Call-off stock w e-commerce: jak magazynowanie w kraju klienta obniża koszty i przyspiesza sprzedaż
Spis treści
Rynek jednak nie stoi w miejscu. Klienci przyzwyczajeni do szybkich dostaw oczekują dziś standardu „na jutro”, niezależnie od tego, czy kupują od globalnej marki, czy od kilkuosobowej firmy z Polski. W e-commerce czas dostawy przestał być dodatkiem do oferty, a stał się jednym z kluczowych argumentów sprzedażowych. Jednocześnie młodzi przedsiębiorcy coraz częściej szukają rozwiązań, które pozwolą im sprzedawać więcej, ale bez dokładania sobie kolejnych obowiązków administracyjnych i kosztów stałych. W tym miejscu pojawia się call-off stock – model, który jeszcze kilka lat temu był domeną dużych graczy B2B, a dziś coraz śmielej wchodzi do świata handlu elektronicznego.
Zobacz też!
Odwrotne obciążenie (reverse charge) – co to jest i co muszę wiedzieć?
https://amavat.pl/czy-likwidacja-zwolnienia-celnego-do-150-e-oznacza-rewolucje-dla-e-handlu/
Główna teza tego artykułu jest prosta, ale poparta danymi i praktyką rynkową. Magazynowanie towarów w kraju klienta w modelu call-off stock pozwala realnie obniżyć koszty logistyki, skrócić czas dostawy do jednego–dwóch dni i jednocześnie zwiększyć sprzedaż dzięki lepszemu doświadczeniu zakupowemu. Dla wielu sprzedawców oznacza to różnicę między e-commerce, który „jakoś działa”, a biznesem, który zaczyna się skalować bez ciągłego gaszenia pożarów.
W dalszej części artykułu pokażę, jak call-off stock działa w praktyce w e-commerce, dlaczego lokalny magazyn może być tańszy niż wysyłka transgraniczna, i w jaki sposób szybsza dostawa przekłada się na wyższą konwersję oraz powtarzalność zakupów. Bez prawniczego żargonu, ale z pełnym wyjaśnieniem mechanizmów, kosztów i ryzyk. Jeśli zastanawiasz się, czy to rozwiązanie ma sens dla Twojego sklepu i jak może wpłynąć na wynik finansowy, ten tekst jest właśnie dla Ciebie.
Czym jest call-off stock i jak działa w e-commerce?
Call-off stock to pojęcie, które w ostatnich latach zaczęło pojawiać się także w kontekście e-commerce, często jednak w sposób uproszczony albo wręcz błędny. Dlatego już na starcie warto jasno powiedzieć, czym ta procedura jest, a czym nie jest, oraz w jakich scenariuszach rzeczywiście może mieć zastosowanie przy sprzedaży online. To ważne, bo call-off stock bywa przedstawiany jako uniwersalne rozwiązanie na magazynowanie towarów za granicą bez VAT, podczas gdy w praktyce działa tylko w bardzo konkretnym modelu biznesowym.
Definicja call-off stock (kontekst UE i „quick fixes”)
Call-off stock to procedura obowiązująca w Unii Europejskiej od 1 stycznia 2020 r., wprowadzona do dyrektywy VAT w ramach tzw. „quick fixes”. W Polsce przepisy wdrażające ten pakiet zaczęły obowiązywać od 1 lipca 2020 r., co tłumaczy, dlaczego w wielu polskich materiałach pojawia się właśnie ta druga data. Niezależnie od różnic implementacyjnych, zasada działania procedury jest w całej UE taka sama.
W ujęciu podatkowym call-off stock polega na tym, że podatnik VAT wysyła swoje towary do magazynu w innym kraju UE, z góry przeznaczając je dla jednego, konkretnego nabywcy, który jest podatnikiem VAT w tym kraju. W momencie przemieszczenia towarów nie dochodzi jeszcze do dostawy w rozumieniu VAT. Towary są jedynie czasowo magazynowane. Dopiero w chwili, gdy nabywca pobiera towar z magazynu, dochodzi do dostawy w rozumieniu VAT, czyli przeniesienia prawa do rozporządzania towarem jak właściciel.
To rozróżnienie jest kluczowe. W call-off stock nie sprzedajesz towaru „do magazynu”. Sprzedaż następuje dopiero przy pobraniu towaru przez zidentyfikowanego nabywcę. Dzięki temu uproszczeniu dostawca nie musi rejestrować się do VAT w kraju magazynowania, o ile spełni wszystkie warunki procedury, w tym formalne obowiązki ewidencyjne i raportowe.
Mechanizm działania w e-commerce – gdzie kończy się call-off stock
W czystej postaci mechanizm call-off stock wygląda następująco: polski dostawca wysyła towary do magazynu w innym kraju UE, na przykład w Niemczech. Już w momencie wysyłki wiadomo, że towary te są przeznaczone dla konkretnego odbiorcy B2B, posiadającego ważny niemiecki numer VAT. Towary czekają w magazynie, a odbiorca pobiera je partiami, w miarę potrzeb. Każde takie pobranie jest traktowane jako wewnątrzwspólnotowa dostawa i nabycie towarów, rozliczane według zasad VAT.
I w tym miejscu trzeba postawić wyraźną granicę. Ten model nie jest typowym e-commerce B2C. W klasycznej sprzedaży internetowej do konsumentów końcowych nie istnieje jeden, z góry znany nabywca VAT, dla którego przeznaczony jest towar. Klienci pojawiają się dopiero w momencie złożenia zamówienia, a wcześniej sprzedawca nie wie, kto dokładnie kupi dany produkt.
Dlatego w większości przypadków magazynowanie towarów w zagranicznym centrum fulfillmentowym dla sprzedaży B2C, także na platformach takich jak Amazon, nie spełnia warunków call-off stock w rozumieniu unijnych quick fixes. Jest to zwykle zwykłe przemieszczenie własnych towarów do innego kraju UE, które samo w sobie może powodować obowiązek rejestracji VAT w kraju magazynu, a następnie sprzedaż lokalną albo sprzedaż wysyłkową do konsumentów.
To bardzo ważne rozróżnienie praktyczne. Call-off stock nie jest uproszczeniem dla modelu „magazynuję towar w Niemczech i sprzedaję go wielu klientom B2C”. Jest uproszczeniem dla relacji B2B z jednym, znanym nabywcą, nawet jeśli sprzedaż odbywa się partiami i w czasie.
Call-off stock vs magazyn konsygnacyjny
Call-off stock bywa też mylony z magazynem konsygnacyjnym, ponieważ oba modele zakładają, że towar fizycznie znajduje się poza siedzibą dostawcy, ale formalnie nadal do niego należy. Różnice są jednak istotne i w praktyce podatkowej bardzo konkretne.
