otrzymać skuteczniejsze narzędzia dowodowe. Ochrona przewidziana przez nową PLD nie ogranicza się przy tym wyłącznie do konsumenta, który kupił produkt, ani nawet do strony umowy sprzedaży. Roszczenie może przysługiwać również innej osobie fizycznej, która doznała szkody spowodowanej przez wadliwy produkt. Ułatwienie dochodzenia roszczeń nie oznacza automatycznego uznawania każdego produktu za wadliwy ani całkowitego przeniesienia ciężaru dowodu na przedsiębiorstwo. Poszkodowany nadal powinien co do zasady wykazać szkodę, wadliwość produktu i związek przyczynowy pomiędzy nimi. Sąd będzie jednak mógł w określonych sytuacjach nakazać ujawnienie istotnych dowodów, a także zastosować przewidziane w dyrektywie wzruszalne domniemania dotyczące wadliwości produktu lub związku między wadą a szkodą. Dlatego rośnie znaczenie dokumentacji technicznej i kontraktowej, identyfikowalności produktu oraz możliwości wykazania rzeczywistej roli firmy w łańcuchu dostaw. Sama należyta staranność nie stanowi jednak ogólnej podstawy zwolnienia z odpowiedzialności, ponieważ system PLD opiera się na odpowiedzialności niezależnej od winy.
Nowe zasady mają być stosowane do produktów wprowadzonych do obrotu lub oddanych do użytku od 9 grudnia 2026 r. Produkty wprowadzone wcześniej pozostaną co do zasady objęte dotychczasowym reżimem odpowiedzialności. Z punktu widzenia przedsiębiorcy nie oznacza to jednak, że przygotowania można rozpocząć dopiero pod koniec 2026 roku. W średniej firmie e-commerce uporządkowanie ról w łańcuchu dostaw, umów z partnerami, historii dostaw, dokumentacji technicznej, informacji o wersjach oprogramowania czy zasad reagowania na incydenty może wymagać czasu. Im bardziej rozbudowany jest katalog produktów i im więcej rynków obejmuje sprzedaż, tym większe znaczenie ma możliwość ustalenia, kto jest producentem, kto importerem, kiedy dana partia została wprowadzona do obrotu, jakie aktualizacje otrzymał produkt i jakie informacje o ryzyku były dostępne w konkretnym momencie.
W praktyce nowa PLD rozszerza odpowiedzialność za produkt na rzeczywistość cyfrową i transgraniczną, jednocześnie dostosowując zasady dowodowe do sporów, które mogą być technicznie bardzo skomplikowane. Dla e-commerce oznacza to potrzebę dokładniejszego spojrzenia na pochodzenie produktów, strukturę dostaw, role partnerów i dokumentację pozwalającą odtworzyć historię konkretnego produktu lub partii. Formalna zgodność produktu z wymaganiami bezpieczeństwa, posiadanie oznakowania czy dokumentacji technicznej nie oznaczają automatycznie, że produkt nigdy nie może zostać uznany za wadliwy. Z drugiej strony naruszenie obowiązkowych wymagań bezpieczeństwa może mieć istotne znaczenie w sporze. Dlatego coraz ważniejsze stają się nie tylko dokumenty dotyczące zgodności, lecz także identyfikacja producenta i importera, numery partii, historia dostaw, reklamacje, zgłoszenia incydentów, instrukcje, ostrzeżenia, informacje o aktualizacjach oraz dane pozwalające ustalić moment wprowadzenia produktu do obrotu lub oddania go do użytku.
Czym jest dyrektywa PLD 2026?
Nowa PLD to zaktualizowany unijny system odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez produkty wadliwe. Jej celem jest dostosowanie zasad do rynku, który wygląda zupełnie inaczej niż w czasie tworzenia poprzedniego systemu odpowiedzialności produktowej. Handel przeniósł się do internetu, łańcuchy dostaw stały się międzynarodowe, a granica pomiędzy produktem fizycznym i cyfrowym coraz częściej się zaciera. Dziś nawet pozornie prosty towar może zawierać oprogramowanie, korzystać z aktualizacji albo działać prawidłowo tylko dzięki powiązanej usłudze. Jednocześnie polski sklep internetowy może sprzedawać produkt wyprodukowany poza Unią Europejską, sprowadzony przez jednego pośrednika, magazynowany przez kolejnego i oferowany klientowi za pośrednictwem platformy sprzedażowej. Nowe przepisy mają odpowiadać właśnie na taką rzeczywistość, w której ustalenie odpowiedzialnego podmiotu może być znacznie bardziej skomplikowane niż w tradycyjnym modelu producent–sprzedawca–klient.
Dlaczego Unia Europejska zmienia dotychczasowe zasady?
Dotychczasowe reguły powstawały blisko 40 lat temu, w rzeczywistości gospodarczej, w której sprzedaż internetowa praktycznie nie istniała, a pojęcie produktu kojarzyło się przede wszystkim z fizycznym przedmiotem wytworzonym przez konkretnego producenta. Dzisiejszy rynek działa inaczej. Towar może zostać zaprojektowany w jednym kraju, wyprodukowany w drugim, sprowadzony z państwa spoza Unii Europejskiej i sprzedany klientowi przez firmę działającą na kilku rynkach jednocześnie. Do tego dochodzą produkty, których funkcjonowanie zależy od oprogramowania, aplikacji lub późniejszych aktualizacji. W takim modelu problem z bezpieczeństwem nie musi wynikać wyłącznie z uszkodzonego elementu fizycznego. Znaczenie może mieć również podatność cyberbezpieczeństwa, błąd oprogramowania albo brak aktualizacji niezbędnej do utrzymania odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy oprogramowanie lub aktualizacje pozostają pod kontrolą producenta. Sam fakt pojawienia się późniejszej, ulepszonej wersji produktu lub nowej aktualizacji nie oznacza jednak automatycznie, że wcześniejsza wersja była wadliwa.
Drugim powodem zmian jest rosnąca skala zakupów online i sprzedaży transgranicznej. Dla klienta granice między rynkami stają się coraz mniej widoczne, ale z punktu widzenia odpowiedzialności prawnej pochodzenie produktu nadal może mieć duże znaczenie. Szczególnie dotyczy to towarów sprowadzanych spoza Unii Europejskiej, gdzie producent może znajdować się poza praktycznym zasięgiem osoby poszkodowanej. Nowe zasady mają ograniczyć sytuacje, w których możliwość dochodzenia roszczeń staje się iluzoryczna tylko dlatego, że producent nie ma siedziby w UE. Nie oznacza to jednak automatycznej odpowiedzialności każdego podmiotu, który zetknął się z produktem. Dostawca usług realizacji zamówień nie odpowiada wyłącznie dlatego, że magazynuje, pakuje lub wysyła towar, a platforma internetowa nie staje się odpowiedzialna za każdy produkt oferowany przez zewnętrznego sprzedawcę. Znaczenie mają konkretne przesłanki oraz rzeczywista rola danego podmiotu w łańcuchu.
Od kiedy nowe przepisy będą miały znaczenie?
Państwa członkowskie Unii Europejskiej mają przyjąć i opublikować przepisy transponujące nową dyrektywę do 9 grudnia 2026 r. Jednocześnie nowe regulacje mają być stosowane do produktów wprowadzonych do obrotu lub oddanych do użytku od tej daty. To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie, ponieważ nie chodzi wyłącznie o moment wystawienia produktu w sklepie internetowym ani o dzień, w którym klient złożył zamówienie. Dla przedsiębiorstwa istotne może być prawidłowe ustalenie, kiedy konkretny produkt został wprowadzony do obrotu lub oddany do użytku, a przy dużej skali sprzedaży także możliwość przypisania konkretnej jednostki do partii, dostawy, wersji produktu lub określonego momentu wejścia na rynek. Produkty wprowadzone wcześniej pozostaną co do zasady objęte dotychczasowym systemem, dlatego przez pewien czas firmy mogą mieć do czynienia z równoległym znaczeniem dwóch reżimów odpowiedzialności, zależnie od daty dotyczącej danego produktu.
Przygotowanie się dopiero pod koniec 2026 roku może być ryzykowne, szczególnie dla firm prowadzących sprzedaż na kilku rynkach albo planujących ekspansję. Wdrożenie nie sprowadza się do zmiany jednego zapisu w regulaminie sklepu. Może wymagać przejrzenia relacji z producentami i dostawcami, ustalenia statusu importera, uporządkowania umów i mechanizmów regresowych, sprawdzenia sposobu przechowywania danych o partiach produktów oraz zbudowania czytelnej historii wersji oprogramowania, aktualizacji, reklamacji i incydentów. Dokumentacja nie gwarantuje automatycznego zwolnienia z odpowiedzialności, ale może mieć zasadnicze znaczenie dla ustalenia roli firmy, wykorzystania ustawowych podstaw obrony, odpowiedzi na żądanie ujawnienia dowodów oraz późniejszego dochodzenia roszczeń od partnera, który faktycznie odpowiadał za problem. Dla przedsiębiorcy nastawionego na wzrost wcześniejsze przygotowanie oznacza więc przede wszystkim możliwość uwzględnienia nowego modelu odpowiedzialności już przy wyborze dostawców, budowie oferty i planowaniu wejścia na kolejne rynki.
Nowa dyrektywa PLD: 6 najważniejszych zmian dla e-commerce od grudnia 2026 r.
Nowa dyrektywa o odpowiedzialności za produkty wadliwe zmienia kilka podstawowych elementów systemu odpowiedzialności jednocześnie. Rozszerza rozumienie produktu, uwzględnia nowe rodzaje szkód, dostosowuje reguły dowodowe do technicznie skomplikowanych sporów i lepiej odzwierciedla współczesne, często międzynarodowe łańcuchy dostaw. Dla e-commerce ma to szczególne znaczenie, ponieważ produkt może dziś łączyć fizyczne urządzenie z oprogramowaniem, a jego działanie może zależeć także od powiązanej usługi cyfrowej. Taka usługa nie jest jednak automatycznie samodzielnym produktem w rozumieniu PLD. Może stanowić element składowy produktu, jeżeli została z nim zintegrowana lub połączona w taki sposób, że bez niej produkt nie wykonywałby jednej lub kilku swoich funkcji. Jednocześnie droga produktu do klienta może prowadzić przez producenta spoza UE, importera, dostawcę usług realizacji zamówień, dystrybutora i platformę internetową. Nowe przepisy nie czynią wszystkich tych podmiotów automatycznie odpowiedzialnymi, ale znacznie precyzyjniej określają sytuacje, w których odpowiedzialność może wykraczać poza producenta.