W magazynie konsygnacyjnym towary często nie są przypisane do jednego, z góry określonego odbiorcy. Mogą być przeznaczone dla wielu potencjalnych nabywców, a okres ich przechowywania bywa nieograniczony. W call-off stock taka elastyczność nie istnieje. Procedura wymaga wskazania konkretnego nabywcy już na etapie przemieszczenia towarów, a towary mogą pozostawać w magazynie maksymalnie 12 miesięcy.
Różnice podatkowe są jeszcze ważniejsze. Call-off stock korzysta z wyraźnie zdefiniowanego unijnego uproszczenia VAT, pod warunkiem spełnienia szeregu formalności. Należą do nich m.in. obowiązek prowadzenia szczegółowego rejestru call-off stock po stronie dostawcy i nabywcy, prawidłowe wykazywanie transakcji w informacji podsumowującej VAT-UE oraz spełnienie warunków dla zastosowania stawki 0% przy wewnątrzwspólnotowej dostawie towarów. Przepisy regulują także sytuacje takie jak zmiana nabywcy, zwrot towaru, zniszczenie, ubytki czy brak pobrania towaru w ciągu 12 miesięcy.
W praktyce oznacza to, że call-off stock nie jest prostym „logistycznym hackiem”, lecz sformalizowaną procedurą podatkową. Dobrze wdrożona może znacząco uprościć rozliczenia i obniżyć koszty, ale zastosowana w niewłaściwym modelu, na przykład w e-commerce B2C, może prowadzić do poważnych błędów podatkowych.
Dlatego w dalszej części artykułu będziemy wyraźnie rozróżniać sytuacje, w których call-off stock rzeczywiście ma zastosowanie, od tych, w których magazynowanie towarów za granicą oznacza zupełnie inne konsekwencje VAT-owskie, mimo że na pierwszy rzut oka wygląda bardzo podobnie logistycznie.
Dlaczego magazynowanie w kraju klienta obniża koszty?
Na pierwszy rzut oka magazynowanie towarów w kraju klienta może wydawać się droższe i bardziej skomplikowane niż obsługa sprzedaży z jednego, centralnego magazynu. W praktyce jednak wielu sprzedawców e-commerce odkrywa, że lokalizacja zapasu bliżej rynku sprzedaży pozwala znacząco obniżyć koszty operacyjne. Kluczowe jest zrozumienie, że nie chodzi wyłącznie o koszt samego magazynowania, ale o to, jakie koszty znikają z całego łańcucha logistycznego i jak zmienia się ekonomika pojedynczego zamówienia.
Eliminacja kosztów cross-border fulfillment
Jednym z największych obciążeń w cross-border e-commerce są koszty realizacji zamówień wysyłanych między krajami UE. Nawet jeśli nie ma tu odpraw celnych, transport międzynarodowy niemal zawsze wiąże się z wyższymi stawkami linehaul, dopłatami paliwowymi, dopłatami strefowymi oraz mniej przewidywalnymi czasami doręczeń. Do tego dochodzą zwroty, które w modelu transgranicznym są droższe, wolniejsze i trudniejsze operacyjnie.
Magazynowanie towaru w kraju klienta eliminuje te problemy u podstaw. Zamówienie przestaje być przesyłką międzynarodową, a staje się zwykłą wysyłką krajową. Koszty transportu są niższe i stabilniejsze, SLA łatwiejsze do utrzymania, a obsługa zwrotów prostsza i tańsza. Dla e-commerce oznacza to większą przewidywalność kosztów jednostkowych i mniejszą wrażliwość marży na zmiany cenników przewoźników.
W efekcie lokalny fulfillment bardzo często okazuje się głównym źródłem oszczędności, nawet jeśli koszt samego magazynu w danym kraju nie jest najniższy. Oszczędności nie wynikają z „tańszego magazynu”, lecz z tego, że każda pojedyncza sprzedaż przestaje generować koszt wysyłki międzynarodowej.
Niższe opłaty logistyczne (fulfillment fees)
Drugim obszarem realnych oszczędności są opłaty logistyczne naliczane przez operatorów fulfillmentowych. Wysyłki krajowe są w większości przypadków tańsze w obsłudze niż wysyłki międzynarodowe, zarówno pod względem samej wysyłki, jak i procesów magazynowych. Operator rozlicza zamówienie jak standardową paczkę krajową, bez dodatkowych narzutów związanych z obsługą cross-border.
Trzeba jednak jasno powiedzieć, że to zależy od modelu i cennika. Stawki fulfillmentowe różnią się w zależności od operatora, kraju, strefy, wagi gabarytowej, cut-offów, sezonowości czy wolumenu. Nie w każdym przypadku lokalny fulfillment będzie tańszy „na papierze”. W praktyce jednak w wielu branżach przejście z wysyłek międzynarodowych na krajowe realnie obniża koszt realizacji jednego zamówienia, szczególnie przy większej skali sprzedaży.
Ten efekt bardzo dobrze się skaluje. Różnica kilku euro na jednej paczce może być mało odczuwalna przy kilkudziesięciu zamówieniach miesięcznie, ale przy kilku tysiącach zaczyna bezpośrednio wpływać na rentowność biznesu. Lokalny magazyn przestaje być wtedy kosztem stałym, a zaczyna działać jak narzędzie ochrony marży.
Optymalizacja zapasów i cash flow
Magazynowanie w kraju klienta wpływa także na sposób zarządzania zapasami i płynnością finansową. Towar znajdujący się blisko rynku sprzedaży jest dostępny praktycznie od ręki, co skraca czas od momentu zamówienia do dostawy i przyspiesza rotację zapasu. Kapitał zamrożony w towarze szybciej wraca do firmy, co poprawia cash flow i zmniejsza presję na finansowanie zewnętrzne.
Jednocześnie warto zachować ostrożność w prostych wnioskach. Lokalny stock nie zawsze oznacza mniejsze bufory magazynowe. W modelach wielokrajowych często wręcz rośnie potrzeba planowania alokacji zapasu pomiędzy rynkami, aby utrzymać stabilne SLA w każdym kraju. Różnica polega na tym, że przy magazynowaniu lokalnym łatwiej reagować na realny popyt, szybciej przesuwać towar i lepiej kontrolować rotację, zamiast wysyłać duże partie „w ciemno” z jednego centralnego magazynu.
W określonych modelach B2B, w tym przy zastosowaniu procedury call-off stock, dodatkowym efektem może być przesunięcie momentu rozliczenia VAT do chwili pobrania towaru przez nabywcę. Warto jednak pamiętać, że w ramach reformy ViDA call-off stock ma być stopniowo wygaszany na rzecz nowych uproszczeń, takich jak rozszerzenie OSS, co sprawia, że jest to rozwiązanie bardziej „na teraz” niż strategia długoterminowa na wiele lat. W e-commerce B2C efekt podatkowy wygląda inaczej, ale sama szybkość rotacji zapasu nadal pozostaje jednym z kluczowych czynników wpływających na płynność.

Uproszczenia VAT i administracji – ale z ważnym zastrzeżeniem
Temat VAT jest miejscem, w którym najłatwiej o niebezpieczne uproszczenia. Lokalny magazyn rzeczywiście może uprościć część operacji, ale nie zawsze oznacza mniejszą liczbę obowiązków podatkowych. Uproszczenia w rodzaju „jedna rejestracja VAT w UE” są możliwe tylko w bardzo konkretnych scenariuszach, przede wszystkim w modelu call-off stock z jednym, z góry znanym nabywcą B2B i przy spełnieniu wszystkich warunków formalnych.
W typowym e-commerce B2C magazynowanie towaru w innym kraju UE zazwyczaj powoduje powstanie obowiązków VAT w tym kraju, z nielicznymi wyjątkami wynikającymi z bardzo specyficznych uproszczeń. Dodatkowo sprzedaż do klientów w kraju, w którym znajduje się magazyn, jest sprzedażą lokalną i nie może być rozliczana przez OSS, który dotyczy głównie wewnątrzunijnych sprzedaży wysyłkowych.
Dlatego warto spojrzeć na lokalny magazyn w sposób bilansowy. Z jednej strony obniża on koszty logistyczne i operacyjne, z drugiej może podnieść koszty podatkowo-administracyjne związane z rejestracjami i rozliczeniami VAT. Opłacalność tego modelu wynika z równowagi między jednym i drugim. Dla wielu młodych firm e-commerce, które osiągają już sensowny wolumen sprzedaży, ten bilans mimo wszystko wychodzi na plus, zwłaszcza gdy logistyka zaczyna być większym ograniczeniem wzrostu niż sama sprzedaż.
Porównanie modeli magazynowania w e-commerce
W dyskusjach o skalowaniu sprzedaży zagranicznej w e-commerce bardzo często ścierają się dwa podejścia. Z jednej strony mamy klasyczny model centralny, czyli jeden magazyn obsługujący wiele rynków. Z drugiej pojawiają się modele „bliżej klienta”, w tym call-off stock w wariancie B2B oraz lokalne magazyny dla sprzedaży B2C. Żeby sensownie porównać te rozwiązania, trzeba spojrzeć na nie przez trzy pryzmaty: koszt jednostkowy, czas dostawy oraz konsekwencje podatkowe. Dopiero wtedy widać, gdzie faktycznie powstają oszczędności, a gdzie pojawiają się nowe obciążenia.
Centralny magazyn obsługujący sprzedaż cross-border
W modelu centralnego magazynu cała sprzedaż zagraniczna realizowana jest z jednego kraju. Każde zamówienie wysyłane do innego państwa UE jest traktowane jako przesyłka międzynarodowa, co podnosi koszt fulfillmentu. W cenie pojedynczego zamówienia zawarte są wyższe koszty transportu, dopłaty przewoźników oraz droższa obsługa zwrotów. Przy większym wolumenie sprzedaży te koszty rosną liniowo, co sprawia, że model centralny staje się coraz mniej efektywny kosztowo.
Czas dostawy w tym modelu zazwyczaj mieści się w przedziale od trzech do siedmiu dni. Dla części klientów jest to akceptowalne, ale w wielu branżach oznacza niższą konwersję i większą liczbę zapytań posprzedażowych. Od strony podatkowej sprzedaż B2C może być rozliczana w ramach OSS lub, przy niespełnieniu warunków, poprzez rejestracje lokalne. Model centralny upraszcza administrację, ale nie eliminuje kosztów logistycznych wynikających z charakteru cross-border.
Call-off stock w relacjach B2B
W modelu call-off stock towar jest wcześniej przemieszczany do magazynu w kraju odbiorcy, ale sprzedaż w rozumieniu VAT następuje dopiero w momencie pobrania towaru przez z góry określonego kontrahenta B2B. Dzięki temu koszt jednostkowy realizacji dostawy nie obejmuje wysyłki międzynarodowej, ponieważ towar fizycznie znajduje się już na miejscu. Logistycznie przypomina to lokalną dystrybucję, a nie sprzedaż transgraniczną.
Czas realizacji w tym modelu jest bardzo krótki. Pobranie towaru i jego dalsza dystrybucja mogą odbywać się w ciągu jednego lub dwóch dni, co w relacjach B2B przekłada się na krótsze lead time’y i większą stabilność łańcucha dostaw. Od strony podatkowej call-off stock, przy spełnieniu wszystkich warunków formalnych, pozwala uniknąć rejestracji VAT w kraju magazynowania. Skala oszczędności w tym modelu bywa wysoka, ale tylko przy stabilnym wolumenie i długoterminowej współpracy z odbiorcą.
Lokalny magazyn dla sprzedaży B2C
W modelu lokalnego magazynu towar znajduje się fizycznie w kraju, w którym dokonywana jest sprzedaż do konsumentów. Koszt fulfillmentu jest zazwyczaj niższy niż w modelu cross-border, ponieważ zamówienia realizowane są jako przesyłki krajowe. Różnice w kosztach jednostkowych są szczególnie widoczne przy większych wolumenach i produktach o niskiej marży.
Czas dostawy w tym modelu wynosi zwykle jeden lub dwa dni, co znacząco wpływa na doświadczenie klienta i poziom konwersji. Od strony podatkowej lokalny magazyn niemal zawsze oznacza konieczność rejestracji VAT w kraju magazynu. Samo posiadanie zapasu oraz sprzedaż do lokalnych konsumentów generują obowiązki podatkowe, których nie da się rozliczyć w OSS. Skala oszczędności logistycznych bywa bardzo wysoka, ale trzeba ją zestawić z kosztami administracyjnymi i obsługą rozliczeń VAT.
Ten sposób porównania pokazuje, że nie istnieje jeden uniwersalny model magazynowania. Centralny magazyn jest prosty na starcie, call-off stock jest precyzyjnym narzędziem dla relacji B2B, a lokalny magazyn B2C oferuje największe korzyści logistyczne kosztem większej złożoności podatkowej. W praktyce opłacalność każdego z tych rozwiązań zależy od bilansu kosztów, czasu dostawy i obowiązków administracyjnych, a nie od samej lokalizacji towaru.