Państwa członkowskie mają wdrożyć dyrektywę do 9 grudnia 2026 r. Nowe regulacje mają znaleźć zastosowanie do produktów wprowadzonych do obrotu lub oddanych do użytku od tego dnia. Sama dyrektywa weszła w życie 8 grudnia 2024 r., jednak z punktu widzenia przedsiębiorców kluczowa jest data rozpoczęcia stosowania nowych krajowych przepisów do produktów objętych nowym reżimem. Dla firm e-commerce oznacza to, że zmiana nie dotyczy wyłącznie nowych regulaminów czy dokumentów prawnych. Może wpływać na sposób wyboru dostawców, organizację importu, przechowywanie danych o partiach produktów, zarządzanie oprogramowaniem i aktualizacjami oraz ustalanie roli poszczególnych podmiotów w łańcuchu sprzedaży.
„Produkt” to już nie tylko fizyczny towar
Jedna z najważniejszych zmian polega na dostosowaniu pojęcia produktu do gospodarki cyfrowej. Nowa PLD obejmuje między innymi oprogramowanie oraz cyfrowe pliki produkcyjne. Oprogramowanie może być zapisane bezpośrednio w urządzeniu, udostępniane oddzielnie albo dostarczane użytkownikowi za pośrednictwem sieci lub infrastruktury chmurowej. Nie oznacza to jednak, że każda usługa świadczona w chmurze staje się przez to produktem. W centrum pozostaje przede wszystkim samo oprogramowanie. Szczególne znaczenie mają także usługi powiązane, które mogą zostać potraktowane jako element składowy produktu, jeżeli są z nim zintegrowane lub połączone w taki sposób, że bez nich produkt nie byłby w stanie wykonywać jednej lub kilku swoich funkcji. Dla e-commerce sprzedającego nowoczesne urządzenia oznacza to, że analiza ryzyka nie może kończyć się na fizycznej konstrukcji towaru. Trzeba również rozumieć, jaka warstwa cyfrowa odpowiada za jego działanie i kto sprawuje nad nią kontrolę.
Wada produktu może wiązać się z błędem oprogramowania, podatnością cyberbezpieczeństwa albo z brakiem aktualizacji bezpieczeństwa, którą producent powinien zapewnić i nad którą nadal sprawuje kontrolę. Przy ocenie wadliwości znaczenie może mieć również zdolność produktu do uczenia się lub nabywania nowych funkcji po wprowadzeniu do obrotu. Sam fakt pojawienia się późniejszej aktualizacji albo ulepszonej wersji nie oznacza jednak automatycznie, że wcześniejszy produkt był wadliwy. Dla przedsiębiorcy szczególnie ważne jest ustalenie, kto odpowiada za aktualizacje, jak długo produkt pozostaje wspierany i czy można odtworzyć historię zmian mających wpływ na jego bezpieczeństwo. Warto też pamiętać o wyjątku dotyczącym bezpłatnego i otwartego oprogramowania rozwijanego lub dostarczanego poza działalnością handlową. Takie oprogramowanie jest zasadniczo wyłączone z zakresu dyrektywy, ale samo określenie programu jako open source nie wystarcza. Znaczenie ma również niekomercyjny kontekst jego rozwoju lub dostarczania.
Osoba poszkodowana może dochodzić odszkodowania za szerszy zakres szkód
Nowa PLD rozszerza katalog szkód objętych systemem odpowiedzialności za produkt. Szczególne znaczenie ma zniszczenie lub uszkodzenie danych, które nie są wykorzystywane do celów zawodowych. W praktyce może chodzić między innymi o utratę lub uszkodzenie prywatnych danych wskutek działania wadliwego produktu. Nie oznacza to jednak, że PLD obejmuje każdą utratę danych. Dane wykorzystywane do celów zawodowych nie są objęte tą kategorią szkody, a samo naruszenie zasad ochrony danych lub prywatności nie prowadzi automatycznie do odszkodowania na podstawie PLD, jeżeli nie powstała szkoda należąca do katalogu przewidzianego w dyrektywie. Dla firm sprzedających urządzenia elektroniczne, produkty połączone z aplikacjami czy sprzęt przetwarzający dane oznacza to jednak szersze spojrzenie na możliwe skutki wadliwości. Problem nie musi kończyć się na uszkodzeniu fizycznego urządzenia.
Ochrona nie ogranicza się przy tym do konsumenta, który sam kupił produkt. Roszczenie może przysługiwać również innej osobie fizycznej poszkodowanej przez wadliwy produkt. Dyrektywa obejmuje także medycznie uznany uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Nie chodzi więc o każde zdenerwowanie czy dyskomfort związany z wadliwym towarem, lecz o rzeczywisty uszczerbek na zdrowiu psychicznym uznany z medycznego punktu widzenia. W przypadku szkód w mieniu odpowiedzialność dotyczy co do zasady mienia innego niż sam wadliwy produkt, przeznaczonego i wykorzystywanego głównie do celów prywatnych. Sam wadliwy produkt nie jest kompensowany w ramach reżimu PLD, choć roszczenia dotyczące jego naprawy, wymiany czy zwrotu ceny mogą wynikać z innych podstaw, takich jak przepisy dotyczące zgodności towaru z umową, gwarancja lub ogólne reguły odpowiedzialności.

Dochodzenie roszczeń przez osobę poszkodowaną staje się łatwiejsze
Nowa PLD nie znosi podstawowej zasady, zgodnie z którą osoba dochodząca odszkodowania powinna co do zasady wykazać szkodę, wadliwość produktu i związek przyczynowy między nimi. Wprowadza jednak narzędzia mające ułatwić prowadzenie spraw, w których najważniejsze informacje techniczne znajdują się po stronie przedsiębiorstwa albo konstrukcja produktu jest na tyle skomplikowana, że samodzielne udowodnienie przyczyny szkody byłoby nadmiernie trudne. Sąd może w określonych warunkach nakazać ujawnienie odpowiednich dowodów pozostających w dyspozycji drugiej strony. Nie jest to jednak mechanizm bezwarunkowy. Powód musi najpierw przedstawić fakty i dowody wystarczające do uprawdopodobnienia roszczenia, a zakres ujawnienia powinien być konieczny i proporcjonalny, z uwzględnieniem ochrony informacji poufnych i tajemnicy przedsiębiorstwa. W odpowiednich warunkach mechanizm ten może działać również w drugą stronę, umożliwiając pozwanemu żądanie ujawnienia dowodów przez powoda.
Dyrektywa przewiduje również wzruszalne domniemania dotyczące wadliwości produktu oraz związku przyczynowego. Sam brak konkretnego dokumentu nie musi automatycznie przesądzać o odpowiedzialności, ale niewykonanie sądowego nakazu ujawnienia odpowiednich dowodów może prowadzić do domniemania wadliwości produktu. Podobne znaczenie może mieć naruszenie obowiązkowych wymagań bezpieczeństwa służących ochronie przed konkretnym ryzykiem albo sytuacja, w której szkoda została spowodowana przez oczywistą nieprawidłowość produktu podczas racjonalnie przewidywalnego używania. Dla przedsiębiorstwa oznacza to, że uporządkowana dokumentacja może mieć duże znaczenie praktyczne. Firma powinna być w stanie odtworzyć historię produktu, jego wersje, aktualizacje, numery partii, daty dostaw, reklamacje i zgłoszenia incydentów. Dokumentacja nie stanowi automatycznej tarczy przed odpowiedzialnością, ale jej brak może poważnie utrudnić przedstawienie własnego stanowiska w sporze.
Więcej podmiotów może ponosić odpowiedzialność
Podstawowym podmiotem odpowiedzialnym nadal pozostaje producent produktu, a odpowiedzialność może dotyczyć również producenta wadliwej części składowej, jeżeli komponent został zintegrowany z produktem lub z nim połączony i przyczynił się do jego wadliwości. Takim elementem składowym może być nie tylko fizyczna część, lecz także oprogramowanie lub powiązana usługa. Jeżeli producent produktu albo komponentu ma siedzibę poza Unią Europejską, znaczenie mogą mieć kolejne podmioty w łańcuchu. Odpowiedzialność może ponieść importer produktu lub komponentu albo upoważniony przedstawiciel producenta. Jeżeli w UE nie ma ani importera, ani upoważnionego przedstawiciela, w określonych warunkach odpowiedzialność może objąć dostawcę usług realizacji zamówień. W rozumieniu dyrektywy chodzi przy tym o przedsiębiorcę, który wykonuje co najmniej dwie spośród takich usług jak magazynowanie, pakowanie, adresowanie i wysyłka, nie będąc właścicielem produktu. Zwykły przewoźnik lub operator pocztowy nie powinien być więc automatycznie utożsamiany z dostawcą usług fulfillmentowych objętym tym mechanizmem.
Odpowiedzialność może dotyczyć także podmiotu, który poza kontrolą pierwotnego producenta dokonuje istotnej modyfikacji produktu, a następnie ponownie udostępnia go na rynku lub oddaje do użytku. Nie każda naprawa, konfiguracja czy zmiana opakowania prowadzi do takiego skutku. Znaczenie ma charakter i zakres modyfikacji oraz jej wpływ na bezpieczeństwo i przewidywane ryzyko. Szczególne zasady dotyczą także dystrybutora. Jeżeli po otrzymaniu żądania nie wskaże w ciągu jednego miesiąca właściwego podmiotu odpowiedzialnego z siedzibą w UE albo własnego dostawcy, może sam znaleźć się w reżimie odpowiedzialności przewidzianym przez dyrektywę. Dla e-commerce oznacza to potrzebę utrzymywania danych pozwalających szybko ustalić, od kogo pochodzi produkt i kto pełni odpowiednią rolę w łańcuchu, ponieważ sama możliwość zdobycia takich informacji po kilku miesiącach może nie być wystarczająca.
Szczególne znaczenie mają również platformy internetowe. Operator platformy nie odpowiada automatycznie za każdy produkt oferowany przez niezależnego sprzedawcę tylko dlatego, że udostępnia techniczną infrastrukturę marketplace. W warunkach określonych w dyrektywie do operatora platformy mogą jednak zostać zastosowane zasady odpowiedzialności przewidziane dla dystrybutora. Dotyczy to sytuacji, w której platforma umożliwia konsumentowi zawarcie umowy na odległość, a sposób przedstawienia informacji o produkcie lub samej transakcji może skłonić przeciętnego konsumenta do uznania, że produkt oferuje sama platforma albo przedsiębiorca pozostający pod jej zwierzchnictwem lub kontrolą. Znaczenie ma również możliwość wskazania w ciągu jednego miesiąca odpowiedniego podmiotu odpowiedzialnego albo dostawcy. Odpowiedzialność nie wynika więc z samego prowadzenia marketplace’u, lecz z konkretnych warunków organizacji sprzedaży, prezentacji oferty i relacji między platformą a sprzedawcą.