Jak call-off stock przyspiesza sprzedaż?
Przyspieszenie sprzedaży w e-commerce rzadko wynika dziś z jednego czynnika. To raczej efekt połączenia kilku elementów, które razem wpływają na decyzje zakupowe klientów, widoczność oferty i stabilność operacyjną sklepu. W tym kontekście call-off stock, stosowany zgodnie ze swoim pierwotnym założeniem w relacjach B2B, oraz lokalne magazynowanie towarów bliżej rynku sprzedaży pokazują bardzo podobną logikę działania. Towar dostępny lokalnie skraca czas realizacji zamówień, a to uruchamia cały łańcuch pozytywnych konsekwencji sprzedażowych.

Znaczenie czasu dostawy w decyzjach zakupowych
Dla klientów e-commerce czas dostawy przestał być miłym dodatkiem do oferty. Stał się jednym z kluczowych kryteriów wyboru sprzedawcy. Oczekiwanie dostawy w ciągu jednego lub dwóch dni jest dziś normą, a nie przewagą konkurencyjną. Gdy czas realizacji przekracza 48 godzin, wielu klientów zaczyna porównywać oferty albo całkowicie porzuca koszyk, nawet jeśli cena jest atrakcyjna.
Szybkość dostawy ma bezpośredni wpływ na konwersję. Klient, który widzi, że produkt dotrze jutro lub pojutrze, rzadziej odkłada decyzję zakupową „na później”. Krótki czas dostawy zmniejsza moment wahania i ogranicza liczbę bodźców, które mogą odciągnąć uwagę od finalizacji zakupu. W praktyce oznacza to, że nawet przy identycznym produkcie i cenie, oferta z szybszą dostawą sprzedaje się lepiej.
W modelach, w których towar musi być każdorazowo wysyłany z innego kraju, ten efekt działa w drugą stronę. Dłuższy czas dostawy zwiększa liczbę porzuconych koszyków i obniża skuteczność kampanii reklamowych, bo część budżetu „przepala się” na kliknięcia, które nie kończą się sprzedażą.
Lokalny magazyn = szybsza wysyłka
Najprostszym sposobem na skrócenie czasu dostawy jest fizyczne zbliżenie towaru do klienta. Gdy produkt znajduje się w magazynie w tym samym kraju, realizacja zamówienia może odbywać się w standardzie jednego–dwóch dni, bez względu na to, czy mówimy o sprzedaży B2B w modelu call-off stock, czy o sprzedaży B2C z lokalnego magazynu.
Szybsza wysyłka to nie tylko krótszy czas w systemie przewoźnika. To także wcześniejsze przekazanie paczki do sortowni, większa przewidywalność doręczeń i mniejsze ryzyko opóźnień. W efekcie klient dostaje to, co obiecano, a sprzedawca rzadziej musi reagować na reklamacje związane z terminem dostawy.
W przypadku sprzedaży na marketplace’ach lokalna dostępność towaru często otwiera drogę do programów typu fast delivery czy Prime, które dla wielu klientów są domyślnym filtrem wyboru oferty. Nawet jeśli formalnie call-off stock nie dotyczy sprzedaży B2C, sam mechanizm „towar już jest w kraju” działa identycznie pod względem logistycznym i sprzedażowym.
Wpływ na widoczność i doświadczenie użytkownika
Szybka dostawa wpływa nie tylko na decyzję zakupową pojedynczego klienta, ale także na to, jak oferta jest postrzegana przez algorytmy marketplace’ów i platform sprzedażowych. Krótszy czas realizacji, wyższa terminowość i mniejsza liczba problemów logistycznych przekładają się na lepsze wskaźniki jakości konta sprzedawcy.
Na platformach takich jak Amazon oznacza to wyższą widoczność ofert w wynikach wyszukiwania, większą szansę na wygranie Buy Boxa i lepszą ekspozycję produktów. W sklepie własnym szybsza dostawa poprawia doświadczenie użytkownika, zmniejsza liczbę negatywnych opinii i zwiększa zaufanie do marki.
Zadowolony klient nie tylko częściej zostawia pozytywną recenzję, ale też chętniej wraca po kolejne zakupy. Powtarzalność zamówień jest jednym z najtańszych źródeł wzrostu sprzedaży, a szybka i przewidywalna dostawa jest jednym z głównych czynników, które ją budują. W tym sensie lokalny magazyn działa jak inwestycja w długoterminową relację z klientem, a nie tylko narzędzie do jednorazowej sprzedaży.
Ograniczenie stockoutów i ryzyk operacyjnych
Przyspieszenie sprzedaży nie byłoby możliwe bez większej stabilności operacyjnej. Towar znajdujący się bliżej rynku sprzedaży pozwala szybciej reagować na zmiany popytu i ograniczać ryzyko braków magazynowych. Gdy zapas jest centralnie oddalony o setki kilometrów, każda nieprzewidziana zmiana sprzedaży może oznaczać kilkudniową lub kilkutygodniową lukę dostępności.
Lokalny magazyn, w tym call-off stock w modelu B2B, skraca czas uzupełniania zapasu i pozwala lepiej planować dostawy. Łatwiej jest analizować rotację w konkretnym kraju, reagować na sezonowość i przesuwać towar tam, gdzie faktycznie się sprzedaje. To z kolei zmniejsza liczbę sytuacji, w których oferta znika ze sklepu lub marketplace’u w kluczowym momencie.
Mniej stockoutów to nie tylko więcej sprzedaży tu i teraz. To także lepsza historia konta, stabilniejsze wyniki kampanii reklamowych i mniejsze ryzyko „wypadnięcia z rytmu” sprzedażowego. W dłuższej perspektywie właśnie ta stabilność sprawia, że biznes e-commerce może rosnąć szybciej, bez ciągłego nadrabiania strat spowodowanych problemami logistycznymi.
Case studies i przykłady zastosowań
Case studies pozwalają zobaczyć różnicę między tym, co dobrze brzmi w teorii, a tym, co faktycznie działa w codziennej sprzedaży. W kontekście magazynowania towarów za granicą szczególnie ważne jest wyraźne rozróżnienie dwóch scenariuszy. Pierwszy dotyczy sprzedawców e-commerce działających na marketplace’ach i obsługujących klientów końcowych. Drugi obejmuje firmy B2B, dla których call-off stock jest realnym narzędziem skracania lead time’ów i stabilizowania relacji handlowych. Choć efekty biznesowe mogą wyglądać podobnie, mechanizmy stojące za nimi są zupełnie inne.