Produkty spoza UE trafiają pod większą lupę
Sprzedaż towarów pochodzących spoza Unii Europejskiej jest jednym z obszarów, w których nowa PLD może mieć największe znaczenie praktyczne. Celem nowych zasad jest ograniczenie sytuacji, w której osoba poszkodowana przez wadliwy produkt nie ma realnej możliwości dochodzenia roszczenia tylko dlatego, że producent ma siedzibę poza UE. W zależności od konstrukcji łańcucha odpowiedzialność może więc dotyczyć importera, upoważnionego przedstawiciela albo, gdy w Unii nie ma tych podmiotów, dostawcy usług realizacji zamówień spełniającego warunki określone w dyrektywie. Dla firmy rozwijającej bezpośredni import oznacza to, że przejście od zakupu towaru od unijnego hurtownika do samodzielnego sprowadzania produktów od producenta z państwa trzeciego może zasadniczo zmienić jej pozycję w systemie odpowiedzialności produktowej.
Trzeba przy tym odróżnić podmiot odpowiedzialny za zgodność i bezpieczeństwo produktu na podstawie innych regulacji, takich jak przepisy dotyczące ogólnego bezpieczeństwa produktów, od podmiotu, wobec którego można dochodzić odszkodowania na podstawie PLD. Te role mogą się w praktyce pokrywać, ale nie są automatycznie tożsame. Z punktu widzenia przedsiębiorcy nie wystarczy więc sprawdzić, czy na opakowaniu znajduje się odpowiednia nazwa i adres. Przy imporcie coraz większe znaczenie ma wiedza o tym, kto jest rzeczywistym producentem, kto wprowadza produkt do Unii, jakie wymagania bezpieczeństwa i zgodności mają zastosowanie, na jakiej podstawie wykazano ich spełnienie oraz jakie badania lub oceny przeprowadzono. Formalna zgodność nie wyklucza automatycznie możliwości uznania produktu za wadliwy, ale naruszenie obowiązkowych wymagań bezpieczeństwa może mieć istotne znaczenie w późniejszym sporze.
Dla polskiego e-commerce planującego ekspansję oznacza to konieczność dokładniejszej oceny dostawców niż tylko przez pryzmat ceny, marży i terminowości. Przydatne mogą być dane pozwalające ustalić producenta i importera, numery partii, historię dostaw, dokumentację dotyczącą bezpieczeństwa, instrukcje, ostrzeżenia, wersje oprogramowania, historię aktualizacji, reklamacje, incydenty oraz ewentualne działania naprawcze lub wycofania produktu. W przypadku sporu liczy się możliwość zbudowania spójnego obrazu konkretnego produktu i jego drogi przez łańcuch dostaw. Dla firmy skalującej sprzedaż międzynarodową jest to również argument za tym, aby weryfikację prawną i operacyjną dostawcy prowadzić przed dużym zamówieniem, a nie dopiero po pojawieniu się pierwszego poważnego problemu.
Odpowiedzialność trzeba analizować także w długiej perspektywie czasowej
Nowa PLD przewiduje dwa różne rodzaje ograniczeń czasowych, których nie należy ze sobą utożsamiać. Po pierwsze, państwa członkowskie mają zapewnić trzyletni termin przedawnienia, liczony co do zasady od dnia, w którym osoba poszkodowana dowiedziała się lub powinna była dowiedzieć się o szkodzie, wadliwości produktu oraz tożsamości podmiotu odpowiedzialnego. Szczegółowe reguły dotyczące między innymi zawieszenia i przerwania biegu tego terminu będą wynikały z prawa krajowego. Po drugie, dyrektywa przewiduje zasadniczy dziesięcioletni okres wygaśnięcia praw poszkodowanego, liczony od wprowadzenia produktu do obrotu lub oddania go do użytku. W przypadku podmiotu, który dokonał istotnej modyfikacji, znaczenie ma moment udostępnienia zmodyfikowanego produktu na rynku lub oddania go do użytku. Reguła wygaśnięcia nie działa jednak w ten sam sposób, jeżeli w odpowiednim okresie wszczęto postępowanie przeciwko podmiotowi odpowiedzialnemu.
W szczególnych przypadkach dziesięcioletni okres może zostać wydłużony do 25 lat, jeżeli ze względu na utajony charakter szkody na osobie poszkodowany nie mógł wszcząć postępowania w podstawowym okresie. Rozwiązanie to może mieć znaczenie także dla medycznie uznanego uszczerbku na zdrowiu psychicznym, ale nie dotyczy szkód w mieniu ani danych. Nie jest więc ogólną zasadą, zgodnie z którą każdy produkt generuje odpowiedzialność przez ćwierć wieku. Dla przedsiębiorstwa ważny jest jednak praktyczny wniosek: w niektórych kategoriach produktów potrzeba odtworzenia historii konkretnej partii, dostawcy, wersji oprogramowania czy ostrzeżeń może pojawić się wiele lat po zakończeniu sprzedaży. Polityka przechowywania dokumentów i danych powinna dlatego uwzględniać zarówno przepisy dotyczące odpowiedzialności produktowej, jak i inne wymagania prawne dotyczące okresów retencji, zamiast opierać się wyłącznie na krótkiej perspektywie reklamacyjnej.
Czy mój e-commerce może ponosić odpowiedzialność na podstawie nowej PLD?
Nowa PLD nie tworzy prostego katalogu obowiązków, który w identyczny sposób obejmuje każdy sklep internetowy. Określa przede wszystkim zasady odpowiedzialności odszkodowawczej za szkody spowodowane przez wadliwe produkty oraz wskazuje podmioty, wobec których w określonych sytuacjach można kierować roszczenia. Dlatego odpowiedź zależy od tego, co sprzedajesz, skąd pochodzi produkt i jaką rolę faktycznie pełnisz w jego drodze na rynek. Dwa sklepy oferujące bardzo podobny asortyment mogą znajdować się w zupełnie innej sytuacji. Jeden kupuje gotowe towary od unijnego producenta i działa głównie jako dystrybutor. Drugi zamawia produkty bezpośrednio od producenta spoza UE, importuje je, sprzedaje pod własną nazwą albo znakiem i dodatkowo zleca ich modyfikację przed rozpoczęciem sprzedaży. Z perspektywy klienta oba modele mogą wyglądać niemal identycznie, ale ich pozycja w systemie odpowiedzialności produktowej może być zupełnie inna.
Nowa PLD może być szczególnie istotna dla Ciebie, jeśli:
- Szczególną uwagę na nowe zasady powinny zwrócić firmy, które importują towary spoza Unii Europejskiej, rozwijają własne marki, sprzedają produkty zawierające oprogramowanie albo oferują urządzenia zależne od aktualizacji i powiązanych usług cyfrowych. Znaczenie ma również sprzedaż produktów, których bezpieczeństwo może zmieniać się po wprowadzeniu do obrotu, na przykład w wyniku aktualizacji oprogramowania, nowych funkcji albo podatności cyberbezpieczeństwa. W takich modelach odpowiedzialność może zależeć nie tylko od tego, kto fizycznie wyprodukował urządzenie, lecz także od tego, kto kontroluje jego komponenty cyfrowe i proces dalszego wsparcia. Im bardziej złożony produkt, tym większe znaczenie ma możliwość ustalenia odpowiedzialności za poszczególne elementy składowe oraz zachowania historii zmian mających wpływ na bezpieczeństwo.
Szczególnej analizy wymagają również własne marki. Firma może zostać potraktowana jak producent, jeżeli przedstawia się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia. Nie należy jednak automatycznie utożsamiać tego z każdym użyciem logo sklepu, na przykład wyłącznie na zewnętrznym opakowaniu transportowym. Znaczenie ma sposób oznaczenia konkretnego produktu i to, czy przedsiębiorca rzeczywiście przedstawia się wobec rynku jako jego producent. Podobnie może być w popularnym modelu private label, w którym firma zleca zaprojektowanie lub wytworzenie produktu, a następnie sprzedaje go pod własną nazwą lub znakiem. Nowa PLD ma też znaczenie dla przedsiębiorstw korzystających ze złożonych łańcuchów dostaw, współpracujących z dostawcami usług realizacji zamówień, prowadzących marketplace albo dokonujących zmian w produktach przed dalszą sprzedażą. W każdym z tych przypadków decydują jednak konkretne przesłanki, a nie sama nazwa modelu biznesowego.
A jeśli jestem „tylko sprzedawcą”?
Określenie „sprzedawca” samo w sobie nie przesądza o pozycji firmy w systemie odpowiedzialności produktowej. Przedsiębiorstwo może uważać się za zwykły sklep, a jednocześnie w odniesieniu do części asortymentu pełnić rolę importera, podmiotu przedstawiającego się jako producent albo dystrybutora, na którego dyrektywa nakłada określone konsekwencje związane z niewskazaniem właściwego podmiotu. Szczególnie ważna jest możliwość szybkiego ustalenia, od kogo pochodzi produkt. Dystrybutor powinien posiadać dane pozwalające wskazać odpowiedniego producenta, importera, upoważnionego przedstawiciela albo własnego dostawcę. Jeżeli nie zrobi tego w ciągu jednego miesiąca od odpowiedniego żądania, może sam zostać objęty odpowiedzialnością przewidzianą przez dyrektywę. Odpowiedź udzielona dopiero wtedy, gdy firma po wielu tygodniach odtworzy historię zakupów, może być po prostu spóźniona.
Dlatego „nie produkuję tego produktu” nie powinno być jedyną strategią zarządzania ryzykiem. Ważniejsze jest ustalenie, kto produkt wyprodukował, kto sprowadził go do Unii, kto przedstawia się jako jego producent, kto dokonał istotnej modyfikacji i jakie dane pozwalają szybko odtworzyć cały łańcuch. Trzeba również pamiętać, że brak odpowiedzialności na podstawie PLD nie oznacza automatycznie braku jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec klienta. Sprzedawca może odpowiadać z innych podstaw, na przykład za brak zgodności towaru z umową, naruszenie obowiązków informacyjnych albo na zasadach ogólnych. Nowa PLD jest więc tylko jednym z elementów szerszego systemu ryzyka prawnego w e-commerce. Dla rozwijającej się firmy najbezpieczniejsze jest nie zakładanie z góry, że pozostaje poza tym systemem, lecz dokładne sprawdzenie swojej rzeczywistej roli dla każdej kluczowej grupy produktów.
Co PLD 2026 zmienia w codziennym prowadzeniu sklepu internetowego?
Nowa PLD nie oznacza, że każdy sklep internetowy musi całkowicie przebudować swój model działalności. Zmienia jednak sposób, w jaki warto patrzeć na decyzje podejmowane na co dzień w obszarach zakupów, importu, zarządzania ofertą, dokumentacji i współpracy z partnerami. W wielu firmach kwestie te były dotąd rozdzielone. Dział zakupów koncentrował się na cenie i terminowości, logistyka na dostępności towaru, dział prawny na umowach, a zespół produktowy na tym, czy dany produkt będzie się sprzedawał. Nowy model odpowiedzialności sprawia, że te obszary coraz częściej trzeba analizować łącznie. Znaczenie ma nie tylko to, czy produkt można wprowadzić do oferty, ale również skąd pochodzi, kto go wyprodukował, kto odpowiada za jego części składowe, jakie informacje można uzyskać od dostawcy i czy firma będzie w stanie odtworzyć historię konkretnego egzemplarza, partii lub wersji produktu, jeżeli po kilku latach pojawi się roszczenie.
Wybór dostawcy staje się elementem zarządzania ryzykiem
Wybór dostawcy od dawna wpływa na marżę, dostępność towaru i jakość obsługi klienta, ale w świetle nowej PLD coraz wyraźniej staje się również elementem zarządzania ryzykiem prawnym. Szczególnie istotne jest to w przypadku importu, marek własnych i produktów technologicznych. Dostawca, który oferuje atrakcyjną cenę, ale nie potrafi jasno wskazać producenta, pochodzenia produktu, numerów partii, zastosowanych wymagań bezpieczeństwa czy sposobu zarządzania aktualizacjami, może generować ryzyko niewidoczne na etapie zakupu. Problem często pojawia się dopiero później, gdy trzeba ustalić, kto wyprodukował konkretną wersję towaru, jakie części składowe produktu, czyli komponenty, zostały w niej zastosowane albo czy produkt sprzedawany rok wcześniej był identyczny z tym, który znajduje się obecnie w katalogu. W firmie rozwijającej się na kilku rynkach takie różnice mogą mieć znaczenie, zwłaszcza gdy oferta obejmuje wiele podobnych produktów pochodzących od kilku producentów.
Dlatego weryfikacja dostawcy powinna obejmować nie tylko jego zdolność do realizacji zamówień, ale również wiarygodność całego łańcucha dostaw. W praktyce warto wiedzieć, czy firma rzeczywiście kupuje od producenta, od pośrednika czy od podmiotu, który sam nie posiada pełnych informacji o pochodzeniu towaru. Znaczenie ma także możliwość uzyskania dokumentów dotyczących bezpieczeństwa, instrukcji, ostrzeżeń, identyfikacji partii oraz informacji o zmianach wprowadzanych do produktu. Nie chodzi o to, aby każdy zakup poprzedzać rozbudowanym audytem prawnym, lecz o dostosowanie poziomu kontroli do ryzyka. Inaczej będzie wyglądała współpraca z wieloletnim unijnym producentem prostego produktu, a inaczej bezpośredni import urządzenia zawierającego oprogramowanie od nowego dostawcy spoza UE. Im większa zależność firmy od jednego źródła i im trudniej później ustalić pochodzenie produktu, tym większe znaczenie ma jakość informacji zebranych przed rozpoczęciem sprzedaży.
Dokumentacja staje się równie ważna jak sam produkt
W sporze dotyczącym wadliwego produktu przedsiębiorstwo może potrzebować znacznie więcej niż deklaracji, że towar został kupiony od zaufanego dostawcy. Zakres dokumentacji zależy oczywiście od roli przedsiębiorcy w łańcuchu dostaw. Producent, importer i klasyczny dystrybutor nie będą dysponowali identycznym zestawem informacji ani nie będą pełnili tych samych funkcji. Znaczenie mogą mieć jednak dokumenty techniczne pozostające w dyspozycji firmy, informacje dotyczące bezpieczeństwa, instrukcje i ostrzeżenia, dane pozwalające zidentyfikować producenta i importera, historia partii, wersje oprogramowania, informacje o aktualizacjach, reklamacje czy zgłoszenia incydentów. Kluczowe jest nie to, aby sklep posiadał pełną dokumentację producenta niezależnie od swojej roli, lecz aby wiedział, jakie informacje powinien mieć i gdzie są one przechowywane. Dokumentacja rozproszona pomiędzy skrzynkami mailowymi, systemem magazynowym, dyskiem działu zakupów i zewnętrznym partnerem może istnieć formalnie, ale w praktyce być trudna do wykorzystania wtedy, gdy pojawi się presja czasu.
Sama dokumentacja nie gwarantuje zwolnienia z odpowiedzialności, ponieważ PLD opiera się na odpowiedzialności niezależnej od winy. Nie można więc zakładać, że komplet certyfikatów albo wykazanie należytej staranności automatycznie zamknie sprawę. Dokumenty mają jednak istotne znaczenie dla ustalenia faktów. Pozwalają wykazać, jaką rolę firma pełniła w łańcuchu, kiedy produkt został wprowadzony do obrotu, od kogo pochodził, jakie informacje o bezpieczeństwie były dostępne i czy później pojawiły się ostrzeżenia, aktualizacje lub działania naprawcze. Mogą także wspierać dochodzenie roszczeń wobec dostawcy lub innego partnera. W praktyce równie ważna jak sama dokumentacja jest identyfikowalność produktu. Firma powinna być w stanie powiązać konkretny egzemplarz lub partię z producentem, dostawcą, wersją oprogramowania, numerem firmware’u oraz dokumentacją obowiązującą w chwili wprowadzenia produktu do obrotu. Przy produktach bardziej złożonych istotne może być również ustalenie, jaka część składowa została zastosowana, kto ją wyprodukował i jaka aktualizacja była aktywna w chwili wystąpienia szkody.
Produkty cyfrowe wymagają nowego spojrzenia
W przypadku produktów zawierających oprogramowanie samo sprawdzenie fizycznej jakości urządzenia może być niewystarczające. Produkt może działać prawidłowo w chwili rozpoczęcia sprzedaży, ale jego bezpieczeństwo może zależeć od późniejszych aktualizacji, integracji z aplikacją lub sposobu działania części cyfrowej. Nowa PLD wyraźnie uwzględnia oprogramowanie oraz sytuacje, w których bezpieczeństwo produktu zależy od elementów pozostających pod kontrolą producenta po wprowadzeniu produktu do obrotu. W procesie zakupowym trzeba więc coraz częściej zadawać pytania, które wcześniej mogły pozostawać poza standardową oceną dostawcy. Jak długo produkt będzie wspierany? Kto sprawuje kontrolę nad aktualizacjami bezpieczeństwa albo odpowiada za ich udostępnianie zgodnie z mającymi zastosowanie przepisami? Czy aplikacja potrzebna do działania produktu jest rozwijana przez producenta, zewnętrznego partnera czy zupełnie niezależny podmiot? Co dzieje się po zakończeniu wsparcia i czy klient jest o tym informowany?
Nie każda awaria aplikacji lub aktualizacji będzie oczywiście oznaczała wadliwość produktu w rozumieniu PLD. Ocena zależy od konkretnych okoliczności, a samo wydanie nowej wersji oprogramowania nie oznacza, że wcześniejsza wersja była wadliwa. Warstwa cyfrowa nie powinna być jednak traktowana jako dodatek całkowicie odłączony od odpowiedzialności produktowej. Jeżeli podstawowe funkcje urządzenia zależą od oprogramowania albo powiązanej usługi, problemy w tej części ekosystemu mogą wpływać na ocenę bezpieczeństwa całego produktu. W konsekwencji rośnie również znaczenie zarządzania wersjami. Sklep sprzedający urządzenie przez kilka lat może mieć w magazynie produkty z różnym oprogramowaniem, odmienną historią aktualizacji lub różnymi częściami składowymi. Bez odpowiedniej identyfikacji ustalenie, czego dotyczył konkretny incydent, może później okazać się znacznie trudniejsze niż samo odnalezienie numeru zamówienia klienta.
Umowy z partnerami handlowymi wymagają ponownego przejrzenia
Nowa PLD nie zmienia automatycznie każdej umowy z dostawcą, importerem, partnerem logistycznym czy platformą sprzedażową, ale zwiększa znaczenie tego, czy umowy odzwierciedlają rzeczywisty podział ról i ryzyka. W wielu firmach dokumenty handlowe koncentrują się przede wszystkim na cenie, terminach płatności, dostawach, zwrotach i podstawowych gwarancjach. Tymczasem w przypadku produktu, który powoduje szkodę, istotne może być również to, kto odpowiada za dokumentację, kto ma obowiązek przekazać informacje o incydentach, kto prowadzi działania naprawcze, kto informuje o aktualizacjach i kto pokrywa określone koszty, jeżeli roszczenie zostanie skierowane do innego uczestnika łańcucha. Umowa nie może oczywiście wyłączyć wobec osoby poszkodowanej odpowiedzialności wynikającej z bezwzględnie obowiązujących przepisów, ale może mieć duże znaczenie w relacjach pomiędzy przedsiębiorcami.
Szczególnej uwagi wymagają modele, w których kilka firm uczestniczy w jednej sprzedaży, ale żadna nie ma pełnego obrazu całego procesu. Jeden podmiot może odpowiadać za import, inny za magazynowanie, jeszcze inny za obsługę platformy lub aktualizację oprogramowania. W takim układzie brak jasnych zasad współpracy może prowadzić do sytuacji, w której wszyscy wiedzą, kto odpowiadał za sprzedaż, ale nikt nie potrafi szybko ustalić, kto miał obowiązek zareagować na problem bezpieczeństwa. Dlatego warto sprawdzić nie tylko klauzule dotyczące odpowiedzialności i regresu, ale również obowiązki informacyjne, dostęp do dokumentacji, terminy reakcji oraz procedury na wypadek reklamacji seryjnej, incydentu lub konieczności wycofania produktu. Wraz ze wzrostem skali rośnie liczba partnerów i rynków, a nieformalny model współpracy coraz szybciej przestaje wystarczać.
Marketplace, import czy własna marka – gdzie ryzyko może być największe?
Nie istnieje jeden model e-commerce, który zawsze będzie najbardziej ryzykowny. Dużo zależy od rodzaju produktu, pochodzenia towaru, struktury łańcucha dostaw i roli, jaką firma rzeczywiście pełni. Sklep sprzedający pod własną marką może znajdować się w innej sytuacji niż klasyczny dystrybutor, importer może przejąć odpowiedzialność związaną z produktem pochodzącym spoza UE, a marketplace może podlegać szczególnym zasadom w zależności od sposobu prezentacji oferty i organizacji transakcji. Kluczowe jest więc nie porównywanie modeli wyłącznie pod kątem marży czy kontroli nad klientem, ale także rozumienie, jak każda kolejna funkcja przejmowana przez firmę wpływa na jej pozycję w systemie odpowiedzialności produktowej.
Sprzedaż produktów własnych
W przypadku produktów własnych lub sprzedawanych pod własną marką przedsiębiorstwo ma zwykle większy wpływ na projekt, specyfikację, producenta i sposób prezentacji produktu. Wraz z większą kontrolą może jednak rosnąć również znaczenie odpowiedzialności. Firma może zostać uznana za producenta, jeżeli przedstawia się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia. Dotyczy to także wielu modeli private label, ale nie wszystkich. Nie każdy model współpracy z producentem kontraktowym ani każde użycie własnego logo oznacza automatycznie, że przedsiębiorca przedstawia się jako producent. Istotny jest konkretny sposób oznaczenia samego produktu i model wprowadzenia go na rynek.