Sprzedawcy e-commerce na marketplace’ach
W przypadku marketplace’ów punkt wyjścia jest zazwyczaj podobny. Sprzedawca zaczyna od wysyłek cross-border z jednego kraju, bo to najprostsze operacyjnie i nie wymaga od razu budowania zagranicznej infrastruktury. Wraz ze wzrostem sprzedaży pojawiają się jednak ograniczenia. Koszt fulfillmentu rośnie z każdym zamówieniem, czas dostawy wydłuża się, a klienci coraz częściej wybierają oferty, które gwarantują szybką realizację.
Moment przeniesienia towaru do lokalnego magazynu w kraju sprzedaży bywa dla wielu sprzedawców przełomowy. Czas dostawy skraca się do jednego lub dwóch dni, co bezpośrednio wpływa na konwersję. Klienci rzadziej porzucają koszyk i częściej finalizują zakup, bo produkt jest dostępny „od ręki”. Przy tej samej liczbie wyświetleń oferty sprzedaż zaczyna rosnąć, bez konieczności zwiększania budżetów reklamowych.
Równolegle zmienia się struktura kosztów. Zamiast ponosić koszt wysyłki międzynarodowej przy każdym zamówieniu, sprzedawca płaci za lokalny fulfillment. W wielu branżach, szczególnie przy większym wolumenie, koszt jednostkowy realizacji zamówienia spada. Oszczędności te są często wykorzystywane do poprawy marży albo do dalszego skalowania sprzedaży poprzez reklamy i promocje.
Na marketplace’ach takich jak Amazon lokalna dostępność towaru jest także jednym z kluczowych warunków wejścia w programy szybkiej dostawy i utrzymania konkurencyjnej widoczności oferty. Lepsze SLA, wyższa terminowość i mniej problemów logistycznych przekładają się na lepsze wskaźniki konta, a w konsekwencji na większą sprzedaż.
W tym miejscu warto jasno zaznaczyć jedno. W opisanym scenariuszu nie mówimy o call-off stock jako procedurze podatkowej, lecz o lokalnym magazynowaniu w modelu B2C. Jeżeli towar znajduje się w kraju sprzedaży, na przykład w Niemczech, to sprzedaż do klientów w tym kraju jest sprzedażą lokalną i nie może być rozliczana przez OSS. Efekt sprzedażowy wynika z szybkości dostawy i lokalnej dostępności towaru, a nie z uproszczeń VAT.
B2B e-commerce i produkty specjalistyczne
Drugi typ case studies dotyczy firm działających w modelu B2B, sprzedających produkty specjalistyczne, komponenty lub towary o regularnym, powtarzalnym zapotrzebowaniu. W takich scenariuszach call-off stock działa dokładnie tak, jak został zaprojektowany w przepisach unijnych.
Typowy przykład to producent lub dystrybutor z Polski, który sprzedaje do jednego lub kilku odbiorców w innym kraju UE. Każda partia towaru przemieszczana w ramach call-off stock jest przypisana do konkretnego, zidentyfikowanego nabywcy VAT już w momencie wysyłki. Zamówienia są regularne, ale ich dokładny wolumen zmienia się w czasie, co utrudnia planowanie przy klasycznym modelu wysyłek transgranicznych.
W takim układzie lead time skraca się z kilku do kilkunastu dni, w zależności od branży i procesu zamówień, do jednego lub dwóch dni od momentu pobrania towaru z magazynu. Odbiorca zyskuje elastyczność i ciągłość dostaw, a dostawca nie musi za każdym razem organizować transportu międzynarodowego. To znacząco zmniejsza ryzyko przestojów, poprawia planowanie produkcji i stabilizuje współpracę po obu stronach.
Dodatkowym elementem jest aspekt podatkowy. Przy spełnieniu warunków procedury call-off stock dostawca może uniknąć rejestracji VAT w kraju magazynowania. Warunkiem utrzymania uproszczenia jest jednak m.in. prowadzenie odpowiednich rejestrów call-off stock, prawidłowe raportowanie w informacji podsumowującej VAT-UE oraz dotrzymanie limitu 12 miesięcy na pobranie towaru. To rozwiązanie nie jest „automatyczne”, ale przy właściwym wdrożeniu daje realną przewagę operacyjną.
W dłuższej perspektywie pojawia się też efekt stricte sprzedażowy. Odbiorca, który ma zapewnioną dostępność towaru i krótki czas reakcji, rzadziej szuka alternatywnych dostawców i częściej składa zamówienia cykliczne. Call-off stock wzmacnia relację handlową i czyni dostawcę elementem łańcucha dostaw klienta, a nie tylko zewnętrznym sprzedawcą.
Warto jednak pamiętać o horyzoncie czasowym. W ramach reformy ViDA procedura call-off stock ma być wygaszana. Po 30 czerwca 2028 r. nie będzie można inicjować nowych przemieszczeń w tym modelu, a samo uproszczenie ma przestać obowiązywać 30 czerwca 2029 r., ponieważ planowane jest objęcie transferów własnych towarów rozszerzonym OSS. Oznacza to, że call-off stock jest rozwiązaniem „tu i teraz”, a nie strategią na dekadę.
Te przykłady pokazują, że choć lokalny stock w B2C i call-off stock w B2B mogą prowadzić do podobnych efektów sprzedażowych, stoją za nimi zupełnie różne mechanizmy. Świadome rozróżnienie tych modeli pozwala dobrać rozwiązanie, które faktycznie wspiera rozwój biznesu, zamiast tworzyć ryzyka podatkowe lub nierealne oczekiwania.
Kiedy call-off stock ma największy sens?
Call-off stock nie jest rozwiązaniem uniwersalnym i właśnie dlatego bywa źle oceniany. W firmach, które wdrażają go bez dopasowania do realnego modelu biznesowego, często kończy się to rozczarowaniem albo problemami formalnymi. Z kolei tam, gdzie procedura jest świadomie dobrana do struktury sprzedaży i procesów operacyjnych, potrafi realnie uprościć działanie i poprawić konkurencyjność. Kluczowe pytanie nie brzmi więc, czy call-off stock jest „dobry”, ale dla kogo i w jakich warunkach faktycznie ma sens.
Profil idealnego sprzedawcy
Call-off stock najlepiej sprawdza się u sprzedawców działających cross-border w relacjach B2B, którzy współpracują z konkretnymi, z góry zidentyfikowanymi odbiorcami zagranicznymi. To nie jest model dla masowej sprzedaży do przypadkowych klientów, lecz dla firm, które mają jasno określone rynki docelowe i stabilne relacje handlowe z podatnikami VAT w innych krajach UE. Towar jest przemieszczany do magazynu z myślą o konkretnym nabywcy, a nie „na zapas dla rynku”.