Własna marka daje większą kontrolę nad marżą i pozycjonowaniem oferty, ale wymaga też większej kontroli nad tym, co faktycznie znajduje się w produkcie. Ma to szczególne znaczenie przy urządzeniach zawierających części składowe pochodzące od różnych podmiotów, oprogramowanie lub powiązane usługi. Odpowiedzialność może dotyczyć zarówno produktu końcowego, jak i wadliwej części składowej, która przyczyniła się do szkody. W praktyce firma rozwijająca własny produkt powinna więc wiedzieć, kto odpowiada za jego poszczególne elementy, jak zarządzane są zmiany konstrukcyjne, kto kontroluje oprogramowanie i aktualizacje oraz czy można odtworzyć różnice pomiędzy kolejnymi seriami produkcyjnymi. Przy większej skali sprzedaży nawet niewielka zmiana części składowej dokonana przez producenta bez odpowiedniej informacji może mieć znaczenie dla późniejszej analizy bezpieczeństwa.
Import produktów spoza UE
Bezpośredni import może znacząco poprawić marżę i zwiększyć kontrolę nad ofertą, ale jednocześnie może zasadniczo zmienić pozycję firmy w systemie odpowiedzialności. Jeżeli producent ma siedzibę poza Unią Europejską, odpowiedzialność może w określonych warunkach dotyczyć importera produktu lub jego części składowej. Dlatego przedsiębiorstwo, które wcześniej kupowało ten sam towar od unijnego dystrybutora, a następnie zaczyna sprowadzać go bezpośrednio z państwa trzeciego, nie powinno zakładać, że zmienia się wyłącznie cena zakupu i logistyka. Może zmienić się również jego rola prawna. Szczególnie ważne staje się wtedy ustalenie, kto jest rzeczywistym producentem, jakie wymagania mają zastosowanie do produktu, jakie informacje dotyczące bezpieczeństwa są dostępne i czy dostawca będzie w stanie współpracować również po zakończeniu pierwszej dostawy.
Przy imporcie trzeba też odróżnić odpowiedzialność odszkodowawczą na podstawie PLD od obowiązków dotyczących zgodności i bezpieczeństwa wynikających z innych przepisów. Podmiot wskazany na produkcie jako odpowiedzialny za określone obowiązki zgodności nie zawsze będzie automatycznie tym samym podmiotem, wobec którego można kierować roszczenie odszkodowawcze na podstawie PLD. Oba obszary są jednak powiązane operacyjnie. Im mniej przejrzysty jest łańcuch dostaw, tym trudniej ustalić, kto powinien dostarczyć dokumentację, zareagować na incydent lub pokryć koszty związane z roszczeniem. Dlatego przy bezpośrednim imporcie większego znaczenia nabiera weryfikacja dostawcy przed rozpoczęciem współpracy, a nie dopiero wtedy, gdy towar znajduje się już w magazynie i czeka na sprzedaż.
Sprzedaż za pośrednictwem marketplace’ów
Sprzedaż na marketplace nie powoduje automatycznie przeniesienia odpowiedzialności za produkt na operatora platformy. Podobnie samo prowadzenie marketplace’u nie oznacza, że platforma odpowiada za każdy towar oferowany przez niezależnego sprzedawcę. W określonych sytuacjach do operatora platformy mogą jednak zostać zastosowane zasady odpowiedzialności przewidziane dla dystrybutora. Znaczenie ma sposób przedstawienia informacji i organizacji transakcji, w szczególności to, czy przeciętny konsument może odnieść wrażenie, że produkt oferuje sama platforma albo przedsiębiorca pozostający pod jej zwierzchnictwem lub kontrolą. Istotna jest również możliwość wskazania właściwego podmiotu odpowiedzialnego lub dostawcy w terminie przewidzianym przez dyrektywę.
Dla sprzedawcy działającego za pośrednictwem marketplace ważne jest natomiast to, że platforma nie zastępuje automatycznie jego własnej pozycji prawnej. Znaczenie może mieć rzeczywista rola sprzedawcy, pochodzenie produktu, sposób oznaczenia oferty oraz to, kto kontroluje poszczególne elementy procesu sprzedaży. Nie oznacza to, że każdy wpływ na reklamę, logistykę czy prezentację oferty automatycznie tworzy odpowiedzialność produktową, ale im bardziej model odbiega od prostego pośrednictwa technologicznego, tym większe znaczenie ma ustalenie faktycznych ról. W praktyce sprzedawca powinien również wiedzieć, jakie dane o produkcie przechowuje platforma, do jakich informacji sam ma dostęp i czy po kilku latach będzie w stanie odtworzyć, która oferta, wersja produktu i konkretny dostawca dotyczyły transakcji będącej przedmiotem sporu.

Złożony łańcuch dostaw
Im więcej podmiotów uczestniczy w sprzedaży, tym większe znaczenie ma jasne ustalenie, kto za co odpowiada. Złożony łańcuch dostaw nie jest sam w sobie problemem i dla wielu średnich firm stanowi naturalny element skalowania działalności. Ryzyko pojawia się wtedy, gdy przedsiębiorstwo korzysta z wielu producentów, importerów, operatorów logistycznych i platform, ale nie posiada spójnego obrazu tego, jak produkt trafia na rynek. W momencie pojawienia się roszczenia trzeba często odpowiedzieć na bardzo konkretne pytania: który egzemplarz spowodował szkodę, z której partii pochodził, kto wyprodukował daną część składową, jaka wersja oprogramowania lub firmware’u była zainstalowana, jaka aktualizacja była aktywna, kto sprowadził produkt do UE, kiedy został on wprowadzony do obrotu i jakie ostrzeżenia były wtedy dostępne. Jeżeli każda z tych informacji znajduje się u innego partnera, a umowy nie przewidują obowiązku jej udostępnienia, odtworzenie historii może być trudne.
Dlatego wraz ze wzrostem skali warto rozwijać nie tylko sieć dostawców, ale również system identyfikowalności i zasady współpracy. Spójna dokumentacja nie oznacza konieczności przechowywania każdego możliwego dokumentu bez końca. Chodzi raczej o możliwość połączenia konkretnego produktu z producentem, dostawcą, partią, wersją oprogramowania, zastosowanymi częściami składowymi i momentem wprowadzenia do obrotu. Równie ważne są jasne relacje z partnerami dotyczące wymiany informacji, reagowania na incydenty i rozliczania odpowiedzialności pomiędzy przedsiębiorcami. W rozbudowanym e-commerce ryzyko często nie wynika z samej liczby uczestników łańcucha, lecz z luk pomiędzy nimi. Jeżeli każdy odpowiada tylko za własny fragment procesu, ale nikt nie posiada pełnego obrazu produktu, problem może ujawnić się dopiero wtedy, gdy trzeba zareagować szybko i na podstawie dokumentów, a nie na podstawie przypuszczeń.
Co się stanie, jeśli nic nie zrobisz?
Największym ryzykiem nie jest sam fakt pojawienia się nowych przepisów. Problem zaczyna się wtedy, gdy firma po raz pierwszy analizuje swoją odpowiedzialność dopiero po otrzymaniu roszczenia. Wtedy jest już za późno na spokojne ustalanie, kto rzeczywiście wyprodukował daną partię, kto sprowadził ją do Unii Europejskiej, jaka wersja oprogramowania znajdowała się w produkcie, czy dostawca nadal istnieje i gdzie przechowywane są dokumenty sprzed kilku lat. Nowa PLD nie oznacza, że każde przedsiębiorstwo e-commerce automatycznie odpowie za każdą szkodę wyrządzoną przez sprzedawany produkt. Zwiększa jednak znaczenie rzeczywistej roli firmy w łańcuchu i daje osobie poszkodowanej skuteczniejsze narzędzia dochodzenia roszczeń. Jeżeli przedsiębiorstwo przez lata rozwijało import, markę własną lub sprzedaż międzynarodową bez uporządkowania tych kwestii, ryzyko może ujawnić się dopiero wtedy, gdy trzeba działać szybko. Wówczas problemem nie jest już przygotowanie procedury na przyszłość, lecz odtworzenie przeszłości pod presją sporu.
Możesz znaleźć się bliżej roszczenia, niż zakładasz
Najbardziej ryzykowne jest przekonanie, że odpowiedzialność za wadliwy produkt zawsze zatrzyma się na jego pierwotnym producencie. Producent pozostaje podstawowym podmiotem odpowiedzialnym, ale współczesny handel nie zawsze przebiega w prostym modelu producent–sprzedawca–klient. Jeżeli producent lub producent wadliwej części składowej ma siedzibę poza Unią Europejską, znaczenie może mieć pozycja importera, upoważnionego przedstawiciela, a w określonej konfiguracji również dostawcy usług realizacji zamówień. Odpowiedzialność może dotyczyć także przedsiębiorstwa, które przedstawia się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia, albo firmy, która poza kontrolą pierwotnego producenta dokonuje istotnej modyfikacji produktu i ponownie udostępnia go na rynku lub oddaje do użytku. W szczególnych sytuacjach konsekwencje mogą również dotknąć dystrybutora lub operatora platformy internetowej. Nie oznacza to automatycznej odpowiedzialności wszystkich uczestników sprzedaży, ale sprawia, że samo stwierdzenie „my tylko sprzedawaliśmy” może nie wystarczyć do opisania rzeczywistej sytuacji firmy.
Ryzyko rośnie szczególnie wtedy, gdy model biznesowy zmieniał się szybciej niż wewnętrzne procesy. Firma mogła zaczynać jako zwykły sprzedawca kupujący towary od unijnej hurtowni, a po kilku latach przejść na bezpośredni import, rozpocząć sprzedaż pod własną marką i zlecać producentowi modyfikacje produktu. Z punktu widzenia biznesowego może to wyglądać jak naturalny rozwój, ale z punktu widzenia odpowiedzialności są to istotne zmiany. Podobnie sklep, który sam uważa się za dystrybutora, może w odniesieniu do jednej kategorii produktów działać inaczej niż w odniesieniu do pozostałego asortymentu. Brak wcześniejszej analizy może więc prowadzić do sytuacji, w której firma dopiero po pojawieniu się roszczenia odkrywa, że w konkretnym łańcuchu pełniła rolę inną niż ta, którą przypisywała sobie wewnętrznie.
Brak dokumentacji może osłabić Twoją pozycję
Nowa PLD nie przenosi całego ciężaru dowodu na przedsiębiorstwo i nie powoduje, że każda osoba zgłaszająca szkodę automatycznie wygrywa spór. Poszkodowany nadal powinien co do zasady wykazać szkodę, wadliwość produktu i związek przyczynowy. Zmieniają się jednak narzędzia dostępne w postępowaniu. Po odpowiednim uprawdopodobnieniu roszczenia sąd może nakazać ujawnienie dowodów pozostających w dyspozycji drugiej strony, a zakres takiego ujawnienia powinien być konieczny i proporcjonalny. Dyrektywa przewiduje również wzruszalne domniemania dotyczące wadliwości produktu i związku przyczynowego. Szczególne znaczenie ma sytuacja, w której pozwany nie wykonuje sądowego nakazu ujawnienia odpowiednich dowodów, ponieważ może to prowadzić do domniemania wadliwości produktu. Dokumentacja przestaje więc być wyłącznie zapleczem administracyjnym i może stać się jednym z kluczowych elementów pozwalających odtworzyć przebieg zdarzeń.
Jeżeli firma nie posiada uporządkowanych informacji, problemem może być nie tylko to, co zrobiła źle, ale również to, czego nie jest w stanie wykazać. Po kilku latach może okazać się, że nie wiadomo, z której partii pochodził produkt, kto był jego dostawcą, jaka wersja oprogramowania była zainstalowana albo jakie ostrzeżenia obowiązywały w momencie wprowadzenia go do obrotu. Brak jednego dokumentu nie przesądza automatycznie o odpowiedzialności, ale brak identyfikowalności może znacznie utrudnić obronę własnego stanowiska, ustalenie odpowiedzialnego partnera i ewentualne dochodzenie regresu. Firma może wtedy poświęcać tygodnie na odtwarzanie historii produktu z faktur, wiadomości e-mail, starych systemów i informacji przechowywanych przez byłych pracowników. To znacznie gorszy moment na porządkowanie danych niż etap, na którym produkt dopiero trafia do oferty.
Jeden problem z produktem może ciągnąć się latami
W przypadku nowej PLD trzeba rozróżnić trzyletni termin przedawnienia od zasadniczego dziesięcioletniego okresu wygaśnięcia praw poszkodowanego oraz wyjątkowego okresu 25 lat dotyczącego określonych utajonych szkód na osobie. Nie oznacza to, że każdy produkt będzie generował roszczenia przez ćwierć wieku. Wydłużony okres ma znaczenie w szczególnych sytuacjach, gdy ze względu na utajony charakter szkody na osobie poszkodowany nie mógł wszcząć postępowania w podstawowym okresie. Najważniejszy wniosek dla przedsiębiorstwa jest jednak prosty: problem dotyczący produktu może pojawić się długo po zakończeniu jego sprzedaży, zmianie dostawcy, migracji systemu informatycznego albo całkowitej zmianie struktury firmy. W takich okolicznościach pamięć organizacyjna jest zwykle znacznie krótsza niż prawna perspektywa sporu.
Dlatego ryzyka nie można analizować wyłącznie w rytmie bieżącego sezonu sprzedażowego, okresu gwarancji czy standardowej obsługi reklamacji. W niektórych przypadkach firma będzie potrzebowała danych pozwalających ustalić historię produktu po wielu latach. Może chodzić o producenta konkretnej partii, zastosowaną część składową, dostawcę, datę wprowadzenia do obrotu, wersję oprogramowania, informacje o aktualizacjach czy ostrzeżenia obowiązujące w danym momencie. Nie oznacza to konieczności bezterminowego przechowywania wszystkich informacji bez żadnej polityki retencji. Oznacza natomiast, że decyzja o usuwaniu danych nie powinna wynikać wyłącznie z tego, że sprzedaż produktu została zakończona i firma nie spodziewa się już zwykłych reklamacji.
Ryzyko nie kończy się na kosztach prawnych
Roszczenie dotyczące wadliwego produktu może uruchomić znacznie więcej pracy niż samo postępowanie prowadzone przez prawników. Ktoś musi ustalić, jak produkt trafił do oferty, odnaleźć dokumenty, skontaktować się z dostawcą, zabezpieczyć dane, sprawdzić, czy problem dotyczy jednego egzemplarza czy całej partii, oraz zdecydować, czy potrzebne są dodatkowe działania wobec innych klientów. W proces mogą zostać zaangażowane zakupy, logistyka, obsługa klienta, dział techniczny, zarząd i zewnętrzni doradcy. Jeżeli firma nie ma wcześniej ustalonej procedury, każda z tych osób może pracować na innych informacjach. W średnim e-commerce, gdzie kluczowi menedżerowie często łączą kilka funkcji, poważny incydent produktowy może na dłuższy czas odciągnąć uwagę od sprzedaży, ekspansji i codziennego zarządzania biznesem.
Do tego dochodzą relacje z partnerami. Dostawca może twierdzić, że problem powstał po stronie producenta części składowej, producent może wskazywać na późniejszą modyfikację, a partner odpowiedzialny za oprogramowanie może uważać, że incydent wynikał z niewłaściwego używania produktu. Jeżeli umowy nie określają zasad wymiany informacji, reakcji na incydenty i rozliczania kosztów, spór z osobą poszkodowaną może szybko przerodzić się w równoległy konflikt pomiędzy przedsiębiorcami. Dochodzi również ryzyko reputacyjne, zwłaszcza gdy problem dotyczy produktu sprzedawanego pod własną marką albo większej liczby klientów. Sama odpowiedzialność prawna i reputacja marki to odrębne kwestie, ale incydent produktowy może wpływać na oba obszary jednocześnie. Im później firma zaczyna zbierać fakty, tym trudniej komunikować sytuację w sposób spójny i oparty na zweryfikowanych informacjach.
Najbardziej ryzykowne może być założenie: „to problem producenta”
Stwierdzenie „to problem producenta” może być prawidłowe w konkretnym przypadku, ale nie powinno zastępować analizy własnej roli. Nowa PLD nadal stawia producenta w centrum systemu odpowiedzialności, jednocześnie uwzględniając sytuacje, w których roszczenie może zostać skierowane do innych podmiotów. Firma może być importerem, może przedstawiać się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia, może dokonać istotnej modyfikacji produktu albo znaleźć się w sytuacji, w której jako dystrybutor nie jest w stanie w wymaganym terminie wskazać właściwego podmiotu lub własnego dostawcy. Każdy z tych przypadków wygląda inaczej i wymaga osobnej oceny. Problem polega na tym, że przedsiębiorstwa często używają jednego określenia „sprzedawca” dla bardzo różnych modeli działalności.
Najbezpieczniejsze podejście nie polega więc na zakładaniu, że firma zawsze odpowiada, ani na zakładaniu, że nigdy nie odpowiada. Polega na tym, aby przed pojawieniem się problemu wiedzieć, jaką rolę przedsiębiorstwo pełni wobec poszczególnych grup produktów i jakie dane potwierdzają ten stan. Warto móc odpowiedzieć, kto wyprodukował produkt, kto wprowadził go do Unii, kto oznaczył go w sposób wskazujący na producenta, kto dokonał istotnych zmian, kto odpowiada za część cyfrową i gdzie znajdują się informacje pozwalające odtworzyć drogę konkretnego egzemplarza. Jeżeli pierwsza taka analiza rozpoczyna się dopiero po otrzymaniu roszczenia, firma traci najważniejszą przewagę, jaką mogła mieć wcześniej: czas na uporządkowanie swojej pozycji bez presji sporu.
Jak przygotować e-commerce na PLD 2026?
Przygotowanie do nowych zasad nie powinno zaczynać się od tworzenia kolejnego dokumentu, którego nikt później nie używa. Pierwszym celem powinno być zrozumienie własnego modelu sprzedaży i ustalenie, gdzie rzeczywiście występuje większe ryzyko. Nie każdy produkt wymaga takiego samego poziomu analizy. Inaczej wygląda sprzedaż prostego towaru kupowanego od znanego producenta z UE, a inaczej bezpośredni import urządzenia pod własną marką, którego działanie zależy od oprogramowania i aktualizacji. Najbardziej użyteczne podejście polega na stopniowym uporządkowaniu produktów, dostawców, procesów i dokumentów, tak aby firma mogła szybko ustalić swoją rolę i historię konkretnego produktu. Sama należyta staranność nie jest ogólną podstawą zwolnienia z odpowiedzialności, ale dobrze zaprojektowane procesy mogą ograniczyć chaos, ułatwić reagowanie na incydenty i pozwolić wykorzystać informacje potrzebne w sporze lub w relacji z partnerem.
Krok 1. Zmapuj produkty i modele sprzedaży
Pierwszym krokiem jest podzielenie oferty według rzeczywistego modelu, w jakim produkt trafia na rynek. Nie wystarczy ogólna lista kategorii w sklepie. Trzeba ustalić, które towary są kupowane od producenta lub dystrybutora z UE, które są importowane bezpośrednio z państw trzecich, które są sprzedawane pod własną marką, a które są modyfikowane przed dalszą sprzedażą. Osobnej uwagi wymagają produkty zawierające oprogramowanie, zależne od aktualizacji albo powiązanej usługi cyfrowej. Warto również wskazać te przypadki, w których firma zleca projekt lub wytworzenie produktu, a następnie wprowadza go na rynek pod własną nazwą, znakiem towarowym lub innym wyróżniającym oznaczeniem. Taka mapa pozwala zobaczyć, że przedsiębiorstwo może pełnić różne role wobec różnych części katalogu, mimo że wszystkie produkty są sprzedawane w tym samym sklepie.
Kolejnym elementem powinno być ustalenie, gdzie występują złożone łańcuchy dostaw i gdzie firma nie ma pełnej widoczności produktu. Przydatne jest powiązanie kategorii produktu z producentem, dostawcą, importerem, sposobem realizacji zamówień i informacją o tym, kto kontroluje oprogramowanie lub aktualizacje. Przy bardziej zaawansowanych produktach warto również sprawdzić, czy przedsiębiorstwo jest w stanie zejść z poziomu kategorii do konkretnej partii, wersji lub egzemplarza. To właśnie na tym etapie często ujawniają się największe luki: kilka różnych źródeł dostaw dla tego samego SKU, brak informacji o zmianie części składowej, niejasny status importera albo produkt sprzedawany przez lata w różnych wersjach oprogramowania bez wyraźnej identyfikacji.
Krok 2. Zweryfikuj dostawców i pochodzenie produktów
Po zmapowaniu oferty warto przejść do dostawców, zaczynając od produktów o największym znaczeniu sprzedażowym lub wyższym profilu ryzyka. Weryfikacja nie powinna ograniczać się do sprawdzenia ceny, warunków płatności i terminów dostaw. Istotne jest ustalenie, kto rzeczywiście produkuje towar, kto dostarcza jego kluczowe części składowe, skąd produkt pochodzi i czy informacje te można powiązać z konkretną partią. W przypadku produktów objętych wymaganiami bezpieczeństwa i zgodności należy sprawdzić, jakie regulacje mają zastosowanie i jakie informacje lub dokumenty powinny być dostępne w związku z rolą firmy w łańcuchu. Nie chodzi o to, aby każdy sprzedawca gromadził pełną dokumentację techniczną producenta. Chodzi o świadomość, jakie informacje przedsiębiorstwo powinno posiadać, które pozostają u partnera i czy będzie można uzyskać je wtedy, gdy rzeczywiście będą potrzebne.