W praktyce call-off stock najlepiej działa wtedy, gdy wolumen sprzedaży jest w miarę stały lub przewidywalny. Nie jest to warunek prawny, ale biznesowa obserwacja. Regularne pobrania towaru znacząco zmniejszają ryzyko przekroczenia limitu 12 miesięcy i utraty uproszczenia. Firmy, które znają rytm zamówień swoich odbiorców, nawet jeśli wolumen waha się sezonowo, dużo łatwiej utrzymują procedurę w ryzach.
Znaczenie ma również charakter produktu. Call-off stock znacznie lepiej pasuje do towarów niepsujących się i o dłuższym cyklu życia. Nie chodzi o samą „trwałość” produktu, lecz o ryzyko, że towar nie zostanie pobrany w wymaganym terminie. Produkty techniczne, komponenty, materiały eksploatacyjne czy towary przemysłowe dobrze wpisują się w model, w którym zapas może spokojnie czekać na pobranie, bez presji sezonowości czy trendów rynkowych.
Ryzyka i ograniczenia modelu
Najważniejszym ograniczeniem call-off stock jest limit czasowy magazynowania. Towar może przebywać w magazynie maksymalnie 12 miesięcy od momentu przemieszczenia. Jeśli w tym czasie nie dojdzie do dostawy w rozumieniu VAT na rzecz wskazanego nabywcy, uproszczenie przestaje działać, a przemieszczenie trzeba rozliczyć na zasadach ogólnych. To sprawia, że call-off stock wymaga aktywnego zarządzania zapasem i bieżącej kontroli terminów, a nie podejścia „wysłaliśmy i zapomnieliśmy”.
Drugim obszarem ryzyka jest elastyczność operacyjna. Call-off stock wymaga, aby towar był przypisany do konkretnego, zidentyfikowanego nabywcy VAT, a cała ścieżka przemieszczenia i pobrania była możliwa do odtworzenia w ewidencjach. Modele magazynowania, w których towar jest swobodnie przesuwany między lokalizacjami albo „rotowany” między klientami, mogą być trudne do pogodzenia z tą procedurą. Zmiany lokalizacji czy nabywcy nie są co do zasady zakazane, ale wymagają poprawnej ewidencji i raportowania. W przeciwnym razie bardzo łatwo utracić prawo do uproszczenia.
Istotne są także operacje po sprzedaży. Zwroty, reklamacje, ubytki czy zniszczenia towaru muszą być odpowiednio udokumentowane i ujęte w rejestrach. Call-off stock nie eliminuje tych zdarzeń, a wręcz podnosi poprzeczkę formalną. Warunkiem stosowania uproszczenia są m.in. właściwe rejestry call-off stock po stronie dostawcy i nabywcy oraz poprawne raportowanie w informacji podsumowującej VAT-UE, w tym wykazywanie właściwego nabywcy i ewentualnych zmian. To model, który premiuje porządek procesowy i dyscyplinę dokumentacyjną.
Kiedy call-off stock się nie opłaca?
Są sytuacje, w których call-off stock nie jest najlepszym wyborem, nawet jeśli teoretycznie dałoby się go wdrożyć. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest niski lub bardzo niestabilny wolumen sprzedaży. Przy sporadycznych zamówieniach ryzyko przekroczenia limitu 12 miesięcy rośnie, a potencjalne korzyści nie równoważą kosztów organizacyjnych i formalnych.
Model ten słabo pasuje także do produktów o krótkim cyklu życia, sezonowych lub trendowych. W takich przypadkach ryzyko, że towar nie zostanie pobrany w ciągu 12 miesięcy, jest wysokie, co czyni call-off stock rozwiązaniem nie tylko niewygodnym, ale wręcz ryzykownym podatkowo. Gdy produkt traci aktualność szybciej niż rotuje zapas, uproszczenie przestaje być atutem.
Trzecim przypadkiem jest brak stabilnej relacji z odbiorcą. Call-off stock zakłada długoterminową współpracę i realne zobowiązanie po obu stronach. Jeśli sprzedaż jest testowa, projektowa albo oparta na pojedynczych kontraktach, lepiej sięgnąć po prostsze modele logistyczne i podatkowe. Call-off stock nie jest narzędziem do ratowania sprzedaży ani do eksperymentów rynkowych. Jest rozwiązaniem optymalizacyjnym dla firm, które mają już uporządkowany biznes.
Na koniec warto uwzględnić także horyzont czasowy. W ramach reformy ViDA procedura call-off stock ma być wygaszana. Po 30 czerwca 2028 r. nie będzie można inicjować nowych przemieszczeń w tym modelu, a samo uproszczenie ma przestać obowiązywać 30 czerwca 2029 r., ponieważ planowane jest objęcie transferów własnych towarów rozszerzonym OSS. Oznacza to, że call-off stock jest narzędziem „tu i teraz”, a nie strategią na kolejne dziesięć lat.
W praktyce najlepiej sprawdza się tam, gdzie biznes jest już poukładany, procesy są zdyscyplinowane, a relacje z odbiorcami stabilne. W takich warunkach może dać realną przewagę. W pozostałych przypadkach łatwo zamienia się w źródło komplikacji zamiast oszczędności.
Jak wdrożyć call-off stock krok po kroku?
Wdrożenie call-off stock to nie jest temat, który załatwia się jednym mailem do księgowej i wysyłką palety do innego kraju UE. To procedura VAT-owa, która działa tylko wtedy, gdy od początku jest dobrze poukładana procesowo. W praktyce oznacza to projekt, a nie jednorazową akcję. Jeśli na starcie zabraknie jasnych zasad, po kilku miesiącach bardzo łatwo o rozjazd ewidencji, a wtedy uproszczenie przestaje działać dokładnie w tym momencie, w którym miało pomagać.
Zgłoszenia i formalności VAT
Pierwszym krokiem jest upewnienie się, że faktycznie jesteś w scenariuszu, w którym call-off stock może mieć zastosowanie. Kluczowe jest to, że już w momencie przemieszczenia towaru do magazynu w innym kraju UE masz zidentyfikowanego, konkretnego nabywcę, który posiada ważny numer VAT w tym kraju. Jeśli nie da się jednoznacznie wskazać takiego nabywcy, albo sprzedaż ma charakter B2C, to nie jest call-off stock, nawet jeśli logistycznie wszystko wygląda podobnie.
Warto w tym miejscu jasno podkreślić jedną rzecz, która bywa często mylona. Call-off stock nie wymaga składania żadnego osobnego wniosku ani uzyskiwania zgody urzędu skarbowego. Uproszczenie działa z mocy prawa, o ile spełnione są warunki i prowadzone są prawidłowe rejestry oraz raportowanie w VAT-UE. To oznacza, że odpowiedzialność za poprawność wdrożenia leży w całości po stronie podatnika.