Wiarygodność dostawcy warto oceniać także przez pryzmat jego zdolności do reagowania po sprzedaży. Czy informuje o zmianach w produkcie? Czy można zidentyfikować partie? Czy przekazuje ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa? Czy istnieje procedura na wypadek incydentu, aktualizacji lub wycofania produktu? W przypadku bezpośredniego importu szczególnie ważne jest ustalenie własnej roli, ponieważ przejście z zakupu od unijnego dystrybutora na zakup bezpośrednio od producenta spoza UE może zmienić nie tylko ekonomikę transakcji, ale również pozycję przedsiębiorstwa w systemie odpowiedzialności. Dobrze przeprowadzona weryfikacja dostawcy nie eliminuje odpowiedzialności za wadliwy produkt, ale ogranicza ryzyko, że w najgorszym możliwym momencie firma odkryje, iż jej partner nie jest w stanie wskazać nawet podstawowych informacji o sprzedawanym towarze.
Krok 3. Przejrzyj procesy kontroli jakości i bezpieczeństwa
Kontrola jakości w e-commerce często koncentruje się na tym, czy produkt jest kompletny, nieuszkodzony i zgodny z zamówieniem. Przy nowej PLD warto spojrzeć szerzej i rozdzielić zwykłą kontrolę jakości od zarządzania bezpieczeństwem produktu. W zależności od rodzaju asortymentu może mieć znaczenie sposób reagowania na powtarzające się reklamacje, zgłoszenia usterek, informacje o incydentach i sygnały otrzymywane od dostawców. Pojedyncza reklamacja może być zwykłym problemem jakościowym, ale seria podobnych zdarzeń dotyczących tej samej partii lub wersji produktu może wymagać innej reakcji. Dlatego ważne jest, aby informacje z obsługi klienta nie pozostawały całkowicie odłączone od działu zakupów, logistyki i osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo produktów.
Przy produktach zawierających oprogramowanie proces powinien obejmować również warstwę cyfrową. Warto wiedzieć, kto kontroluje aktualizacje, jak firma otrzymuje informacje o podatnościach lub problemach bezpieczeństwa i czy można ustalić, która wersja oprogramowania lub firmware’u była używana przez konkretny produkt. PLD nie tworzy samodzielnego obowiązku zapewniania każdej możliwej aktualizacji, ale przy ocenie wadliwości znaczenie może mieć między innymi brak aktualizacji pozostającej pod kontrolą producenta. Fizyczne sprawdzenie urządzenia nie zawsze daje więc pełny obraz ryzyka. W przypadku części oferty ważne może być monitorowanie nie tylko tego, co znajduje się w magazynie, ale również tego, jak produkt zmienia się po sprzedaży i czy jego bezpieczeństwo pozostaje zależne od działań podejmowanych później.
Krok 4. Sprawdź umowy i podział odpowiedzialności
Umowy powinny odpowiadać temu, jak współpraca wygląda w rzeczywistości. Jeżeli jeden podmiot dostarcza produkt, inny odpowiada za część cyfrową, kolejny za realizację zamówień, a sprzedaż odbywa się przez platformę, warto jasno ustalić obowiązki informacyjne i zasady działania w przypadku problemu. Szczególne znaczenie mogą mieć postanowienia dotyczące przekazywania dokumentów, informacji o zmianach produktu, zgłoszeń incydentów, działań naprawczych, wycofania produktu i współpracy przy obsłudze roszczenia. Ważne są również mechanizmy regresowe i zasady rozliczania kosztów pomiędzy przedsiębiorcami. Umowa nie może wyłączyć wobec osoby poszkodowanej odpowiedzialności wynikającej z bezwzględnie obowiązujących przepisów, ale może określać, jak partnerzy rozliczą się między sobą, jeżeli roszczenie zostanie skierowane do jednego z nich.
Przegląd powinien objąć nie tylko głównych dostawców, ale również relacje z importerami, partnerami realizującymi zamówienia, podmiotami odpowiedzialnymi za oprogramowanie oraz platformami, jeżeli ich rola wykracza poza prostą sprzedaż własnego towaru. Nie każda umowa wymaga całkowitego przepisania. Często problemem jest brak kilku praktycznych mechanizmów: obowiązku szybkiego przekazania informacji, zapewnienia dostępu do dokumentacji, zgłoszenia zmiany producenta części składowej albo poinformowania o incydencie bezpieczeństwa. Im bardziej złożony jest łańcuch, tym większe znaczenie ma to, czy firma może uzyskać potrzebne dane nie tylko wtedy, gdy współpraca układa się dobrze, ale również wtedy, gdy pojawia się konflikt interesów.
Krok 5. Uporządkuj dokumentację i identyfikowalność produktu
Ostatnim elementem jest uporządkowanie informacji w sposób, który pozwala z nich rzeczywiście korzystać. Zakres dokumentów zależy od roli przedsiębiorstwa i rodzaju produktu, ale może obejmować informacje o producencie i importerze, dokumenty dotyczące bezpieczeństwa i zgodności, instrukcje, ostrzeżenia, umowy, numery partii, historię dostaw, zgłoszenia incydentów, reklamacje, działania naprawcze oraz informacje o wersjach oprogramowania i aktualizacjach. Nie chodzi o stworzenie jednego ogromnego archiwum bez struktury. Ważniejsze jest ustalenie, jakie dane są potrzebne dla poszczególnych kategorii produktów, kto za nie odpowiada i jak szybko można je odnaleźć. Dokument istniejący wyłącznie w skrzynce byłego pracownika może być równie trudny do wykorzystania jak dokument, którego firma nigdy nie otrzymała.
Równie ważna jest identyfikowalność produktu, czyli możliwość połączenia konkretnego egzemplarza lub partii z odpowiednimi informacjami. W przypadku prostego towaru może wystarczyć powiązanie partii z producentem i dostawcą. W przypadku produktu technologicznego potrzebne mogą być również dane o wersji oprogramowania, firmware’u, zastosowanych częściach składowych i historii aktualizacji. Celem nie jest gromadzenie informacji dla samego gromadzenia, lecz możliwość szybkiej odpowiedzi na pytanie, czego dokładnie dotyczy problem i jakie inne produkty mogą znajdować się w podobnej sytuacji. Dobrze uporządkowany system nie zapobiegnie każdemu roszczeniu, ale może zdecydowanie ograniczyć chaos wtedy, gdy pojawi się potrzeba odtworzenia historii produktu, współpracy z partnerami lub przygotowania stanowiska w sporze.

5 pytań, na które powinieneś umieć odpowiedzieć dla każdego kluczowego produktu
Przedsiębiorstwo nie musi analizować każdego produktu w identyczny sposób, ale dla najważniejszych lub bardziej ryzykownych kategorii powinno być w stanie szybko ustalić pięć podstawowych kwestii. Kto jest producentem produktu? Kto jest importerem, jeżeli produkt pochodzi spoza Unii Europejskiej? Kto kontroluje oprogramowanie i aktualizacje, jeżeli produkt ma część cyfrową? Czy można zidentyfikować konkretny egzemplarz, partię i wersję produktu? Czy wiadomo, gdzie znajdują się dokumenty i informacje potrzebne do odtworzenia jego historii? Jeżeli odpowiedź na kilka z tych pytań brzmi „nie wiemy” albo „musielibyśmy zapytać dostawcę”, właśnie tam najprawdopodobniej znajduje się obszar wymagający uporządkowania przed 9 grudnia 2026 r.
PLD 2026 to nie tylko compliance. To zarządzanie ryzykiem e-commerce
Nowa PLD może być łatwo potraktowana jak kolejny projekt regulacyjny, który trzeba przypisać do działu prawnego, dodać do listy obowiązków i zamknąć po wdrożeniu nowych procedur. W rzeczywistości jej znaczenie jest szersze, ponieważ odpowiedzialność za produkt zaczyna się znacznie wcześniej niż w momencie, w którym klient zgłasza szkodę. Zaczyna się już przy wyborze dostawcy, ustalaniu modelu importu, projektowaniu własnej marki, decyzji o tym, kto odpowiada za oprogramowanie i aktualizacje oraz przy budowie systemu pozwalającego zidentyfikować konkretną partię lub wersję produktu. Firma, która traktuje bezpieczeństwo wyłącznie jako końcową kontrolę przed wystawieniem towaru w sklepie, może zbyt późno zauważyć, że największe ryzyko powstało kilka etapów wcześniej. Czasem źródłem problemu nie jest sam produkt, lecz brak wiedzy o tym, kto go wyprodukował, kto odpowiada za jego część składową, kto kontroluje element cyfrowy albo kto powinien zareagować, gdy po sprzedaży pojawia się nowa informacja o ryzyku.
Dlatego przygotowanie do nowych zasad powinno być częścią zarządzania ryzykiem biznesowym, a nie wyłącznie projektem compliance. Wybór dostawcy wpływa na możliwość uzyskania informacji i dokumentów, konstrukcja oferty może wpływać na sposób, w jaki firma jest postrzegana w łańcuchu odpowiedzialności, a model sprzedaży może z czasem przesunąć przedsiębiorstwo z roli dystrybutora do roli importera albo podmiotu przedstawiającego się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia. Dokumentacja i identyfikowalność pozwalają z kolei ustalić, czego dokładnie dotyczy problem i kto uczestniczył w drodze produktu na rynek. Od 9 grudnia 2026 r. pytanie nie powinno więc brzmieć wyłącznie: „czy ten produkt można sprzedać?”, ale również: „czy wiemy, skąd pochodzi, jaką rolę pełnimy wobec niego, kto odpowiada za poszczególne elementy i czy potrafimy to udokumentować?”. W firmie planującej ekspansję odpowiedź na te pytania staje się częścią budowania odpornego modelu wzrostu.
PLD 2026 – co e-commerce powinien zrobić już teraz?
Najlepszym punktem wyjścia jest przegląd oferty i podzielenie produktów według rzeczywistego modelu sprzedaży. Trzeba ustalić, które towary pochodzą spoza Unii Europejskiej, przy których firma działa jako importer, które są sprzedawane pod własną marką, które zawierają oprogramowanie lub zależą od aktualizacji oraz gdzie występuje złożony łańcuch dostaw. Następnie warto sprawdzić, czy przedsiębiorstwo potrafi ustalić producenta, dostawcę, partię, wersję produktu i rolę poszczególnych podmiotów. W dalszej kolejności należy przejrzeć umowy z dostawcami i partnerami, ocenić, czy istnieją zasady wymiany informacji o incydentach i zmianach produktu, oraz uporządkować dokumenty dotyczące bezpieczeństwa, zgodności, historii dostaw, reklamacji i aktualizacji. Osobnej uwagi wymagają procesy kontroli jakości i bezpieczeństwa, ponieważ powtarzające się zgłoszenia, awarie albo problemy dotyczące jednej partii nie powinny być analizowane wyłącznie jako zwykłe reklamacje.
Przygotowanie nie musi polegać na jednoczesnym analizowaniu całego katalogu z takim samym poziomem szczegółowości. Rozsądniej zacząć od produktów o największej sprzedaży, wyższym profilu ryzyka, pochodzących spoza UE, sprzedawanych pod własną marką albo zawierających element cyfrowy. W tych obszarach warto sprawdzić, czy firma zna swoją rolę, czy może zidentyfikować konkretny produkt lub partię, czy wie, kto kontroluje oprogramowanie i aktualizacje oraz czy posiada dostęp do informacji potrzebnych w razie incydentu. Następnie ten sam model można rozszerzać na kolejne grupy asortymentu. Najważniejsze jest to, aby przed 9 grudnia 2026 r. nie ograniczyć się do zmiany kilku dokumentów prawnych, lecz zbudować podstawową zdolność do odpowiedzi na pytanie, skąd pochodzi produkt, kto uczestniczył w jego wprowadzeniu na rynek i jakie informacje pozwalają odtworzyć jego historię.
Najczęściej zadawane pytania o PLD 2026 i e-commerce
Kiedy nowe przepisy PLD mają zostać wdrożone?
Państwa członkowskie Unii Europejskiej mają przyjąć i opublikować przepisy wdrażające nową dyrektywę o odpowiedzialności za produkty wadliwe do 9 grudnia 2026 r. Nowe regulacje mają znaleźć zastosowanie do produktów wprowadzonych do obrotu lub oddanych do użytku od tego dnia. Sama dyrektywa została przyjęta wcześniej i weszła w życie w grudniu 2024 r., ale dla przedsiębiorstw kluczowa jest właśnie data 9 grudnia 2026 r., ponieważ od niej rozpocznie się stosowanie nowego reżimu do produktów objętych nowymi zasadami. Produkty wprowadzone do obrotu lub oddane do użytku wcześniej pozostaną co do zasady pod dotychczasowym systemem odpowiedzialności. Oznacza to, że przez pewien czas firmy mogą mieć do czynienia z produktami podlegającymi różnym reżimom, zależnie od momentu ich wprowadzenia do obrotu lub oddania do użytku. Z tego powodu znaczenie ma nie tylko przygotowanie nowych procedur, ale również możliwość ustalenia dat dotyczących konkretnych partii lub egzemplarzy.
Czy PLD 2026 dotyczy sklepów internetowych?
Tak, ale znaczenie nowych przepisów zależy od rzeczywistej roli sklepu w łańcuchu dostaw. Nowa PLD nie tworzy jednego zestawu obowiązków, który automatycznie stosuje się w identyczny sposób do każdego sprzedawcy. Określa przede wszystkim zasady odpowiedzialności odszkodowawczej za szkody spowodowane przez wadliwe produkty oraz wskazuje podmioty, wobec których w określonych sytuacjach można kierować roszczenia. Firma może działać wyłącznie jako dystrybutor, ale może też importować towary spoza UE, sprzedawać produkty pod własną marką, dokonywać ich istotnych modyfikacji albo uczestniczyć w modelu, w którym istotną rolę odgrywa oprogramowanie i późniejsze aktualizacje. Im bardziej sklep wykracza poza prostą odsprzedaż gotowego produktu kupionego od unijnego producenta lub dystrybutora, tym ważniejsze staje się ustalenie jego pozycji w systemie odpowiedzialności.
Czy sprzedawca może odpowiadać za wadliwy produkt?
Tak, w określonych sytuacjach sprzedawca może ponosić odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez wadliwy produkt. Nie oznacza to jednak, że każdy sprzedawca internetowy automatycznie odpowiada za każdą szkodę. Producent pozostaje podstawowym podmiotem odpowiedzialnym, ale dyrektywa przewiduje sytuacje, w których odpowiedzialność może dotyczyć także innych uczestników łańcucha. Znaczenie może mieć między innymi status importera, przedstawianie się jako producent poprzez umieszczenie na produkcie własnej nazwy, znaku towarowego lub innego wyróżniającego oznaczenia, dokonanie istotnej modyfikacji produktu albo brak możliwości wskazania przez dystrybutora właściwego podmiotu odpowiedzialnego lub własnego dostawcy w wymaganym terminie. Samo określenie „sprzedawca” nie wystarcza więc do oceny sytuacji prawnej. Kluczowe jest to, co firma rzeczywiście robi z produktem, skąd go pozyskuje, jak go oznacza i jaką rolę pełni w jego drodze na rynek.
Jak PLD 2026 wpływa na produkty importowane spoza UE?
Nowe przepisy zwiększają znaczenie roli podmiotów działających w Unii Europejskiej, gdy producent znajduje się poza UE. Jednym z celów nowej PLD jest ograniczenie sytuacji, w których osoba poszkodowana nie ma realnej możliwości dochodzenia roszczenia tylko dlatego, że producent ma siedzibę poza Unią. W zależności od konstrukcji łańcucha odpowiedzialność może dotyczyć importera, upoważnionego przedstawiciela albo, jeżeli w UE nie ma tych podmiotów, dostawcy usług realizacji zamówień spełniającego warunki określone w dyrektywie. Dla sklepu, który przechodzi z zakupu od unijnego dystrybutora na bezpośredni import, może to oznaczać istotną zmianę pozycji prawnej. Z tego powodu przy imporcie trzeba zwracać większą uwagę nie tylko na cenę i logistykę, ale również na identyfikację producenta, dokumentację dotyczącą bezpieczeństwa, możliwość powiązania towaru z konkretną partią i zdolność dostawcy do współpracy po zakończeniu sprzedaży.
Czy oprogramowanie i aktualizacje są objęte nowymi zasadami?
Tak. Oprogramowanie zostało wyraźnie uwzględnione w nowym systemie odpowiedzialności produktowej. Może być zapisane bezpośrednio w urządzeniu, udostępniane oddzielnie albo dostarczane za pośrednictwem sieci lub infrastruktury chmurowej. Znaczenie mogą mieć również powiązane usługi cyfrowe, jeżeli są zintegrowane z produktem lub połączone z nim w taki sposób, że bez nich produkt nie mógłby wykonywać jednej lub kilku swoich funkcji. Przy ocenie wadliwości mogą być brane pod uwagę także aktualizacje i brak aktualizacji pozostających pod kontrolą producenta. Nie oznacza to jednak, że każda awaria aplikacji, każda zmiana wersji albo samo pojawienie się nowszej aktualizacji automatycznie świadczy o wadliwości produktu. Ocena zależy od konkretnych okoliczności, sposobu działania produktu, jego bezpieczeństwa oraz tego, kto kontrolował warstwę cyfrową po wprowadzeniu produktu do obrotu.
Czy marketplace może ponosić odpowiedzialność?
Tak, ale nie automatycznie za każdy produkt sprzedawany przez niezależnego sprzedawcę. W określonych sytuacjach do operatora platformy mogą zostać zastosowane zasady odpowiedzialności przewidziane dla dystrybutora. Znaczenie ma między innymi sposób przedstawienia informacji o produkcie i organizacji transakcji. Jeżeli przeciętny konsument może uznać, że produkt oferuje sama platforma albo przedsiębiorca pozostający pod jej zwierzchnictwem lub kontrolą, sytuacja może wyglądać inaczej niż w przypadku platformy, która wyraźnie działa jedynie jako pośrednik. Istotna jest również możliwość wskazania właściwego podmiotu odpowiedzialnego albo dostawcy w wymaganym terminie. Odpowiedzialność nie wynika więc z samego faktu udostępnienia infrastruktury marketplace, lecz zależy od konkretnej roli operatora i sposobu organizacji sprzedaży.
Jakie szkody mogą być objęte roszczeniem?
Roszczeniem mogą być objęte szkody na osobie, określone szkody w mieniu oraz zniszczenie lub uszkodzenie danych niewykorzystywanych do celów zawodowych. Nowa PLD obejmuje szkody na osobie, w tym medycznie uznany uszczerbek na zdrowiu psychicznym. W przypadku mienia chodzi co do zasady o rzeczy inne niż sam wadliwy produkt, przeznaczone i wykorzystywane głównie do celów prywatnych. Nowym i szczególnie istotnym elementem jest możliwość objęcia roszczeniem zniszczenia lub uszkodzenia danych, które nie są wykorzystywane do celów zawodowych. Nie oznacza to jednak, że każda utrata danych lub każde naruszenie prywatności automatycznie prowadzi do odszkodowania na podstawie PLD. Szkoda musi mieścić się w katalogu przewidzianym przez dyrektywę. Sam wadliwy produkt nie jest również kompensowany w ramach tego reżimu, choć roszczenia dotyczące naprawy, wymiany lub zwrotu ceny mogą wynikać z innych przepisów.
Dlaczego dokumentacja będzie ważniejsza po wdrożeniu PLD?
Ponieważ nowe przepisy dają osobie poszkodowanej skuteczniejsze narzędzia dowodowe, a firma może zostać zobowiązana do ujawnienia odpowiednich dowodów. Po odpowiednim uprawdopodobnieniu roszczenia sąd może nakazać ujawnienie informacji pozostających w dyspozycji drugiej strony, a dyrektywa przewiduje również wzruszalne domniemania dotyczące wadliwości produktu i związku przyczynowego. Dokumentacja nie jest automatyczną tarczą przed odpowiedzialnością, ale może mieć kluczowe znaczenie dla odtworzenia faktów. Firma może potrzebować informacji o producencie, importerze, partii, dostawcy, wersji oprogramowania, aktualizacjach, ostrzeżeniach, reklamacjach i incydentach. Równie ważna jak samo przechowywanie dokumentów jest identyfikowalność produktu, czyli możliwość powiązania konkretnego egzemplarza lub partii z odpowiednimi informacjami. Brak takiej możliwości może utrudnić nie tylko obronę własnego stanowiska, ale również ustalenie odpowiedzialnego partnera i dochodzenie regresu.
Jak długo może istnieć ryzyko odpowiedzialności za produkt?
Nowa PLD przewiduje trzyletni termin przedawnienia, zasadniczy dziesięcioletni okres wygaśnięcia praw poszkodowanego oraz wyjątkowy okres 25 lat dla określonych utajonych szkód na osobie. Trzyletni termin przedawnienia jest liczony co do zasady od dnia, w którym osoba poszkodowana dowiedziała się lub powinna była dowiedzieć się o szkodzie, wadliwości produktu oraz tożsamości podmiotu odpowiedzialnego. Zasadniczy dziesięcioletni okres wygaśnięcia praw jest natomiast liczony od wprowadzenia produktu do obrotu lub oddania go do użytku. W szczególnych przypadkach utajonej szkody na osobie okres ten może zostać wydłużony do 25 lat. Nie oznacza to, że każdy produkt generuje odpowiedzialność przez ćwierć wieku, ale pokazuje, że historia produktu może mieć znaczenie długo po zakończeniu jego sprzedaży. Dlatego polityka przechowywania danych i dokumentów powinna uwzględniać także dłuższą perspektywę ryzyka produktowego.