Od strony formalnej procedura wymaga prowadzenia odpowiednich rejestrów call-off stock po stronie dostawcy i nabywcy oraz prawidłowego wykazywania przemieszczeń i dostaw w informacji podsumowującej VAT-UE. To nie jest element „dla porządku”, lecz warunek utrzymania uproszczenia. Już na etapie planowania warto ustalić, kto w firmie odpowiada za ewidencję, jak dane będą zbierane i w jaki sposób będą powiązane z dokumentami magazynowymi oraz fakturami.
Konieczne jest też przygotowanie się na sytuacje nietypowe, które w praktyce zdarzają się regularnie. Zwroty towaru, ubytki, zniszczenia, zmiana nabywcy czy brak pobrania w ciągu 12 miesięcy muszą być obsłużone zgodnie z przepisami. Jeżeli towar nie zostanie pobrany w tym terminie, przemieszczenie przestaje być objęte uproszczeniem i co do zasady należy je rozliczyć jak transfer własnych towarów, co często oznacza powstanie obowiązków VAT w kraju magazynu. To jeden z powodów, dla których call-off stock wymaga stałej kontroli, a nie tylko poprawnego startu.
Jeżeli współpracujesz z biurem rachunkowym, to jest moment, w którym warto wprost zapytać o doświadczenie z call-off stock. Jeśli go nie mają, kluczowe jest, aby byli gotowi oprzeć się na przepisach, objaśnieniach Ministerstwa Finansów i Komisji Europejskiej. To w zupełności wystarczy, pod warunkiem że temat jest traktowany świadomie, a nie „po łebkach”.

Wybór magazynu i operatora
Kolejnym krokiem jest wybór magazynu i operatora logistycznego. W call-off stock magazyn nie jest tylko miejscem składowania towaru. Jest elementem dowodowym całej procedury. To z danych magazynowych wynika, kiedy towar został przemieszczony, jak długo był przechowywany i w którym momencie został pobrany przez konkretnego nabywcę.
Nie chodzi o to, że towar musi fizycznie leżeć w osobnym budynku czy wydzielonej strefie. Kluczowa jest jednoznaczna identyfikowalność partii oraz jej ewidencyjne przypisanie do call-off stock i konkretnego nabywcy. Operator powinien być w stanie dostarczyć raporty, które pokazują pełną oś czasu: od przyjęcia towaru, przez okres składowania, aż po pobranie.
W praktyce oznacza to, że przy wyborze operatora warto patrzeć nie tylko na cenę, ale też na jakość danych. Czy dostaniesz historię ruchów magazynowych. Czy da się powiązać partie towaru z konkretnym kontrahentem. Czy operator rozumie, że to nie jest standardowy zapas do swobodnej dystrybucji. Brak tej świadomości po stronie magazynu to jeden z najczęstszych powodów problemów przy kontroli.
Warto też z góry ustalić, co dzieje się w sytuacjach awaryjnych. Jeżeli towar nie zostanie pobrany w terminie, czy możliwy jest jego zwrot, utylizacja albo inne rozliczenie. Każdy z tych scenariuszy ma konsekwencje podatkowe, więc operator powinien być w stanie wesprzeć nie tylko logistykę, ale też proces formalny.
Integracja z ERP i systemem e-commerce
Call-off stock nie skaluje się dobrze, jeśli jest prowadzony ręcznie. Przy średniej i większej skali sprzedaży Excel bardzo szybko przestaje wystarczać. Żeby utrzymać porządek, potrzebujesz spójnego przepływu danych między magazynem, systemem sprzedażowym i księgowością. Nawet jeśli nie masz rozbudowanego ERP, powinieneś mieć jedno źródło prawdy o stanach magazynowych i ruchach towaru.
W praktyce system powinien pozwalać na szybkie odtworzenie podstawowych informacji. Ile towaru zostało przemieszczone. Do jakiego nabywcy było przypisane. Kiedy nastąpiło pobranie. Ile towaru pozostało i jak długo znajduje się w magazynie. Jeśli na te pytania nie da się odpowiedzieć bez ręcznego sprawdzania kilku plików i maili, ryzyko błędów rośnie bardzo szybko.
Warto też pamiętać o jasnym rozdzieleniu procesów. Call-off stock dotyczy sprzedaży B2B, więc systemy obsługujące sprzedaż do konsumentów nie powinny „dotykać” tych samych zapasów. W firmach, które łączą B2B i B2C, brak takiego rozdzielenia jest jednym z najczęstszych źródeł problemów.
Monitoring zapasów i rotacji
Ostatni element wdrożenia to monitoring, który w praktyce decyduje o tym, czy call-off stock działa, czy tylko „istnieje na papierze”. Procedura funkcjonuje w ramach limitu 12 miesięcy i ten zegar tyka od momentu przemieszczenia towaru. Dlatego konieczny jest regularny przegląd zapasów z podziałem na datę przemieszczenia, przypisanego nabywcę i tempo pobrań.
Monitoring pozwala wychwycić problemy odpowiednio wcześnie. Jeśli widzisz, że część towaru nie rotuje, masz czas na decyzję, zanim uproszczenie przestanie obowiązywać. To także sposób na kontrolę jakości danych. Raporty operatora muszą zgadzać się z ewidencją księgową, a wszelkie braki czy ubytki powinny być wyjaśniane na bieżąco. W call-off stock rozjazd danych to nie tylko problem operacyjny, ale potencjalny problem podatkowy.
Dobrze ustawiony monitoring daje też wartość stricte biznesową. Pozwala ocenić, czy dany rynek rzeczywiście uzasadnia utrzymywanie zapasu, czy wolumen jest wystarczający i czy współpraca z odbiorcą jest stabilna. Dzięki temu call-off stock przestaje być tylko obowiązkiem formalnym, a zaczyna być narzędziem decyzyjnym.
Planując wdrożenie, warto także uwzględnić horyzont czasowy. W ramach reformy ViDA call-off stock ma być wygaszany. Po 30 czerwca 2028 r. nie będzie można inicjować nowych przemieszczeń w tym modelu, a samo uproszczenie ma przestać obowiązywać 30 czerwca 2029 r., ponieważ transfery własnych towarów mają zostać objęte rozszerzonym OSS. Oznacza to, że call-off stock najlepiej traktować jako rozwiązanie średnioterminowe, a nie fundament strategii na kolejną dekadę.
Jeśli spojrzeć na całość, wdrożenie call-off stock najbardziej przypomina wdrożenie procesu jakościowego. Raz dobrze ustawione, działa stabilnie i daje realne korzyści. Źle przygotowane, bardzo szybko zamienia się w źródło problemów. Dlatego najwięcej pracy jest na początku, ale to właśnie ona decyduje o tym, czy uproszczenie faktycznie upraszcza.
Podsumowanie: call-off stock jako dźwignia wzrostu w e-commerce
Call-off stock bardzo łatwo opisać jako „optymalizację VAT”, ale takie uproszczenie robi tej procedurze więcej szkody niż pożytku. W rzeczywistości jest to narzędzie, które działa na styku logistyki, podatków i sprzedaży, i właśnie dlatego może stać się realną dźwignią wzrostu – pod warunkiem że jest stosowane w odpowiednim kontekście biznesowym. Nie rozwiązuje wszystkich problemów e-commerce, ale w dobrze dopasowanym modelu potrafi wyraźnie poprawić efektywność operacyjną i przewidywalność kosztów.
Najważniejsze korzyści kosztowe wynikają z faktu, że towar znajduje się bliżej odbiorcy. W modelu B2B call-off stock pozwala uniknąć kosztów ciągłych wysyłek międzynarodowych przy każdej dostawie i, przy spełnieniu warunków, rejestracji VAT w kraju magazynowania. W e-commerce B2C podobny efekt kosztowy daje lokalny magazyn, choć już bez uproszczeń podatkowych. W obu przypadkach kluczowe jest to, że koszt jednostkowy realizacji zamówienia staje się niższy i bardziej przewidywalny, co przy większej skali sprzedaży ma bezpośredni wpływ na marżę.
Wpływ na sprzedaż i konkurencyjność jest równie istotny. Towar dostępny lokalnie oznacza krótszy czas dostawy, a to przekłada się na wyższą konwersję, lepsze doświadczenie klienta i większą powtarzalność zakupów. Na marketplace’ach szybka realizacja zamówień poprawia widoczność ofert i wskaźniki jakości konta. W relacjach B2B skrócenie lead time’ów i stabilność dostaw wzmacniają relację z odbiorcą i zmniejszają jego skłonność do szukania alternatywnych dostawców. W obu światach efekt sprzedażowy wynika nie z samej procedury, lecz z lokalnej dostępności towaru i lepszego dopasowania do oczekiwań rynku.
Najważniejsze pytanie brzmi więc nie „czy call-off stock się opłaca”, ale „czy to rozwiązanie pasuje do mojego modelu”. Warto rozważyć wdrożenie wtedy, gdy sprzedaż cross-border jest już stabilna, wolumen przewidywalny, a relacje z odbiorcami długoterminowe. Call-off stock najlepiej działa jako narzędzie optymalizacyjne dla firm, które mają poukładane procesy i chcą usunąć bariery dalszego wzrostu, a nie jako sposób na testowanie nowych rynków czy ratowanie niestabilnej sprzedaży.
Jednocześnie trzeba pamiętać o ograniczeniach. Procedura jest sformalizowana, wymaga dyscypliny ewidencyjnej i aktywnego monitoringu, a jej horyzont czasowy jest ograniczony planowanym wygaszaniem w ramach reformy ViDA. Zgodnie z obecnymi założeniami po 30 czerwca 2028 r. nie będzie można inicjować nowych przemieszczeń w ramach call-off stock, a samo uproszczenie ma przestać obowiązywać 30 czerwca 2029 r. Oznacza to, że jest to rozwiązanie „tu i teraz” – bardzo użyteczne w najbliższych latach, ale wymagające świadomej decyzji i planu na dalszy etap.
Jeśli spojrzeć na całość z dystansu, call-off stock nie jest magicznym skrótem ani podatkowym trikiem. Jest narzędziem, które w odpowiednich warunkach pozwala połączyć niższe koszty operacyjne z lepszą obsługą rynku. Dla części firm e-commerce i B2B może stać się ważnym elementem strategii wzrostu. Dla innych lepszym wyborem będą prostsze modele. Kluczowe jest to, żeby decyzja była oparta na zrozumieniu mechanizmu, a nie na obietnicy „łatwych oszczędności”.

Checklist: „Czy call-off stock ma sens w Twoim e-commerce?”
Jeśli po lekturze artykułu masz poczucie, że call-off stock może być dla Ciebie, ale nie masz jeszcze pewności, czy to rozwiązanie faktycznie pasuje do Twojego modelu biznesowego, przygotowaliśmy prostą checklistę decyzyjną. Nie jest to test „tak albo nie”, tylko narzędzie, które pozwala szybko ocenić, czy jesteś w scenariuszu, w którym call-off stock ma realny sens operacyjny i podatkowy.
Zadaj sobie po kolei poniższe pytania i odpowiedz na nie uczciwie, z perspektywy tego, jak Twój biznes działa dziś, a nie jak chciałbyś, żeby działał w przyszłości.
Czy sprzedajesz cross-border w UE do konkretnych odbiorców B2B, których możesz wskazać już na etapie wysyłki towaru do magazynu, wraz z ich ważnym numerem VAT w kraju magazynowania?
Czy Twoja sprzedaż do tych odbiorców ma powtarzalny lub przewidywalny charakter, nawet jeśli wolumen zmienia się w czasie, a pobrania towaru nie są jednorazowym zdarzeniem?
Czy produkty, które rozważasz w modelu call-off stock, mają wystarczająco długi cykl życia, aby realnie zostały pobrane w ciągu 12 miesięcy, bez presji sezonowości lub szybkiej dezaktualizacji?
Czy masz (lub jesteś w stanie wdrożyć) porządek w ewidencjach, który pozwoli w każdej chwili odtworzyć: datę przemieszczenia towaru, przypisanego nabywcę, moment pobrania oraz aktualny stan zapasu?
Czy Twój magazyn lub operator logistyczny jest w stanie zapewnić jednoznaczną identyfikowalność partii towaru i raportowanie ruchów magazynowych w sposób spójny z wymaganiami call-off stock?
Czy masz świadomość, że call-off stock to rozwiązanie czasowe, z horyzontem wygaszania w ramach reformy ViDA, i traktujesz je jako narzędzie średnioterminowe, a nie fundament strategii na kolejne dziesięć lat?
Jeśli na większość tych pytań odpowiadasz „tak”, call-off stock może być dla Ciebie realną dźwignią optymalizacji i stabilizacji sprzedaży. Jeśli odpowiedzi „nie” przeważają, bardzo możliwe, że lepszym wyborem będzie inny model magazynowania lub prostsza struktura rozliczeń. Tak czy inaczej – odezwij się do nas. Pomożemy Ci z każdą opcją.

